Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Giallo, reż. Dario Argento
Giallo, reż. Dario Argento
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Najnowsza produkcja włoskiego mistrza grozy nie przeraża, nie straszy i nie wstrząsa widzem. Za to bawi w sposób niezmierzony, pogrążając niegdyś znakomity gatunek, jakim były włoskie giallo.


Uwielbiam kobiety, zwłaszcza piękne. Jeśli mają dobrą figurę i intrygującą twarz, chciałbym patrzeć, jak ktoś je morduje. To przecież o wiele bardziej pociągający widok od szlachtowanej brzyduli – tak brzmi osobliwe credo artystyczne włoskiego reżysera Dario Argento. Twórca Głębokiej czerwieni w swoich filmach spełniał je zawsze. Piękne młode kobiety są u niego ofiarami psychopatów w niemal każdym filmie. Co więcej, w latach 70., gdy na ekranie ktoś zabijał, a widać było tylko dłoń zadającą cios – ręka ta zawsze należała do Argento. Taki jego znak rozpoznawczy.

Najnowszy film sześćdziesięciodziewięcioletniego reżysera Giallo miał być triumfalnym powrotem nie tylko do formy, ale i gatunku, który uczynił go sławnym. Giallo bowiem to nie tylko tytuł filmu, ale też nazwa włoskiej odmiany THRILLERa. Jej początek datuje się na rok 1929, gdy wydawca Arnoldo Mondadori, wypuścił na rynek pierwszą powieść z serii Il Giallo Mondadori (giallo po włosku znaczy tyle co "żółty" – okładki książek były żółte).

Giallo Argento doskonale spełnia wszystkie warunki giallo. Mamy tu zatem okrutnego seryjnego mordercę (Włosi, przenosząc do kin giallo, zerwali z amerykańską umownością zbrodni i raczyli widzów krwawymi scenami wymyślnych zabójstw na wiele lat, zanim ktokolwiek pomyślał o serii Piła), wymyślne zbrodnie, piękne ofiary i nieugiętego, acz pokiereszowanego życiowo bohatera (w tym wypadku gliniarza), który próbuje rozwikłać zagadkę. Dlaczego zatem film jest porażką Argento?

Image 

Przede wszystkim, choć giallo nie grzeszyło fabularną oryginalnością, posiadało jednak wyraźnie zarysowaną intrygę i kilka niepokojących zwrotów akcji. Tymczasem film Argento jest prosty jak budowa przysłowiowego cepa. Nie ma tu nic, co mogłoby zaskoczyć widza obeznanego z gatunkiem. Co najgorsze, oś fabularna opiera się na tak niewiarygodnym zwrocie akcji (morderca zapragnie spotkać się z siostrą ofiary), że nawet przy nadludzkim samozaparciu nie jesteśmy w stanie przekonać się do logiki jego poczynań. Owszem, klasyczne dzieła Argento jak Ptak o kryształowym upierzeniu (1970) czy wspomniana już Głęboka czerwień (1975) miały w sobie elementy niezwykłego okrucieństwa, roiło się w nich od irracjonalnych scen pozbawionych jakiejkolwiek logiki (za to robiących ogromne wrażenie na widzu), ale przede wszystkim był w nich niezwykły klimat gdzieś z pogranicza jawy i koszmarnego snu. W Giallo klimat wyparował zupełnie, zastąpiony fatalnym aktorstwem Adriena Brody i Emmanuelle Seigner. (...)

Całość recenzji czytaj na stronie internetowej Newsweek.pl - TUTAJ.