Advertisement
Strona główna
Zmierzch, Stephenie Meyer
poniedziałek, 11 czerwca 2007
Ten facet mi się nie podoba. Patrzy na ciebie jakbyś była czymś… czymś do jedzenia.

                      
ImageIstota okrzykniętej światowym bestsellerem książki Stephenie Meyer pt. Zmierzch zawiera się w konsumpcji. A jest to konsumpcja wielopłaszczyznowa – metakonsumpcja i autokonsumpcja jednocześnie. Jedzenie i połykanie, przeżuwanie i trawienie. Konsumowanie intertekstualne i kulturowe. Słowem – wielkie żarcie – jak głosi tytuł filmu Marca Ferreri.

ImageW odpowiedni krąg tematyczny postanowił wprowadzić czytelnika sam wydawca, umieszczając na okładce apetycznie wyglądające czerwone jabłuszko, mające w zamierzeniu korespondować z wywiedzionym z Księgi Rodzaju mottem. Koresponduje, a i owszem – nie tylko z mottem, ale i z tematyką powieści, która nie czego innego, jak konsumpcji dotyczy. Jest to bowiem opowieść o skądinąd miłej nastolatce, której los stawia na drodze niejakiego Edwarda Cullena – młodzieńca o zgoła nietypowych i bynajmniej nie wegetariańskich gustach kulinarnych. Do pierwszej znaczącej wymiany spojrzeń między bohaterami dochodzi (nomen omen) w szkolnej stołówce, co w znaczący sposób zdeterminuje charakter ich wzajemnej relacji. W końcu – prędzej czy później – dowiemy się, że fascynacja, a nawet miłość rodzi się z głodu, ale prawdziwa miłość powstrzymuje się od konsumpcji balansując na granicy między obłędem a śmiercią głodową; w myśl zasady, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.

To, co dla niewtajemniczonych czytelników będzie li tylko przyjemną opowiastką o romansie z wampirem, dla innych – tych nieco starszych, ale i bardziej podejrzliwych – okaże się kolejną już historią o dojrzewaniu podszytą jawnie freudowską symboliką z konsumpcją w tle. Wiadomo bowiem, że akt wampiryzmu od zarania miał erotyczne konotacje, wiązany był z rytuałem przejścia i inicjacji. U Meyer jest to szczególnie ambiwalentne, bo do konsumpcji jako takiej – wampirycznej i erotycznej – nie dochodzi.

Książka Meyer, poza ‘kulinarną’ treścią ma również całkiem strawną, doskonale do szybkiego spożycia przysposobioną formę, a co bardziej wnikliwi czytelnicy znajdą w Zmierzchu konsumpcyjną poniekąd ideologię. Ta kilkusetstronicowa opowieść o miłości dziewczyny i wampira wpisuje się w nurt popularnej literatury dla nastolatek, z typowym dla niej stylem, którego cechą charakterystyczną jest brak wyraźnego stylu. Jest to o tyle zastanawiające, że mamy do czynienia z narracją pamiętnikarską, prowadzoną z perspektywy głównej bohaterki, a ta z lubością zaczytuje się w Wichrowych wzgórzach Emily Brontë i Makbecie Williama Szekspira, w co po zderzeniu z językiem powieści Meyer zaczynamy powątpiewać. Gładkie, przycięte idealnie jak frytki zdania, doskonale opakowani, ale chwilami szeleszczący papierem śniadaniowym bohaterowie i motyw wampira dorzucony jako atrakcyjna zabawka – niespodzianka do fast - foodowego zestawu dla znudzonych milusińskich. Ale nawet Edward Cullen, którego literacki rodowód sięga łotrów gotyckich i klasycznego już wampira Polidoriego, nie zdołał oprzeć się konsumpcyjnej sile współczesnej kultury, która drwiąc z jego staromodnego imienia i anachronicznego sposobu wysławiania się, pozbawiła go demonizmu i uczyniła egzotycznym księciem z sąsiedztwa – produktem gotowym do spożycia.

Zmierzch jest jednym z wielu wytworów kultury masowej – szybkim i łatwo przyswajalnym, co wcale nie oznacza, że pełnowartościowym i bogatym w składniki odżywcze. Stephenie Meyer swoją książkę opatrzyła mottem: Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. (Księga Rodzaju 2, 17) Więc – jak uczy doświadczenie –  może czasem warto powstrzymać się od konsumpcji?

 

 

Meyer Stephanie
Zmierzch
Wyd.:Dolnośląskie
ISBN: 9788373846326
Liczba stron: 414
Oprawa: miękka
cena detaliczna: 29.90zł