Chcąc nie chcąc do rozmów o gatunku na końcu nawiązano, choć tym razem założeniem wydawców było wyeksponować biografię autora, zamiast jego powieści. Widać przy tym podskórne zmęczenie jałowymi rozprawami prasy, czy Śmierć… jest kryminałem czy nie. Słusznie zauważono, że jeszcze długo tkwić będzie w nas zakorzeniona dezorientacja genologiczna – i jest tu pewien paradoks: z jednej strony do worka p.t. „kryminał” krytyka wrzuca wszystko, co choćby miało ślady trupa. Bliskie jest to nomenklaturze zachodniej, gdzie operuje się szeroka etykietą murder mystery, obejmującą spektrum od Szekspira, przez Kafkę i Chandlera, na klasycznej Christie kończąc. Z drugiej jednak – polska prasa (nadal zakompleksiona!) odhacza powieść Pasewicza jako „nie-kryminał”, z jakichś powodów nie mogąc przyjąć, że powściągliwy rys gatunkowy w Śmierci… jest jak najbardziej kryminalny, i rzuca się analitycznie na kwestię gejowską. A i tu, przeważnie, szczytem polotu jest zestawianie jej z Lubiewem Witkowskiego.Oj, jest sporo podziałów, no jak wszędzie… Są np. „ciotki topowe” w każdej knajpie, tzw. „gwiazdy” albo „gwizdy”, osobniki ...
07 grudnia 2007

{mosimage} Po lekturze Pasewicza miałem ochotę dokonać „coming out’u”. Miałem, lecz – dziś coraz częściej chciałoby się rzec ...
15 listopada 2007
