Advertisement
Strona główna
Zmierzch, Johan Theorin
piątek, 05 września 2008

Z tego co wiem, kryminał skandynawski ma u nas spory tłumek zagorzałych fanów, co mnie nie dziwi, bo Skandynawowie wypracowali nową jakość w tej odmianie prozy, tworząc kryminały wyróżniające się dbałością w odmalowywaniu tła społecznego intrygi oraz precyzyjnym rysunkiem psychologicznym ukazywanych postaci. Szykuje się im nie lada gratka, bo oto pojawiło się polskie tłumaczenie prozy nowego pisarza z Północy, Szweda Johana Theorina. Autor Zmierzchu wejście do literatury miał bardzo spektakularne. Jego pierwsza książka - właśnie Zmierzch - uznana została przez Szwedzką Akademię Kryminału za najlepszy debiut roku 2007, zaczęto go porównywać z takimi gigantami prozy kryminalnej jak Sting Larsson czy Henning Mankell. Niezłe towarzystwo, prawda? Pochwały pochwałami, jednak postanowiłem sam sprawdzić, co proza Theorina jest warta.

Powiem od razu: wyrazy zachwytu, z którymi można się zapoznać na czwartej stronie okładki wydanej przez Czarne powieści Zmierzch, wcale nie są przesadzone; krótko rzecz ujmując, Theorin stworzył kawał świetnego kryminału. Pisarz zaprojektował tekst z rozmachem, akcja obejmuje z górą pół wieku (od roku 1936 po połowę lat 90.) a rozgrywa się przede wszystkim na szwedzkiej wyspie Olandii, opisywanej przez pisarza z wyraźnym upodobaniem i czułością zaprawioną nutą melancholii („Nigdy nie będzie już takiej Olandii, już nigdy”, mógłby zanucić Theorin, gdyby znał piosenkę Świetlików). Pisarz posłużył się sprawdzonym schematem, konstruując intrygę polegającą na stopniowym odsłanianiu tajemnic, także kryminalnych, małej hermetycznej wspólnoty (w tym przypadku jest to wioska Stenvik na Olandii). Jest rok 1972, całą Olandię spowija niezwyczajnie gęsta mgła. Sześcioletni chłopczyk, Jens, pozostawiony bez opieki, z trudem pokonuje ogrodzenie posesji dziadków i rusza w mgłę. Spotyka tam podstarzałego mężczyznę o niepokojącym wyglądzie… Okazuje się, że chłopczyk nie wraca do domu. Szukają go wszyscy mieszkańcy Stenvik, bez skutku; Jens przepada bez śladu. Jego matka, Julia, pogrąża się w trwającej latami depresji, popija, odchodzi od niej mąż; wciąż łudzi się nadzieją, że kiedyś jednak jej syn się odnajdzie. W połowie lat 90. ojciec Julii, Gerlof, otrzymuje przesyłkę bez adresu zwrotnego, w której znajduje stary, dziecięcy sandałek, który mógł należeć do Jensa. Postanawia zaprosić Julię na Olandię (ta dużo wcześniej opuściła wyspę), aby jeszcze raz spróbować rozwikłać zagadkę zaginięcia wnuka.

U Theorina śledztwem zajmują się „detektywi” bardzo nietypowi, czyli osiemdziesięcioletni Gerlof, dręczony chorobą, która wykręca mu stawy i katuje bólem, jego dwaj przyjaciele-emeryci ze Stenvik oraz niespecjalnie stabilna emocjonalnie Julia. Polega ono przede wszystkim na zbieraniu opowieści sprzed wielu lat, odsiewaniu plotek od faktów, bo Gerolf, podobnie jak jego przyjaciele, jest przekonany, że aby dowiedzieć się wszystkiego o okolicznościach zniknięcia Jensa, musi odtworzyć historię Nilsa Kanta, olandzkiej bestii. Kant w latach 40. dopuścił się na wyspie serii morderstw (między innymi zastrzelił policjanta), potem musiał uciekać ze Szwecji i ukrywać się w Ameryce Południowej i Środkowej. Ponoć zginął tam, jego trumnę przewieziono do ojczyzny i pochowano go na Olandii, ale Gerlof podejrzewa, że była to mistyfikacji i w rzeczywistości Kant mieszka pod zmienionym nazwiskiem w Szwecji. Właściwie określając Nilsa mianem bestii, nieco przesadził. Charakteryzuje się on wprawdzie pewnym rysem psychopatycznym, ale w gruncie rzeczy jest nieszczęśliwym facetem, który płaci wysoką cenę za nazbyt rozbuchane ego, emocjonalną niestabilność oraz zbytnią agresję w sytuacjach stresowych.

Czemu właściwie schorowany Gerlof raz jeszcze decyduje się zmierzyć z tajemnicą zniknięcia wnuka? Właściwie robi to nie tyle dla Jensa, co raczej dla samego siebie. Po tym jak jego córki przeniosły się na stały ląd a żona zmarła, czuje się opuszczony i samotny. Podjęte przez niego śledztwo jest zarazem swoistym wołaniem o pomoc i próbą wykazania, że jeszcze może być potrzebny, pomocny bliskim. Gerlof tak to widzi: „’Chcesz tylko zwrócić na siebie uwagę’, powiedziała mu kiedyś Julia. Chyba miała rację. Bo tak naprawdę przecież zawsze przede wszystkim o to chodzi: żeby człowiek czuł się ważny… a nie stary, zapomniany, jedną nogą w grobie”. Koniec końców Gerlof i Julia odkrywają bardzo gorzką prawdę o wydarzeniach z przeszłości, ale działa to na nich oczyszczająco, zmienia każde z nich i relacje między nimi. Gerlof wreszcie poczuje, że ma bliskich, w którym może znaleźć oparcie na ostatnie lata życia, Julia zaś po latach odnajduje wewnętrzny spokój.

Intryga w Zmierzchu jest skomplikowana i wielostopniowa, a przez to trudna do rozczytania. Przyznam szczerze, że do ostatnich stron powieści nie byłem w stanie wskazać, kto jest odpowiedzialny za zniknięcie Jensa. Ale – jako się rzekło – w książce Theorina jest jeszcze ten specyficzny składnik skandynawskiego pisarstwa kryminalnego - autor w tle historii kryminalnej snuje opowieść o historii i przemianach Olandii. (Na marginesie: Theorin doskonale wybrał miejsce akcji; puste, smagane zimnym wiatrem plaże, opuszczone domostwa, pustkowia alvaretu, czyli swoistego stepu z rzadka jedynie porośniętego jałowcem czy niewielkimi drzewami – wszystko to razem wzięte doskonale współgra z mrocznym klimatem opowiadanej historii.) Pisze o tym, jak stopniowo zanikał tradycyjny model życia mieszkańców wyspy, przede wszystkim rybaków i żeglarzy, obsługujących niewielkimi szkutami trasy bałtyckie (tak też między innymi można odczytywać sens tytułu powieści: jako zmierzch pewnego świata), jak starzy mieszkańcy Olandii wyjeżdżali, a na ich miejsce pojawiali się bogaci letnicy i wszystko to, co wiąże się z obsługą ruchu turystycznego.

Theorin planuje stworzyć cały cykl powieści kryminalnych, których akcja będzie rozgrywać się na Olandii. Już zaczynam czekać na kolejną książkę tego pisarza, Nocą śnieżycę

 

Zmierzch, Johan Theorin

Przełożyła: Anna Topczewska

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008

Seria: Ze strachem

Stron:454 

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Cała trylogia.
Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53
Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka.