Trup w wannie, Dorothy L. Sayers

Autor: Ewa Dąbrowska
Data publikacji: 20 czerwca 2022

Trup w wannie

Autor: Dorothy L. Sayers
Przekład: Dorota Konowrocka-Sawa
Wydawnictwo: Znak
Premiera: 01 czerwca 2022
Liczba stron: 288

Łazienkowa łamigłówka

W niemal setną rocznicę pierwszego wydania powieści „Whose Body?” wydawnictwo Znak postanowiło przypomnieć czytelnikom klasyczne kryminały Dorothy L. Sayers, często porównywanej do Agathy Christie. Te porównania zresztą nie dziwią: Sayers – absolwentka Oksfordu i tłumaczka klasyki – jako autorka kryminałów debiutowała zaledwie trzy lata po autorce „Tajemniczej historii w Styles”. Znajdziemy też w powieściach obu pisarek podobne elementy: brytyjską socjetę dwudziestolecia międzywojennego, pełną konwenansów i nieszczerości, zagadkę kryminalną i, co najważniejsze, błyskotliwego detektywa, bez którego owa zagadka z pewnością nie zostałaby rozwiązana. 

„Trup w wannie” to pierwsza powieść cyklu, którego bohaterem jest lord Peter Wimsey. Dżentelmen, erudyta, detektyw amator. Kompletnie niedzisiejszy przedstawiciel świata, którego już nie ma. Nie będę tu opowiadać życiorysu tego uroczego bohatera – zwłaszcza że znajdziecie go w całości na końcu książki (i niech Was nie zwiedzie fakt, że to życiorys – jest jednocześnie jednym z najzabawniejszych fragmentów tej powieści!). Muszę jednak przytoczyć to, co sam lord Wimsey mówi o swojej detektywistycznej „karierze”:

Zainteresowałem się tym w okresie lekkiego załamania i tropienie okazało się piekielnie ekscytujące. Najgorsze, że mnie to bawi. Do pewnego momentu. Gdyby akcja toczyła się wyłącznie na papierze, bawiłoby mnie bez żadnych zastrzeżeń. Uwielbiam początek każdej roboty (…), gdy człowiek nie zna jeszcze żadnej z osób dramatu, a wszystko jest podniecające i zabawne. Jednak gdy przychodzi do wytropienia żywego człowieka i powieszenia go czy choćby zapakowania do pudła, mam wrażenie, że nic już nie usprawiedliwia mojego wścibstwa, bo przecież nie zarabiam w ten sposób na życie.

Owo wścibstwo sprawia zatem, że lord Wimsey podejmuje się równocześnie rozwiązania dwóch spraw: zaginięcia pewnego finansisty i tajemniczych zwłok mężczyzny w eleganckich binoklach (i niczym poza nimi) znalezionych w wannie szanowanego architekta. Jednak nie robi tego sam – pomocą służą mu inspektor Scotland Yardu Charles Parker, prywatnie jego szwagier, oraz nieoceniony lokaj Bunter. Lord Peter bez oporów wyznaje Parkerowi: „sprawia mi przyjemność, że w naszym tandemie cała nieprzyjemna, rutynowa robota spada na ciebie”. I rzeczywiście, dużo w tym prawdy. To Parker bada tropy i rozmawia z ludźmi, lord Wimsey głównie rozmyśla, dedukuje i zderza swoje pomysły z rzeczowością Buntera. Warto bowiem dodać, że lokaj jest doskonałym… technikiem kryminalistyki: zbiera odciski stóp, fotografuje dowody, bada i mierzy odciski palców… Odnosi się przy tym do swojego pana z ogromnym szacunkiem (pierwsze z brzegu słowa: „Jej książęca mość dzwoni z Denver, milordzie. Mówiłem właśnie, że wasza lordowska mość udał się na aukcję, gdy usłyszałem zgrzyt klucza waszej lordowskiej mości”). A jednocześnie wiernie czuwa przy łóżku lorda Wimseya, gdy ten ma koszmary spowodowane wojenną traumą. Ich więź jest jednocześnie zabawna i wzruszająca.

Przyznaję: nie porwała mnie intryga przedstawiona w powieści. Doceniam sposób, w jaki została zbudowana, podrzucane tu i ówdzie drobne, z pozoru nieznaczące wskazówki, które ostatecznie wskakują na właściwe miejsca, by zakończyć się klasycznym wręcz elementem powieści kryminalnej: wyznaniem winy sprawcy. Jednak sama historia nie do końca mnie wciągnęła. Dorothy L. Sayers zachwyciła mnie natomiast czymś innym: ironią, z jaką traktuje swoich bohaterów. Oczywiście przede wszystkim „jego lordowską mość” Petera Wimseya – przy czym jest to ironia wyraźnie podszyta sympatią, która od pierwszych stron udziela się czytelnikowi. Tak, lord Wimsey jest egzaltowanym gadułą, bywa egocentrykiem (a jednocześnie ma na tyle empatii, że się przebiera, by swoim strojem nie wystraszyć strwożonego odnalezieniem zwłok architekta!), ale doskonale zdaje sobie sprawę z własnych wad i traktuje siebie samego z dystansem. 

Bawi mnie ogromnie język tej powieści. Rozmowy lorda Wimseya z Bunterem i Parkerem sprawiały, że uśmiech niemal nie schodził z mojej twarzy podczas lektury (jak tu się nie uśmiechnąć, czytając: „Parker, światło mych oczu”…). Niemal. Bo choć „Trup w wannie” to – wbrew tytułowi, za to zgodnie z kierunkiem wskazanym przez oprawę graficzną – rzecz lekka i przyjemna, raczej intelektualna zabawa pełna ciekawostek (choćby o pierwszym wydaniu Boskiej komedii – co wcale nie dziwi, wziąwszy pod uwagę, że to właśnie Sayers przetłumaczyła dzieło Dantego) niż pełnokrwisty kryminał, pojawia się tu także poważniejszy temat, mianowicie powojennej traumy. A przy nim już trudno o uśmiech.

Wydawca obiecuje, że po raz pierwszy będziemy mogli zapoznać się z polskimi tłumaczeniami wszystkich części cyklu o lordzie Peterze Wimseyu (a to jedenaście powieści i kilka zbiory opowiadań). Trzymam go za słowo, bo ten bohater z pewnością zasługuje na osobną półkę w polskich biblioteczkach. W mojej na pewno ją dostanie! Zdaję sobie oczywiście sprawę, że ze względu na realia, niespieszną akcję i swoistą niewspółczesność „Trup w wannie” z pewnością nie jest lekturą dla każdego. Ale powinni sięgnąć po nią wszyscy ci, którzy chcą poznać nieco klasyki. I pewnego wyjątkowego detektywa dżentelmena, który ma i Watsona, i Hastingsa.

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Trup w wannie" Dorothy L. Sayers