
Nie sposób uciec od słowa „klaustrofobiczny”, pisząc o nowej powieści Willa Deana – najtrafniej oddaje ono zarówno fabułę, jak i emocje, które w nas budzi. „W głębi” to książka, która mocno gra na pierwotnych lękach: przed zamknięciem, brakiem kontroli i nieuchronnością.
Narratorką tej historii jest Ellen Brooke, która właśnie zaczyna kolejne zawodowe zlecenie. Razem z piątką innych nurków głębinowych najbliższy miesiąc spędzi w komorze ciśnieniowej. Wszyscy zamknięci na kilkunastu metrach kwadratowych, odizolowani od świata zewnętrznego i rygorystycznie przestrzegający procedur – bo są świadomi, że ich złamanie w tych warunkach może oznaczać śmierć. Dean z niezwykłą drobiazgowością opisuje realia pracy nurków. Początkowe rozdziały są powolne, nasycone technicznymi, wręcz podręcznikowymi szczegółami – nie po to jednak, by znużyć odbiorcę, lecz by pozwolić mu zrozumieć ekstremalne realia, w których funkcjonują bohaterowie.
Monotonny rytm ich pracy zostaje zaburzony, gdy jeden z członków załogi umiera w niewyjaśnionych okolicznościach. Dekompresja potrwa cztery długie dni, a pozostali nurkowie – coraz bardziej zmęczeni i zestresowani, do tego coraz bardziej podejrzliwi wobec siebie – muszą nie tylko przetrwać, lecz także nie rozsypać się psychicznie.
Will Dean zręcznie buduje napięcie – nie dynamiczną akcją, ale zagęszczającą się atmosferą. W tym sensie „W głębi” to klasyczny thriller. Fabularnie nie dzieje się tu zbyt wiele. Owszem, jest to jakaś wariacja zagadki zamkniętego pokoju, jednak znacznie istotniejsza jest tutaj psychologia postaci, przede wszystkim Ellen. To ona prowadzi nas po klaustrofobicznej przestrzeni, wprowadza w podwodny świat. Ale nie tylko, bo z kolejnymi stronami coraz głębiej wchodzimy w jej wspomnienia i lęki. Narracja koncentruje się na tym, co dzieje się w głowie bohaterki – a dzieje się naprawdę dużo.
I to właśnie Ellen jest dla mnie największą zaletą powieści. Na początku wydaje się po prostu częścią ekipy – poza tym, że jest jedną z niewielu kobiet, które osiągnęły tak wiele w tym zawodzie, niczym się nie wyróżnia. Stopniowo jej portret się pogłębia, a my dostrzegamy złożoność tej postaci.
„W głębi” nie jest łatwą książką. Na początku warto uzbroić się w cierpliwość – naszpikowanie detalami i postaci, które trudno od siebie odróżnić, wymagają skupienia. Jednak jeśli damy się prowadzić autorowi, atmosfera szybko nas pochłonie. Dla osób, które nie lubią ciasnych przestrzeni, lektura może okazać się trudnym doświadczeniem. Funkcjonowanie w ciasnej, zamkniętej przestrzeni z grupą obcych ludzi to koszmar sam w sobie. A dodajmy do tego ciemność, narastającą nieufność i świadomość, że nawet jeśli dzieje się coś strasznego, ucieczka nie jest możliwa, bo procedur nie można skrócić… To odliczanie godzin do wyjścia podnosi ciśnienie skuteczniej niż niejeden fabularny zwrot akcji.
Czy „W głębi” to powieść z wartką akcją? Nie. Czy wywołuje niepokój, dyskomfort i wrażenie, że nie jesteśmy w stanie wziąć głębszego oddechu? Tak. Sami zdecydujcie, co dla Was ważniejsze.
Zamknij oczy i weź głęboki oddech. Uspokój się, niebawem będzie po wszystkim...
23 września 2025

Kilka domów na odludziu. Sześćset kilometrów kwadratowych szwedzkiego lasu. Jedna reporterka. Dwa ciała…
21 listopada 2018
