
Poranki bywają trudne. Szczególnie ciemne, zimne i ponure poranki w środku zimy. Większość z nas odczuwa chyba frustrację na myśl o zatłoczonej w godzinach porannych komunikacji miejskiej. Nie ma niczego przyjemnego w wychodzeniu z domu w ciemności i wracaniu w podobnych warunkach. Pasażerowie tytułowej „szóstki” do trudów poranka dodać mogą… katastrofę tramwaju, którym w grudniowy poranek zmierzają do pracy.
Pierwszą osobą, z perspektywy której obserwujemy wypadek, jest taksówkarz Karol. Jest też tym, który od razu rusza na pomoc ofiarom. Dołącza do niego kolega Franek. Narażając własne życie i zdrowie, biorą się do pracy przed przyjazdem służb. Potworności, które tam widzą, stan ludzi wyciąganych z tramwaju, ich ból, jest czymś, z czym potem nie potrafią (w szczególności Karol) tak łatwo się uporać. Sprawy się komplikują, kiedy pada podejrzenie, że nie był to wypadek, lecz zaplanowana akcja. Niestety wiele na to wskazuje. A kiedy zaczyna się „polowanie” na świadków wydarzenia, nie ma już mowy o pomyłce.
– Wiemy, że próby hamowania podejmowały też konduktorki z drugiego i trzeciego wagonu. Niestety na pierwszym zakręcie tramwaj wypadł z szyn. Drugi wagon uderzył w słup trakcyjny. Złamał się w połowie i przewrócił na bok. Ostatni zatrzymał się tuż za torami. Pani była w wagonie, który doznał największych zniszczeń.
Minister spraw wewnętrznych powołuje tajną grupę, która ma zbadać okoliczności wypadku i dotrzeć do jego świadków. W grupie tej znajdują się – dobrze już znani z pierwszego tomu cyklu Przemysława Kowalewskiego – Ugne Galant i Barbara Romanowska. Mężczyzna próbuje dociec, co właściwie stało się grudniowego poranka na chwilę przed katastrofą, jednocześnie walcząc ze sobą i chorobą alkoholową. Grupie przewodzi bezkompromisowa i zdeterminowana Joanna Krauze. Osoby, którym zależy na tym, by prawda nie wyszła na jaw, robią jednak wszystko, by ich powstrzymać. Rozpoczyna się walka z czasem i walka między poszczególnymi frakcjami władzy. Kolejne teorie upadają, ale zespół jest zdeterminowany, by dotrzeć do tej właściwej.
Najbardziej przerażający jest fakt, że ta katastrofa miała miejsce naprawdę. 7 grudnia 1967 roku w godzinach porannych doszło w Szczecinie do wypadku, w którym śmierć poniosło aż 15 osób. Mnóstwo z nich zostały rannych, część ucierpiała na skutek nieudolnej akcji ratowniczej. Przemysław Kowalewski dokładnie odtwarza zarówno okoliczności wypadku, jak i towarzyszące mu nastroje i teorie spiskowe. Jednocześnie nadal obserwujemy zmagania Ugnego z alkoholem, jego nieporadne próby poradzenia sobie ze śmiercią Ferenca i równie nieporadne próby zbliżenia się do Basi Romanowskiej. Zabrakło mi jednak pewnej dynamiki – i mam tu szczególnie na myśli tę osobistą strefę zmagań. Wszystko było dość monotonne, schematyczne i powtarzalne.
Z „Szóstką” miałam podobny problem jak z „Kozłem”, czyli pierwszą częścią cyklu – do pewnego momentu czuć ogromny potencjał, emocje, napięcie. Niestety po jakimś czasie balonik zostaje przebity, powietrze ulatuje i na samo zakończenie zostaje go już naprawdę niewiele. I tak jak w przypadku pierwszego tomu – nie mogę powiedzieć, że jest to zła książka. Po prostu znów mamy do czynienia z nie do końca udanym finałem.
„Kozioł” ma lepsze i gorsze momenty, ale potrafi zaciekawić i zaintrygować.
02 grudnia 2024
