Advertisement
Strona główna
Trzynasty dzień tygodnia, Ryszard Ćwirlej
poniedziałek, 31 grudnia 2007
ImageRyszard Ćwirlej jest być może w tym momencie jednym z najważniejszych pisarzy kryminalnych w Polsce: 2007 rok wydał kilka pozycji z Poznaniem w tle (Pasewicz , Rawinis , Wojtyś ), Ćwirlej wbił się tu zaś podwójnie, kilka miesięcy po debiucie (Upiory spacerują nad Wartą ) atakując sequelem tego pastiszu milicyjnych powieści: Trzynasty dzień tygodnia jest powieścią brawurową, poważniejszą, fabularnie sprawniejszą – jeszcze lepszą.

ImageTym razem cofamy się do początków współpracy poznańskich śledczych (Upiory… zakotwiczono w trakcie trwania stanu wojennego): Freda Marcinkowskiego i Mirosława Brodziaka, tutaj świeżo upieczonego adepta milicyjnej szkoły w Szczytnie. I mamy pamiętną noc z soboty na niedzielę, z 12 na 13 grudnia 1981: Ćwirlej w kilku migawkach wykłada kolejne procedury decyzyjne – milicyjne i esbeckie (a ten kontrast będzie tu bardzo mocny), niczym przewracane kostki domina odmierzające początek stanu wojennego – paraliż łącznościowy, mobilizacja wojskowa i milicyjna, pierwsze pomruki silników T-72… A wśród tego dwie ponure sprawy kryminalne – dwa trupy mężczyzn powiązanych z Solidarnościaą z czego pierwszy nieudolnie zainscenizowany na samobójstwo… A co niepokojące, przy obu miejscach zbrodni świadkowie widzieli wcześniej milicyjny radiowóz z mundurowym i cywilem…

Świetnie, że tym razem u Ćwirleja „barejady” mniej, bo choć na humor miejsca tu nie brak, rzecz jest zdecydowanie bardziej serio. Kolejne aresztowania działaczy opozycyjnych, przestrach maluczkich i niepewność, czy na ulicach „ruskie czy nasze”, dezorganizacja także w szeregach porządkowych, wreszcie zwyczajne, szczerze oddane rozterki ludzi pod mundurami, którzy robią swoje wedle rozkazu, choć tak naprawdę wiedzą, że stają przeciwko swoim, Poznaniakom (znów delikatna apoteoza miasta) – wszystko to Ćwirlej podaje nam z werwą, w kolejnych, krótkich scenkach, które bardzo dobrze powiązał i poprzeplatał; postaci na kartach coraz to nowe, od epizodycznych po te, które z czasem wysuną się na proscenium, a nad każdą Ćwirlej panuje i nie pozostawia bez wagi dla fabuły. Zresztą tę mnogość protagonistów – która przy pospiesznej lekturze może nieco dezorientować – wykorzystano misternie do budowania kolejnych, dość licznych TWISTów: fakt, że nasi milicjanci na każdym etapie śledztwa są do tyłu o włos, jest paralelny z kolejnymi, fabularnymi QUI PRO QUO, które wreszcie kołem doprowadzą nas do finału… Piszę „kołem”, gdyż – co u Ćwirleja chwalę, jako znak wierności gatunkowi – bystry, i obeznany z kryminałami czytelnik rozwiązania może dojść już na…

Mniejsza. Dodam – rozwiązania kryminalnej zagadki, nie stanu wojennego; Ćwirlej buduje na wycinku tegoż, na pierwszych godzinach czy dniach. I choć historyzm bierze w reporterskich migawkach, nie politykuje, a zaznacza jedynie rozziew między porządkiem politycznym, a codziennym: czołgi czołgami, sztandary sztandarami, zamordyzm zamordyzmem, a kryminalna robota i tak jest brudna po staremu; ale i przez to uczciwsza – jest trup, trzeba znaleźć sprawcę. Bez względu na ustrój.

A przynajmniej naszym idealistom się tak wydaje, bo w opozycyjnej grze między kryminalnymi a SB wszystkie chwyty będą dozwolone. Choć porozumienie ponad podziałami przemyci autor postacią Teofila Olkiewicza, chorążego SB, alkoholika, sybarytę i rzetelnego śledczego, który z przyjemnością odda się pod skrzydła kryminalnej: właśnie przez ową „brudną uczciwość”: lepiej mieć do czynienia z prawdziwymi bandziorami, niż ambiwalentną, „wywrotową” działalnością studenterii…

Ćwirlej nie boi się przejmującej dosłowności (scena tortur za pomocą  milicyjnej pałki z metalowym kapturkiem…), ale i wciąż upuszcza powietrza z zimnego, niczym aura wokół, balonu stanu wojennego, przez nie nachalny, a brzmiący naturalnie proletariacki humor i slang: za oknem co rusz szkieły, po zaułach szantrapy, bejmy są, ale kartek brak, to nic tylko zapolić ćmika, wyjąć gorzołę i czekać na zbawienną tytę… Byle przetrwać kolejny dzień tygodnia…

A ten Trzynasty… Ćwirleja – to proza znakomita. Polecam jak najbardziej.
 
 
 

Trzynasty  dzień tygodnia


Ryszard Ćwirlej


wydawca: Replika  
data wydania: Grudzień 2007
ISBN: 978-83-603-8338-4  
liczba stron: 328  
format: 14,5 x 20,5 cm
oprawa: miękka  
cena 29.90