Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Częstotliwość, reż. Gregory Hoblit
Częstotliwość, reż. Gregory Hoblit
poniedziałek, 06 kwietnia 2009

Częstotliwość to kolejny film sensacyjny, w którym pojawia się motyw podróży w czasie. I kolejny jasno pokazujący, że scenarzyści jednak nie dość dobrze radzą sobie z tym tematem. Ale też – mówiąc szczerze – wcale nie jest łatwo stworzyć spójną i przekonującą historię o manipulowaniu czasem.

Johnowi Sullivanowi (w tej roli James Caviezel), policjantowi sporo po trzydziestce, wiedzie się w życiu kiepsko – depresja, problemy w pracy, kobieta, która pakuje walizki i odchodzi w noc. Zamęt w jego życiu powiększa się jeszcze bardziej, gdy przypadkowo, na skutek anomalii pogodowych, nawiązuje przy pomocy radiostacji swojego ojca, strażaka, który zginął w pożarze, gdy John był dzieckiem, kontakt… właśnie z ojcem, Frankiem (Dennis Quaid). Ciekawy motyw, nieprawdaż? Początkowo John nie może uwierzyć w to, co się dzieje, kiedy jednak oswaja się z sytuacją, ochoczo korzysta z możliwości odbycia z ojcem rozmów, których nie dane mu było z wiadomych względów odbyć. Wpada też na pomysł, aby przestrzec ojca przed feralnym pożarem, w którym zginął. Frank bierze sobie do serca przestrogi syna i wychodzi cało z dramatycznie przebiegającej akcji gaśniczej. Ale jak się okazuje, ma to swoje konsekwencje, bo „bilans musi wyjść na zero”: Frank przeżył, więc zginąć musi ktoś inny. Kto? Matka Johna (w tej roli Elizabeth Mitchell), aby nie było za wesoło. Ma stać się (stała się… trudno w opisie takiego filmu połapać się z czasami) ofiarą psychopatycznego zabójcy mordującego pielęgniarki, który nigdy nie został ujęty. John, chcąc uratować matkę, namawia ojca, aby ten, korzystając ze zgromadzonych przez policję informacji, wytropił i powstrzymał mordercę. Śledztwo przeciwko niemu toczy się więc dwutorowo, w przeszłości i teraźniejszości, zaangażowani w nie są i syn, i ojciec, a rozwiązanie będzie zaskakujące, co przy tak skrojonej fabule nie dziwi.

W porównaniu z innym filmem sensacyjnym, w którym istotny jest motyw przemieszczania się w czasie, czyli Déjà vu film Hoblita jest dużo – by tak rzec – spokojniejszy, kameralny. Nie ma w nim za wiele pościgów i scen walki, a przez spory czas Częstotliwość jest nieomal kinem familijnym, opowieścią o pogubionym w życiu facecie (w domyśle – pogubionym, bo nie kierowała nim mocna, męska ręka ojca, który zbyt wcześnie odszedł), który niespodziewanie dostaje szansę bliższego poznania ojca. Bajka? Ano bajka. Właściwie rzecz całą można by zamknąć stwierdzeniem, że albo się tę bajkę „kupuje” albo nie – i nie ma co wydziwiać. Jednak nawet bajka powinna być spójna, a z tym w Częstotliwości bywa różnie. Mniejsza nawet o to, że manipulacje w przeszłości przynoszą natychmiastowy, widoczny gołym okiem dla bohaterów skutek w teraźniejszości. To jeszcze jestem w stanie zaakceptować. Ale wymyślanego na siłę heppy endu już nie. Najpierw sugeruje się w Częstotliwości widzowi, że nie można bezkarnie igrać przeszłością, a potem funduje mu się sielankowe obrazki wielopokoleniowej rodziny (koniec końców życie „zachowują” zarówno ojciec Johna, jak i matka) igrającej wesoło na boisku.

Do tego dochodzi jeszcze niezbyt wyrafinowane aktorstwo. Rozumiem, że scenarzysta (zresztą nie pierwszy lepszy, bo Toby Emmerich) do spółki z reżyserem chcieli pewnie odejść od schematu postaci policjanta á la Brudny Harry, ale chyba przekombinowali nieco. John to mimoza a nie policjant, rozdygotany, zrozpaczony, ciągle spoglądający na świat załzawionymi oczyma. I taki właściwie jest przez cały film. Aż dziw, że udaje mu się wyjść cało z opresji. I to właściwie tylko dzięki ojcu, strażakowi-twardzielowi, co płomieniom się nie kłaniał.

 

Częstotliwość, reż. Gregory Hoblit
USA, 2000
Scenariusz: Toby Emmerich
Zdjęcia: Alar Kivilo
Muzyka: Michael Kamen
Czas trwania: 118 minut