Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Mgnienie, Marcel Woźniak: recenzja
Mgnienie, Marcel Woźniak: recenzja
poniedziałek, 29 stycznia 2018

Przeczytane w mgnieniu oka

„Powtórka”, „Mgnienie” oraz „Otchłań” – taki kryminalny tryptyk proponuje fanom policyjnych powieści osadzonych w realiach dużego polskiego miasta Marcel Woźniak. Drugi tom perypetii tuza toruńskich organów ścigania Leona Brodzkiego, zatytułowany „Mgnienie”, stanowi udaną kontynuację i zaostrza apetyt na część finałową. Chciałoby się mieć ją na podorędziu już w chwili, kiedy przewracamy ostatnią stronę powieści. Woźniak sprawnie spaja w swojej prozie wątki kryminalno-śledcze oraz prywatne rozważania głównego bohatera, który niczym samotny wilk udaje się na poszukiwania porwanej przez psychopatę córki.

ImageJuż pierwsze sceny „Mgnienia” wprowadzają u czytelnika poczucie zagrożenia i wymagają od niego stopienia się z umysłem szaleńca, który – pchany żądzą zemsty – prowadzi wyrafinowaną grę z Brodzkim. On sam stara się oddzielić wieloletnie doświadczenie kryminalnego wygi od osobistych lęków i czysto ojcowskich odruchów. Chce być fachowcem w każdym calu i konsekwentnie dąży do rozpracowania wszystkich tropów, które podrzuca mu zabójca.

Jednak czy można o zabójcy mówić w liczbie pojedynczej? Czy nie mamy tutaj do czynienia z krwawym rozmnożeniem zła, lub co gorsze: z przypisywaniem winy niewinnym ludziom? Tego musi dowiedzieć się Brodzki i to nie tylko krążąc po Toruniu; zmienia też terytorium operacyjnego działania na nadmorskie Darłowo, z którego pochodzi jego była żona Dagmara. To tam Leo poznaje niezłomnego policjanta Rolanda Bryka, który niczym ostatni sprawiedliwy dzierży stery małego posterunku na wybrzeżu i wspomaga kolegę-piernika (epitet niezwiązany z wiekiem, a z pochodzeniem Leona) swoim opanowaniem i profesjonalizmem. Bryk to postać, której nie można nie docenić, a że odgrywa on w powieści ważną rolę, liczę na jego powrót w ostatniej części.

Woźniak przyzwyczaił mnie już do obecności odniesień literackich w fabule. W „Mgnieniu” mogłam natknąć się między innymi na Marka Benera – toruńskiego dziennikarza wykreowanego przez Roberta Małeckiego w serii kryminalnej zapoczątkowanej przez powieść „Najgorsze dopiero nadejdzie”, i za sprawą „Sztuki wojny” zagłębić się w tajniki chińskiej strategii i taktyki, przydatne nie tylko w wojsku, lecz także w życiu codziennym czy zawodowym. Brodzki niczym wytrawny szachista stara się przewidzieć kolejny ruch psychopatycznego mordercy i wybić go z rytmu, aby przejąć kontrolę nad sytuacją i ostatecznie uratować tych, którzy zostali spisani na straty. Kiedy mogłoby się już wydawać, że Brodzki wyszedł cało ze opresji, autor otwiera pod nim zapadnię, serwując mu kolejne tarapaty i udowadniając, że przeszłość pozostała nierozliczona. Bo zatęchły oddech peerelowskich milicyjnych czasów czuć do dziś i Brodzki będzie musiał przewietrzyć swoje otoczenie…  

Wyraziści bohaterowie, realistycznie nakreślona akcja, czysto ludzkie dylematy i soczysty język to znaki rozpoznawcze Marcela Woźniaka. Nie sposób przejść nad jego kryminałami obojętnie, a ich lektura to niemal mgnienie – tak szybko i dobrze się je czyta.

Dominika Matuła


Mgnienie
Marcel Woźniak
Wydawnictwo Czwarta Strona
Poznań 2017


RECENZJA POPRZEDNIEJ POWIEŚCI AUTORA:

 Image