Advertisement
Strona główna arrow Encyklopedia arrow Bohaterowie literaccy arrow Nazywam się Marlowe... Philip Marlowe
Nazywam się Marlowe... Philip Marlowe
wtorek, 25 września 2007
Image
Humphrey Bogart
Czy pijam, proszę szanownego Pana? Pijam, a owszem, gdyż się przyzwyczaiłem. Przeważnie whiskey, najlepiej American whiskey, czasem też brandy. Pamiętam, że kiedyś oczekując na pewne spotkanie, by uspokoić emocje wziąłem solidny łyk Old Forstera, bourbona z Kentucky. Pomogło.

Czasem używam alkoholu, jako narzędzia do rozwiązywania języka. Przeważnie w stosunku do mężczyzn, z kobietami to całkiem inna sprawa. Przypominam sobie pewnego detektywa, którego twarz była wymięta, sfatygowana i niechętna wszystkiemu. To była bardzo ważna rozmowa, mniejsza o szczegóły… Podałem mu drinka. Spojrzał spod oka. Zawahał się, wreszcie upił drobny łyk. Pomogło. Zawsze pomaga. Potem wychylił jednym haustem, i było dobrze. Pierwszy łyk dla spragnionego mężczyzny, to jak ujrzenie świata piękniejszym, słonecznym i czystszym.

Nie, proszę pana, nie tylko alkohole. Na przykład parzę wyborną kawę, z całym szacunkiem, ale w porównaniu z tą… no cóż. Prawdziwa kawa powinna być parzona bez filtrów i innych tam… rano pijam białą. Potem już tylko czarną.

Za dużo palę, być może tak. Nie palę wyłącznie Cameli, to błąd. Zadowala mnie każdy gatunek. Nie używam papierośnic, wolę pomięte paczki… W końcu nie jestem ani kobietą, ani nie jesteśmy na Wyspach. Nie używam tych szwedzkich zapałek, które ostatnio robią furorę, tych tak zwanych „bezpiecznych”. Używam staromodnych, drewnianych, jakich używają marynarze… A może ich wcale nie używają? W końcu nazywają je sztormowymi, cóż… Najlepsze w nich jest to, że zapalają się o cokolwiek, o but, o paznokieć, o cokolwiek… Choć tu, w Los Angeles są z tym czasem problemy. Duża wilgotność, pan rozumie.

Miewam się dobrze, zazwyczaj, choć… przywykłem do ryzyka. Byłem wielokrotnie aresztowany. Pobity także, dziwię się, że moja głowa to jeszcze wytrzymuje… Tak, słusznie pan pamięta. Przez policjantów, skorumpowanych, sprzedajnych, jak zwał tak zwał… Siedziałem w więzieniu, to prawda. Proszę pamiętać: nigdy, przenigdy nie wolno panu zdradzić swego klienta. Informatora także. Nawet, jeśli policja wsadzi pana za kratki.


Image
Robert Mitchum
Ależ to żadna tajemnica – moim najwyższym honorarium było pięć tysięcy dolarów. Od Terry Lennoxa, to także żaden sekret. Zresztą oddałem tu te pieniądze. Dlaczego?... Hmm… W rzeczy samej, kiedyś zaparzę panu prawdziwą kawę…

Broń noszę stale przy sobie. Początkowo był to Luger PO8, dziewiątka. Potem klasyczny kolt, model 1903, 32 ACP. Obecnie Smith and Wesson, trzydziestka ósemka. Nie. No dobrze, zabiłem w życiu tylko jednego człowieka. Lash Cannino, psychopata, morderca i wyjątkowo szpetne bydlę… na szczęście odesłałem go w głęboki sen…

Na ile wyglądam, powinienem spytać? W 1933 roku byłem w wieku Chrystusowym. W 1953 miałem lat 42. W 1958 43. Ależ oczywiście, że możliwe. Wystarczy o siebie dbać, nieprawdaż?

Przyszedłem na świat w Santa Rosa, Kalifornia, czego, w przeciwieństwie do niektórych, nie za bardzo pamiętam… Powłóczyłem się trochę po college’u, potem przez pewien czas pracowałem jako śledczy dla kompani ubezpieczeniowej… Pewnej, mniejsza z tym. Krótko robiłem dla Taggarta Wilde’a, jako wywiadowca w biurze okręgowego prokuratora. Zwolniono mnie za, jak to nazwano, niesubordynację. Za co więc? Otóż proszę pana, za nadgorliwość. Postanowiłem doprowadzić pewną sprawę wbrew moim przełożonym, cóż… To wówczas zdecydowałem  otworzyć własną, detektywistyczną praktykę. Cahuenga Building, między hollywoodzkim bulwarem a Vine Street. Glenview 7537, to mój numer do biura.

Pracuję zawsze sam. Nie prowadzę spraw rozwodowych. Czasem zdarza mi się pracować za darmo… Powiedzmy, dla idei. Lubi pan idealistów? Bo ja nie bardzo…

Proszę łaskawego pana, nie jestem jakimś tam Holmes’em, to miasto ma zupełnie inne reguły, Holmes zgubił by się tu jak… Nic mi nie przychodzi do głowy, jak kto… Coś panu zdradzę, choć może to zabrzmieć, jakbym sobie pochlebiał; owszem, czuję się tym połechtany, to naturalne… Otóż pewna pani kiedyś tak o mnie rzekła: Jesteś taki wspaniały. Taki dzielny i zdecydowany i tak niewiele za to dostajesz. Walą cię pończochą, duszą cię, miażdżą ci szczękę i pompują w ciebie morfinę, a ty kiwasz łączników na boisku i strzelasz bramkę, kiedy oni już maja dosyć. Jak to się dzieje, że jesteś taki cudowny?

Och, one są takie same na każdej szerokości geograficznej, niech pan się nie łudzi. Tak, podobno jestem cyniczny. To źle? Byłem długo kawalerem, bo… nie lubiłem żon policjantów. O, nie ukrywam, że było ich sporo, na różnych płaszczyznach… Mam ich imiona wyryte w pamięci mocno i wyraźnie: pani (panna?...) Quest, Mavis Weld, no i ognista Dolores Gonzales. Pod rząd, właśnie tak. Velma Valento, enigmatyczna. A potem, bodajże, Anne Riordan… Elizabeth Mayfield, a tak… No i Linda, Linda Loring. Córka milionera, nota bene. Nie , to nie ironia, stwierdzam tylko fakt,. Może tyle, by pana nie zawstydzać. Dodam tylko, iż Linda jest teraz moją żoną. Mieszkamy w przytulnym miasteczku Poodle Springs, zapraszamy zresztą…

Image
Danny Glover jako Marlowe w adaptacji blaxploitation
Czasem sięgam po wiersze Elliota, trochę liznąłem Flauberta… na tyle, by go czasem cytować. Tak, uwielbiam szachy. Mam nawet książeczkę gier turniejowych, wydaną w Lipsku. Wolę europejską metodę oznaczania szachownicy, zdecydowanie. Częściej, powiedzmy, grywam sam ze sobą. Nie, to nie metafora. Przerabiam trudne szachowe sytuacje… To może pan wziąć jako metaforę.

Chadzam do kina regularnie, zwłaszcza na Orsona Wellesa. Wszystko jedno, może też grać. Nie przepadam za to za komediami muzycznymi…

Czy panu nie będzie przeszkadzać?... Nie rozstaję się z tą buteleczką, przywraca jasność myśli… Otóż, szanowny panie, bardzo regularnie: od 10 do 13.20 cierpię za miliony. Od 11 (a.m.) uwiera mnie pistolet. Wychodzę, nakładam kapelusz, zdejmuję kapelusz, kładę nogi na stół. I again, cierpię za miliony…

Co na koniec, mój panie? Cóż, chyba tylko tyle, że kłopoty – to moja specjalność.





/wykorzystano parafrazę wiersza Krzysztofa Jaworskiego z antologii Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler. (red. Marcin Baran, Marcin Świetlicki, Marcin Sendecki)/



BIBLIOGRAFIA / MARLOWIANA:



•    The Big Sleep 1939 (Głęboki sen)
•    Farewell, My Lovely 1940 (Żegnaj laleczko)
•    The High Window 1942 (Wysokie okno)
•    The Lady in the Lake 1943 (Tajemnica jeziora)
•    The Little Sister 1949 (Siostrzyczka)
•    The Long Goodbye 1953 (Długie pożegnanie)
•    Playback 1958 (Playback)
•    Poodle Springs (Tajemnice Poodle Springs) powieść zaczęta przez Chandlera, dokończona przez Roberta B. Parkera w 1989 roku.

Adaptacje filmowe:

 

  • Murder, My Sweet (1944)— (Farewell My Lovely - bohater pod innym imieniem, choć bazuje na powieści)/ reż. E.Dmytryk / wyst. Dick Powell   
  • The Big Sleep (1946) / H. Hawks / H. Bogart
  • Lady in the Lake (1947) /R. Montgomery / R. Montgomery
  • The Brasher Doubloon (1947) (The High Window) /  J. Brahm / J. Montgomery
  • Marlowe (1969) (The Little Sister) / P. Bogart / J. Garner
  • The Long Goodbye (1973) / R. Altman / E. Gould
  • Farewell My Lovely (1975) / D. Richards / R. Mitchum
  • The Big Sleep (1978) / M. Winner / R. Mitchum
  • Poodle Springs (1999) (HBO) 
  • Odcinek serialu Fallen Angels  / Red Wind , reż Agnieszka Holland / Danny Glover (!)