Strona główna arrow Recenzje arrow Żmija, Andrzej Sapkowski
PATRONUJEMY:
Boska truciznaBoska trucizna
Sześć sekundSześć sekund
Inspektor Van Graaf, Adam UbertowskiInspektor Van Graaf, Adam Ubertowski
TopielicaTopielica
OstrzeOstrze
TrybunałTrybunał
Morderstwa w MidsomerMorderstwa w Midsomer
Ciężar milczeniaCiężar milczenia
JulJul
Krew nie wodaKrew nie woda
Miasto szkłaMiasto szkła
Panna mloda w snieguPanna mloda w sniegu
PograniczePogranicze
OrchideaOrchidea
Nocna zamiećNocna zamieć
Tajemnica domu ArandówTajemnica domu Arandów
Miasto PopiołówMiasto Popiołów
Rosyjska orchideaRosyjska orchidea
Poker z rekinemPoker z rekinem
Diabelskie KościDiabelskie Kości
Przynieście mi głowę wiedźmyPrzynieście mi głowę wiedźmy
Święta tajemnicaŚwięta tajemnica
PrzebierańcyPrzebierańcy
Dziewięć milimetrów do niebaDziewięć milimetrów do nieba
Martwy aż do zmierzchuMartwy aż do zmierzchu
Rytuał ostatniej nocyRytuał ostatniej nocy
Dla NikityDla Nikity
Miasto KościMiasto Kości
Manikiur dla nieboszczykaManikiur dla nieboszczyka
Dziewczyna, która igrała z ogniemDziewczyna, która igrała z ogniem
Zbrodnia niedoskonałaZbrodnia niedoskonała
JedenaścieJedenaście
Morderstwo w szabatowy poranekMorderstwo w szabatowy poranek
Ja jestem sądemJa jestem sądem
Pan SzatanPan Szatan
Śmierć w darkroomieŚmierć w darkroomie
Noc z czwartku<br />na niedzielęNoc z czwartku
na niedzielę
TrzynaścieTrzynaście
DwanaścieDwanaście

Szanowny Czytelniku! Zwróć szczególną uwagę na:

 

Żmija, Andrzej Sapkowski
Robert Ostaszewski   
wtorek, 15 grudnia 2009

Bez wątpienia była to jedna z najbardziej oczekiwanych powieści roku – z rozmaitych względów. Raz – Sapkowski jest jednym z najpoczytniejszych polskich pisarzy, na którego książki liczne rzesze czytelników zawsze czekają z niecierpliwością, dwa – mistrz fantastyki postanowił tym razem zmierzyć się z zupełnie nowym gatunkiem, czyli powieścią sensacyjną, zastanawiano się więc, jak sobie z nowym wyzwaniem poradzi, trzy – z umiejętnie dawkowanych przez dział promocji wydawnictwa informacji wynikało, że pisarz tym razem zajął się tematem bardzo aktualnym, umieszczając akcję powieści w Afganistanie. Spodziewano się hitu, a wyszedł… może nie kit, ale proza mocno przeciętna. Przyznam, że spodziewałem się po nowej książce Sapkowskiego dużo więcej.

To jedynie moje podejrzenia, ale wydaje mi się, że Sapkowski bardzo męczył się przy pisaniu tej książki. Dlaczego tak sądzę? Żmija właściwie nie jest nawet powieścią tylko dłuższym opowiadaniem, które – wydrukowane czcionką dla niedowidzących – ledwie osiągnęło 240 stron. Zdecydowanie brakuje tu fabularnej rozlewności i pomysłowości, którymi autor Czasu pogardy czarował w poprzednich książkach. No jakże można tak twierdzić, skoro akcja książki rozpięta jest między czasami Aleksandra Wielkiego a rokiem 2009, jakże można mówić o braku rozlewności? – ktoś spyta. Rzecz w tym że historie wojownika z armii Aleksandra Wielkiego, oficera armii angielskiej, który trafia do Afganistanu w XIX wieku, żołnierza radzieckiego i Polaków z ostatniej wojny afgańskiej zbudowane zostały na tym samym schemacie – jak dla mnie, dosyć wątpliwym.

Żmija jest przede wszystkim opowieścią o losach praporszczyka Lewarta, który w 1989 służy w armii radzieckiej okupującej Afganistan. Nie jest to zwykły żołnierz, bo od najmłodszych lat ma dar przewidywania przyszłości, co bardzo przydaje mu się podczas wojny. Sapkowski jest świetnym rzemieślnikiem prozy, więc książka zaczyna się tak jak powinna – posłużę się znaną frazą – od trzęsienia ziemi… , czyli od masakry radzieckiego posterunku, z której ranny, ale żywy wychodzi Lewart. …tyle tylko że potem napięcie wcale nie rośnie, wręcz przeciwnie. Po pobycie w szpitalu Lewart dostaje przydział do na pozór spokojnego posterunku w górach. Nie dzieje się tam zbyt wiele, więc praporszczyk musztruje żołnierzy i włóczy się po okolicy. W jaskini natyka się na dziwnego węża, którego wzrok ma magnetyzującą siłę przyciągania. Lewart zaniedbuje obowiązki, byle tylko odwiedzać gada.

Wydaje mi się, że nie zdradzę zbyt wiele, gdy napiszę, że nie jest to zwyczajny wąż, lecz występująca pod tą postacią „wyuzdana demonica pożądliwości”, której jedynym celem jest „krzewienie zła”, do czego od tysiącleci potrzebuje pomocników w postaci ludzi (czytaj: głównych bohaterów książki). Nikt nie potrafi się jej oprzeć – także Lewart. Nie jest to pomysł nowy, wielu pisarzy próbowało już tłumaczyć rozmaite dramatyczne wydarzenia działaniami odwiecznego Zła, przejawiającego się w ten lub inny sposób.

Problem jednak z nową książką Sapkowskiego nie tkwi – jak sądzę – w tym, że wywiedziona została z dosyć ogranego pomysłu. Rzecz w tym że tym razem pisarz ani nie miał ciekawego pomysłu na fabułę, ani tego co zebrał, nie potrafił ułożyć tak, by powstała frapująca całość. W Żmii jest kilka udanych scenek batalistycznych, parę obrazków z życia codziennego żołnierzy z rozmaitych czasów (ale zgrane, antywojenne frazesy w rodzaju: Wojna plugawi. Każdy przelew krwi pociąga za sobą nieczystość i zbrukanie. Każdy, kto bierze udział w wojnie, zostanie wojną skażony i wykoślawiony – mógłby sobie Sapkowski naprawdę darować) i trochę wypisów z mitologii. Wyraźnie widać, że do pisania tej książki autor solidnie się przygotował, przewertował źródła, co zaowocowało na przykład ciekawymi opisami realiów interwencji sowieckiej w Afganistanie. Są w tej powieści ciekawe fragmenty… ale tylko fragmenty. Całość rozczarowuje. Akcja nie przykuwa uwagi, koncept ze żmiją-demonicą nie jest zbyt intrygujący i wygląda na doczepiony do całości nieco na siłę, a i główny bohater nie należy do rodzaju tych, którzy zapadają w pamięć (choć pewnie Sapkowskiemu nie uda się już nigdy wykreować takiej postaci jak Wiedźmin).

Jak już pisałem – nie twierdzę, że Żmija to zupełny kit, ale pierwszą przygodę Sapkowskiego z tematyką współczesną uznać należy za nieudaną.

 

Żmija, Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo superNOWA, Warszawa 2009

Strona: 237

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze