Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Klub Dantego, Matthew Pearl
Klub Dantego, Matthew Pearl
środa, 20 czerwca 2007
ImageGerard Genette, teoretyk literatury, swą teorię palimpsestów ilustrował prostą implikacją : „Odyseja” – „Eneida” – „Ulisses”. Debiut Matthew Pearla wpisuje się w ten mechanizm jak najbardziej, a pień ma tu także jak najbardziej klasyczny: „Boską Komedię” Dantego.


ImageO ile powieści Dana Browna, który na okładce udzielił Pearlowi imprimatur, wyrastają z postmodernistycznej mody, o tyle historyczno-spiskowe realia „Klubu Dantego” są wynikiem naukowych zainteresowań autora: ten trzydziestoletni pisarz jest absolwentem Harvardu i Yale, a dziełem Dantego zajmował się zawodowo. Stąd bliżej mu Umberto Eco, także naukowca, niż choćby Arturo Perez Reverte, dziennikarza i fascynata przygody, od którego odgałęzieniem jest Dan Brown. Obyczajowe obrazki XIX-wiecznego Bostonu i kulisy historyczno-literackie „Boskiej komedii” są tu wynikiem skrupulatnych poszukiwań źródłowych, co niewyrobionego czytelnika może odstraszyć, bo wychodzi z tego proza gęsta i pełna dygresji dalekich zwyczajnym, kryminalnym czytadłom.

Choć dreszczu jej nie brakuje: mamy 1895 rok, Boston, Ameryka świeżo pamięta jeszcze gorączkę wojny secesyjnej. Miastem wstrząsa seria tajemniczych, brutalnych morderstw. Gdy policyjne śledztwo zatrzymuje się w martwym punkcie, elita bostońskich literatów odkrywa w makabrycznej serii znany sobie pattern.

Profesorowie bostońskiego uniwersytetu: Henry Wordsworth Longfellow, Oliver Wendell Holmes, James Russel Lowell oraz wydawca James T. Fields należą do skrytej grupy pracującej nad pierwszym w Nowej Anglii przekładem Boskiej Komedii Dantego. Inicjatywę muszą trzymać w tajemnicy, gdyż nie w smak ona protestanckim władzom miasta, które w dziele dopatrują się nieprawomyślnych treści. Gdy jednak literaci zauważają podobieństwo zbrodni do motywów Komedii, zmuszeni są osobiście zaangażować się w śledztwo. Także po to, by odegnać od siebie podejrzenia - ofiary seryjnego zabójcy brane są bowiem spośród przeciwników translatorskiego koła.

Pearl swego mordercę oparł na bardzo znanej dziś ikonografii: to na pół bicz Boży, na pół zaś psychopata. Znamy tę materię dobrze, szczególnie ostatnio: Fincher (u niego także Dante!), trylogia Piła, proza Thomasa Harrisa... Wysokie, Biblijne pobudki i niskie, wulgarne czyny, profanum splecione z sacrum...

Tematyczna szkatułka – literatura o literaturze – orbituje tu blisko gatunkowego HORRORu, choć nie tyle sam naczelny artefakt, dzieło Dantego, jest demoniczne, ile aura wokół niego, odbijająca się rezonansem na płaszczyźnie politycznej i społecznej. Polański w Dziewiątych wrotach  na demoniczna księgę postawił literalnie, oryginał Arturo Perez-Reverte, książka Klub Dumas,  nie opierał się bowiem na demonicznym trzonie – ten był tylko pretekstowy. U Pearla sam Dante oddziałuje także bardziej z przypadku. Pamiętać trzeba, że włoski poeta w Nowym Świecie jeszcze nie jest znany – przeraża echo samego dzieła, niejasne, wygrzebane gdzieś z powoli zamykających się zakamarków europejskiej  pamięci, reminiscencje profetycznej klasyki… 

Przez to właśnie amerykańskie społeczeństwo bało się przekazu Dantego – zbyt namacalne były jeszcze ślady wojny domowej, a makabryczne opisy piekielnych kręgów poematu przypominałyby zapewne traumę wojenną. Jak pewnemu żołnierzowi z powieści, który słuchał niegdyś fragmentów czytanych przez jednego z członków dantejskiego klubu, i który potem...

Fabuła Klubu Dantego analizuje także strach konserwatyzmu przed „nowym”, choć to „nowe”, paradoksalnie, jest już pomnikowe i zakurzone. Protestanckie społeczeństwo kłuł bowiem w oczy sam fakt, że Dante był katolikiem, i na dodatek Włochem – a Włochy uważano wówczas za zbyt rozwiązłe moralnie. Praktyki katolickie same w sobie wydawały się obce, przez to patrzono na nie nieufnie. Jak patrzono na Nicholasa Reya, czarnoskórego policjanta, który pomaga literatom wbrew przełożonym... Pomimo zwycięstwa abolicji.

Pearl wymaga od czytelnika przynajmniej pobieżnej orientacji w historii Stanów Zjednoczonych. Sam przestudiował ją detalicznie, postaci i wydarzenia bazują na faktach. Pisarz, z racji zawodu, okazał się być sam literacko-historycznym detektywem, a jego powieść zgrabną tego materializacją. Owszem, dygresje obyczajowe wnoszą cenną wartość poznawczą epoki, przeciętnym zjadaczom sensacji będą jednak zapewne przeszkadzać. Intrygę poskładał misternie, lecz akcja jest tu bardziej gęsta, niż wartka. To wszystko zadecyduje, iż Klub Dantego stanie blisko półki wysokiej. Brown jest zdecydowanie bliżej chodnika.

Matthew Pearl swym debiutem jeszcze się nie rozpędził, budowanie wiarygodności przestrzeni akcji przeważa nieraz nad motoryką. Druga jego powieść, Cień Poego , jest znacznie żywsza. Ale – ma też innego bohatera. Loża literatów reprezentuje raczej starą, brytyjską szkołę kryminału, flegmatyczną  z ducha, dla której przypadkiem z literatury budzi się Apokalipsa, i trzeba się z nią zmierzyć. Bohater Cienia... literaturę łyka cichaczem, a fascynacja Poem pozwala mu dać się ponieść skrywanej głęboko fantazji. Literaci Klubu... są spod Apollina, tamten zaś spod Dionizosa.

Debiut Pearla to bardzo udany dreszczowiec. Według reguł gatunku, ale z przewagą istotną: spoza kryminału wyziera bowiem apoteoza literatury. Wielkiej, pomnikowej, apokaliptycznej – jak się okazuje, budzącej rezonans ponadczasowy.


Recenzja drugiej powieści Autora - tutaj.

 
KLUB DANTEGO
Matthew Pearl
Wydawnictwo Literackie , Kwiecień 2005
ISBN: 83-08-03731-3
stron: 400