Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Jastrzębie wzgórze, Piotr Bednarski
Jastrzębie wzgórze, Piotr Bednarski
wtorek, 05 czerwca 2007

ImageJastrzębie wzgórze Bednarskiego jest przede wszystkim balladą. Bardzo malarską, niosącą sobą ten sam inwentarz wrażliwości, który dostajemy obcując z twórczością  Jana Jakuba Kolskiego. Tak literacką, jak i filmową. I choć jest tu i miejsce na sensację, twardą, gangsterską, będzie ona wyraźnym pretekstem, czy raczej nośnikiem alegorii: symbolem Złego, który, niczym u Bułhakowa, tylko czyha, by przez furtkę człowieczej ułomności rozbić pokój Krainy Szczęśliwej.

ImageBo taką jest właśnie tytułowe Jastrzębie Wzgórze. Rodzinna posiadłość Kuby i jego rodziny, przekazywana z dziada pradziada kolejnym męskim potomkom; miejsce magiczne, bo zawieszone – niemal dosłownie – między niebem a ziemią, zawieszone w czasie, zespolone z naturą i biblijnym poczuciem świata. A przynajmniej było tak, dopóki …

Na oczach Bena, z mafijnego wyroku, ginie jego syn. Ben pozostaje sam ze sobą. I z Kubą, ojcem, nestorem Wzgórza, dla którego wszystko ma swój cel, dla którego wszystko jest znakiem, dla którego wszystko dzieje się wedle dawno ustalonych reguł. I wówczas pojawia się Tuśka, niedoszła narzeczona zabitego chłopaka, dziewczyna rozmarzona  i zakochana w koniach. I w Benie właśnie, swym niedoszłym teściu, widzi utraconego kochanka, a właściwie jego bardziej okrzepłą kopię… Chce pozostać na Wzgórzu. I hodować konie. I opiekować się Wzgórzem, które od lat nie znało kobiecej ręki.

Ranom zadanym przez Złego nie dane będzie się jednak zabliźnić. Bo jest jeszcze Ali Baba, wyrodny syn Bena (czy bardziej – wyrodny wnuk Kuby), który zaczyna żądać należnej mu części majątku… Ali Baba, który w swej goryczy będzie bardzo podatny na podszepty…

Jastrzębie wzgórze ujmuje delikatnością, z jaką autor maluje nam te wszystkie, subtelne epifanie piękna: Tuśka zasypiająca nago po kąpieli na rozgrzanej sukni, Kuba wyprowadzający w pole swą kasztankę, proste , acz najszczersze zatrzymanie chwili podczas jedzenia lodów pod parasolami… A stoi za tym żarliwe pragnienie powołania do życia tego archaicznego, i jakże przez to baśniowego dziś świata, gdzie rządzą najbardziej pierwotne reguły miłości, harmonii, dobra. Także brzmiące dziś archaicznie. I wstydliwie.

I dlatego tak przejmująco wypada zderzenie owego nierealnego świata z sensacyjnym sztafażem: bo przecież obsesje pojawią się tu na wskroś ludzkie: pragnienie mamony, żal odrzucenia, wreszcie zwyczajna zazdrość… Padną wystrzały, poleje się krew, dojdzie do machinacji – Złego – symbolicznego i dosłownego zarazem.

Bednarskiego wydano w serii sensacji polskiej, choć to ogranicza i jest bałamutne. Bo Jastrzębie wzgórze jest czymś więcej, niż tylko obyczajową historią pewnego klanu z sensacyjną intrygą w tle. To rasowy realizm magiczny, bardziej od Kolskiego bliższy nawet filmom Emira Kusturicy, które w ten sam sposób splatają ludowość, archetypiczność i surowe, gangsterskie impulsy. U obu przecież mamy świat jeszcze nieokrzesany, jakby zastygły – u Bednarskiego z wyboru, u Kusturicy z (wojennej) konieczności – z dala od cywilizacji, gdzie, jeśli już pokażą się jej ślady, to w krwawej postaci…


Światy, w których gorącym wybuchom miłości towarzyszą równie gorące wybuchy nienawiści.



Jastrzębie wzgórze
Piotr Bednarski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria: Sensacja Polska
ISBN: 83-7469-311-8
Data wydania: 16 maja 2006
Cena detaliczna: 19,00 zł
Liczba stron: 104