Jeffery Deaver: Moim zadaniem jest, byście się jak najbardziej spocili przy lekturze.

Autor: Irek Grin Data publikacji: 16 kwietnia 2007

Poczytny, amerykański autor thrillerów psychologicznych, literacki ojciec błyskotliwej pary kryminalnej – Lincolna Rhyme’a i Amelii Sachs (znanej m.in. z „Kolekcjonera kości”). Smakosz pierogów i polskiej kiełbasy (!). W ramach trzeciej edycji Festiwalu Kryminału – o rzemiośle, szaleństwie i komputerowych szczurach - z Jeffery Deaver’em rozmawiają Irek Grin i Marcin Świetlicki. Tłumaczył – Łukasz Praski.  [Tdd]

IREK GRIN: (IG) Warto przypomnieć, iż Jeffery Deaver , znany przede wszystkim z pisarstwa, jest także poetą i autorem piosenek. Stąd też może Marcin Świetlicki, także poeta i autor piosenek, może chciałby o coś zapytać?
 
MARCIN ŚWIETLICKI  (MS): Ja również debiutuję obecnie jako autor kryminalny, i dlatego chciałbym się dowiedzieć, jak działa zawodowy pisarz kryminalny w Ameryce? Jako że u nas zawodowstwo osiągnęło do półtorej osoby, stąd – co powinien profesjonalny, zawodowy, a niewątpliwie pan Deaver takim pisarzem jest, znać, jaką wiedzę, czy też jakie mechanizmy powieści kryminalnej powinien znać?

JEFFERY DEAVER (JD): Najpierw chciałbym powiedzieć „dziękuję” (po polsku – przyp. Tdd) , za tak miłe przyjęcie, i że mogę być tutaj w tak szanownym towarzystwie. Co do bycia zawodowcem, to powiem krótko: rzadko się zdarza, by ktoś miał  szczęście móc utrzymywać się z pisania powieści, choć jest bardzo wielu pisarzy wartych publikowania i utrzymywania się z tego. Jednak czasem okoliczności są temu przeciwne. Osobiście uważam swoje pisarstwo raczej za rzemiosło, niż za sztukę, i traktuję je jak każdy, kto tworzy jakiś produkt. Duża wagę przykładam do tego, czego czytelnicy mogą ode mnie oczekiwać, i jak mogę te oczekiwania spełnić. Potem siadam i przez osiem do dziesięciu godzin konstruuję elementy historii, fabuły, by dać im to, czego sobie życzą. Czasem to, czego chcą czytelnicy, a to, co im daję, ma dziwne konsekwencje. Często pytam ich, na takich spotkaniach, jak te, o czym chcielibyście czytać? Dwa lata temu na przykład byłem w Kalifornii, gdzie na spotkaniu zostałem zapytany przez pewną starszą kobietę: „Czytam pana książki, i chciałbym poruszyć sprawę przemocy w nich.” Pomyślałem – „oho!”, ale wówczas usłyszałem: „Jest pan dla nas zbyt łagodny! Gdzie jest ta krew, gdzie są te szczury z „Kolekcjonera kości”? W ostatniej książce zginęła jedna osoba, co to ma znaczyć?!” Wydawała się bardzo zawiedziona, że nie ćwiartuję w swoich książkach ludzi, że nie rozrywam na kawałki... Nie znaczy to wcale, że w kolejnych pozycjach będzie więcej krwi czy przemocy, ale będę pamiętał o tej uwadze czytelniczej.

IG: Pisze pan w domu, czy, jak Paul Auster, w biurze? 

JD: Piszę wszędzie, choć dzisiaj, jako ze znalazłem się w Krakowie, takim pięknym mieście, zostawiłem komputer w hotelu. I dziś nie będę pracował. A kiedy jestem w jakiejś mieścinie, powiedzmy w Minesocie, wracam czym prędzej do hotelu i siadam do pracy. Pracuję wszędzie, gdzie tylko mam okazję, w domu, w samolocie, w hotelach...

MS: W książkach amerykańskich, zwłaszcza sensacyjnych, zawsze pojawia się w podziękowaniach szereg osób, które pomagały autorowi w różnych momentach powstawania książki. Czy wielu ich pan posiada? Jaki procent książki oni wypełniają?JD: Dobre pytanie. Książka jest projektem, to nie tylko historia, fabuła, ale także zbieranie wielu informacji, faktów, jest też techniczna strona zagadnienia, jak sprawdzenie topografii miejsc itp. Kiedy już zamknięta powieść trafia do wydawnictwa czy dystrybutora, jakim w Polsce jest Prószyński i S-ka, zaczyna się jeszcze inny etap pracy... Sam mam w tej chwili pięciu agentów, jednego pracownika etatowego i dwóch na część etatu. Jestem faktycznie spółką. Na początku, owszem, myślałem – napiszę książkę i już, lecz okazuje się, że rzeczywistość jest bardziej złożona. Napisałem około 26-ciu książek, które są wydawane przez wydawnictwa na całym świecie, i wiąże się z tym mnóstwo umów czy spraw technicznych, to właśnie ta biznesowa strona zawodu.

MS: W takim razie ile w produkcie Deavera jest szaleństwa,  wyobraźni, czegoś co jest pozaetatowe? ...

KD: Dużo jest szaleństwa. Pisanie książki związane jest ze stroną racjonalną i stroną związaną z wyobraźnią. Przede wszystkim zaczyna się od pomysłu, jak choćby w ostatniej powieści „Zegarmistrz” – jest oprawca, który stawia zegary obok swej ofiary, i zegar tyka odliczając jej ostatnie minuty, sekundy życia... To jest całkiem szalone.  Dopiero teraz pojawia się rozsądek, ta strona racjonalna, i trzeba ułożyć z pomysłu cały szkielet powieści sensacyjnej.

IG: Dobrze, to teraz – chcielibyśmy rozstrzygnąć ponad wszelka wątpliwość kolor skóry Lincolna Rhyme’a.

JD: „Biały” (po polsku – przyp. Tdd) /śmiech/ . Miałem tu z początku na myśli Harrisona Forda, ale Hollywood to jest naprawdę dziwne miejsce. Sprzedałem książkę dużej wytwórni i miała prawo zrobić z nią wszystko, co zechce. Rolę proponowano wielu aktorom, takiemu facetowi z Australii, pewnie słyszeliście, Russelowi Crowe... Ostatecznie w grę weszli Denzel Washington i Nicholas Cage. Nie znam się zbytnio na tych mechanizmach, ale jeśli dwóch aktorów bije się o rolę, to mają chyba prawo do licytacji. Ale chyba Nicholas Cage przestał się licytować, gdy wysokość gaży zeszła poniżej 12 milionów... Ale Denzel chyba tak bardzo chciał zagrać, że zgodził się na stawkę poniżej dziesięciu.

IG: Prosimy zatem, przy okazji, o pańską ocenę filmu.

JD: Mówię szczerze, myślę, że ten film spełnił swoje zadanie jako thriller. I powiem, do czego mam pewne zastrzeżenia. Jeśli znacie moje książki, to wiecie, że każdy element w nich ma swoje precyzyjne miejsce, i w książce zazwyczaj znajdują się dwa zaskakujące miejsca, zakończenia. Wszystkie zakończenia są zaś powiązane ściśle z faktami, które pojawiają się w książce wcześniej. Natomiast zakończenie i zwrot akcji w filmie nie miał żadnego uzasadnienia. Dlatego nie podobało mi się to... Lubię powieści, w których poznając zakończenie myślę sobie, że przecież można było się tego domyśleć od razu!  Drugą rzeczą jest to, że w filmie bardzo plastycznie ukazano przemoc. W moich książkach też jest wiele przemocy, ale większość tych scen rozgrywa się w naszej wyobraźni. Ale największym zastrzeżeniem wobec filmu w Ameryce była scena, w której jednego z bohaterów atakują szczury  - Angelina Jolie w pewnej chwili wyjmuje broń i strzela w szczura. I padały pytania, czy był to prawdziwy szczur?! Odpowiadam: to były szczury komputerowe, naprawdę, żaden szczur nie został skrzywdzony podczas kręcenia filmu. /śmiech/.

IG: Jeśli już jesteśmy przy filmach – dwie pana powieści zostały zekranizowane. Pierwsza to Panieński grób, znana z kina jako Dead silence, oraz Kolekcjoner kości. Wielką wartością pańskiego pisarstwa jest to, że czytając tę pierwszą przez pierwsze kilkadziesiąt stron czułem się, jakbym był w świecie głuchych... Czy ta ekranizacja spełniła pana oczekiwania? Czy zachowała cokolwiek z duszności książki? Co pan o tym sądzi?

JD: W rzeczywistości to był znacznie lepszy film od kolekcjonera. W roli głównej wystąpił James Garner. Film został zrobiony w czasach, gdy HBO, czyli producent, było dopiero na rynku od kilku lat, i udało im się uchwycić najważniejsze aspekty problemu: przerażenie i emocje osoby głuchej, niepełnosprawnej, w sytuacji ekstremalnej. Wydaje mi się, że mogło im się udać aż za dobrze.

MS: Powrócimy jeszcze do postaci Lincolna Rhyme’a, do powieściowej postaci. W jaki sposób pan ją skonstruował? Dlaczego on jest sparaliżowany? Jak pomysł się pojawił ?

JD: Moim zadaniem jest dać czytelnikowi jak najbardziej emocjonujące przeżycie. Służą temu na pozór dwa przeciwstawne cele: po pierwsze, każda z książek musi być w jakimś stopniu podobna do poprzedniej, aby nadal podobała się czytelnikowi, ale po drugie musi być w niej coś nowego, coś, co ją odświeży. Kiedy pisałem pierwszą powieść o Lincolnie Rhyme wiedziałem, że muszę w niej zawrzeć jak najwięcej zwrotów, zaskoczeń... Ale co można zrobić, by różniła się od innych, podobnych powieści? Zacząłem więc myśleć o bohaterach książek sensacyjnych, i do głowy przychodziły mi postaci policjantów, czy postaci, które na własną rękę rozwiązują zagadki kryminalne, łapią przestępców... Łatwo jest o postaci z pistoletami, znające sztuki walki, itp. Pomyślałem, że stworzę zatem bohatera stanowiącego antytezę ich wszystkich, a bazowałem przy tym na kimś pokroju Sherlocka Holmes’a, który działa głównie umysłem. A żeby zainteresować czytelnika jeszcze mocniej, wymyśliłem, iż będzie on tylko i wyłącznie umysłem. Tak powstał mój sparaliżowany bohater. Z początku nie planowałem kontynuacji cyklu z nim, ale tak się odbiorcom spodobał, że zamierzam iść z nim jeszcze bardzo długo.

MS: Chcemy podziękować, że pozwolił mu pan zadawać się z kobietami, z pięknymi kobietami.

JD: „Proszę” (po polsku – Tdd) /śmiech/ .

IG: Zapytam zatem o następną rzecz. Lincoln Rhyme jest właśnie skonstruowany na bazie Sherlocka Holmes’a , ale czy czarny amerykański kryminał jest panu bliski?

JD: Owszem, czytam nieraz klasycznych autorów, jak choćby Chandlera, muszę jednak powiedzieć, że o ile nie mam nic przeciw czarnemu kryminałowi jako gatunkowi, ale wydaje mi się, że typ powieści jaki ja uprawiam, pozwala mi lepiej dotrzeć do czytelnika, nawiązać z nim porozumienie. Myślę, że moi czytelnicy odrzuciliby zaproponowanego przez mnie antybohatera, czy ten cały cynizm, który jest najważniejszym elementem czarnego kryminału.

IG: Pomówmy w takim razie o Amelii Sachs, która od początku miała być pomostem pomiędzy standardowymi oczekiwaniami czytelnika a tym nietypowym,  sparaliżowanym bohaterem. Czy po tym czasie udało się już panu z nią związać, czy stała się dla pana równie ważną postacią?

JD: W dużym stopniu. Moje książki to powieści sensacyjne, nie nastawiam się w nich na sprawy społeczne, polityczne... Ale żeby nawiązać ten związek emocjonalny z odbiorcą muszę nadać książkom pewien uniwersalny wymiar. A tutaj jest on taki, że każdy z nas ma w sobie coś z Lincolna Rhyme’a i coś z Amelii. Każdy z nas pracuje tą racjonalną częścią mózgu, i tą odpowiadającą za emocje. Żaden z moich bohaterów, ani Rhyme ani Sachs, w pojedynkę nie odniósłby takiego sukcesu. W pierwszej książce nie był to bardzo świadomy zamysł, by ich postawić obok siebie, ale okazało się, że idealnie się uzupełniają, stanowią równowagę jak Jin i Jang.

MS: Jest jeszcze i trzecia postać w tym cyklu książek, jest nim normalny, prawdziwy policjant, wywodzący się wprost z tradycji czarnego kryminału...

JD: Tak, Lon Sellito jest porządnym gościem, z krwi I kości, klasycznym... Ale i takim trochę pechowcem, jest trochę niezgrabny, walczy z nadwagą, i jest przede wszystkim bardzo ludzki – czasem potrafi wykazać się odwagą, ale i stchórzyć. No i faktycznie, jest takim bohaterem z czarnego kryminału. W „Zegarmistrzu” prowadzone są równolegle dwa wątki: Amelia prowadzi swe pierwsze, samodzielne śledztwo, a Rhyme pracuje nad Zegarmistrzem. I właśnie Lon Sellito jest ich łącznikiem. Z jednej strony mamy klasyczną zagadkę kryminalną, taką z Agathy Christie, oraz tradycyjną powieść z suspensem, jak choćby u Forsythe’a. A Sellito jest jeszcze trzecim, „czarnym” elementem, i wszystkie uzupełniają się wzajemnie.

MS: To ja mam do pana prośbę -  gdyby zabrakło panu pomysłów, to żeby pan, na prośbę czytelnika z Polski, napisał powieść, w której Sellito właśnie byłby głównym bohaterem.

JD: Świetny pomysł. Niestety mam aktualnie pięć pomysłów na kontynuowanie serii, stąd musi pan poczekać do roku 2015 , może wtedy.

IG: Gdybym miał wymienić trzech autorów amerykańskiej prozy sensacyjnej, to byliby to, bez zastanowienia, Michael Connelly, Jeffery Deaver i James Lee Burke. Czy tym pana obraziłem?

JD: „Dziękuję!”. Absolutnie nie. Michael Connely jest moim przyjacielem, właśnie niedawno wydał kolejną powieść z cyklu o Harrym Boschu. Natomiast Lee Burke to także wspaniały pisarz, który znakomicie przywołuje ducha dawnej Ameryki. A co do Michaela, kiedy tylko go spotkam zapytam, czemu jeszcze nie odwiedził Polski.

IG: Ja jeszcze zapytam o coś, o co trzeba zapytać: czytając ostatnią część cyklu mam wrażenie, że zbliżamy się do kryzysu pomiędzy Amelią a Lincolnem?...

JD: Moim zadaniem jest, byście się jak najbardziej spocili przy lekturze. Zrobię wszystko co w mojej mocy, byście nie mogli się od książki oderwać. Głównym trzonem książki jest rzecz jasna przestępstwo, które trzeba rozwikłać. Ale konflikt powinien się także pojawiać w związkach pomiędzy postaciami. Myślę , że rodzące się napięcie czy konflikt pomiędzy głównymi bohaterami jest bliższy czytelnikowi, niż sama zbrodnia. Bo to jest coś, co chyba każdy z nas tutaj na sali przeżył. Tak jak i jestem pewien, że raczej na sali nie ma nikogo, kto jest seryjnym mordercą. /śmiech/. Dlatego być może za jakiś czas Lincolna i Amelię czekają złe momenty... a może i nie. Zobaczymy.

18.XI.2006

Podczas spotkania Jeffery Deaver otrzymał Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru w imieniu Stowarzyszenia Miłośników Powieści Sensacyjnej i Kryminalnej „Trup w szafie”.
 

 
 
 

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Pocałunek stali, Jeffery Deaver

„Pocałunek stali” Jeffery'ego Deavera to dwunasta część przygód Lincolna Rhyme’a i Amelii Sachs. Powieść ukazała się pod naszym patronatem.

23 stycznia 2018

RECENZJA

Pocałunek stali, Jeffery Deaver

„Rhyme (…) występował w serii powieści opartych na sprawach, które prowadził, i kilka razy pisał do autora, zarzucając mu przedstawianie fałszywego obrazu pracy nad ...

05 stycznia 2018

RECENZJA

Kolekcjoner skór, Jeffery Deaver

„Kolekcjoner skór” to thriller psychologiczny, w którym autor do ostatnich stron gra z czytelnikiem, po raz kolejny udowadniając, że w tworzeniu twistów i ...

05 grudnia 2016

RECENZJA

Panika, Jeffery Deaver

Czytamy: Deaver, myślimy: pokręcona fabuła, częste zwroty akcji, wnikliwość opisów. I wszystko to znajdziemy w najnowszej powieści amerykańskiego pisarza, ...

10 października 2016

NOWOŚĆ

Panika, Jeffery Deaver

Już dziś pod naszym patronatem ukazała się powieść "Panika" Jeffery'ego Deavera. To kolejna część cyklu, którego bohaterką jest Kathryn Dance. Tym razem agentka ...

20 września 2016

NOWOŚĆ

Kolekcjoner skór, Jeffery Deaver

W „Kolekcjonerze Kości” Jeffery Deaver stworzył genialnego śledczego Lincolna Rhyme’a. Teraz Rhyme musi wytropić kolejnego mordercę. Powieść ...

03 marca 2015

RECENZJA

Październikowa lista, Jeffery Deaver

Nie znajdziemy w "Październikowej liście" Lincolna Rhyme’a, Amelii Sachs czy Kathryn Dance. Znajdziemy za to, jak zawsze u tego amerykańskiego pisarza, pełną ...

06 czerwca 2014

NOWOŚĆ

Październikowa lista, Jeffery Deaver

Wczoraj na księgarnianych półkach pojawiła się "Październikowa lista" Jeffery'ego Deavera. Specjalista od twistów tym razem prezentuje czytelnikom historię porwania ...

23 kwietnia 2014

RECENZJA

Pokój straceń, Jeffery Deaver

„Pokój straceń” to książka w dorobku Deavera wyjątkowa. Przede wszystkim dlatego, że – jak przyznał w jednym z wywiadów sam autor – jest jego ...

08 listopada 2013

NOWOŚĆ

Pokój straceń, Jeffery Deaver

Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich, którzy lubią przygody Lincolna Rhyme'a i Amelii Sachs: jutro swoją premierę będzie miał najnowszy thriller Jeffery'ego Deavera, ...

09 września 2013

RECENZJA

Twój cień, Jeffery Deaver

Deaver ma talent do zwodzenia czytelników. Choć od początku wydaje nam się, że wiemy, kto stoi za wszystkimi wydarzeniami, znamy nawet jego nazwisko, autor tak ...

02 listopada 2012

RECENZJA

Hak, Jeffery Deaver

Hak jest bardzo dobrze napisany, ciekawym zabiegiem stylistycznym jest zmylenie czytelnika już na początku, kiedy wydaje się, że narratorem powieści nie będzie Corte, a ...

07 czerwca 2011

WYWIAD

Jeffery Deaver

Prezentujemy fragment wywiadu z Jeffery Deaverem przeprowadzonego przez Roberta Ziębińskiego dla tygodnika "Newsweek".

29 maja 2009

RECENZJA

Spirale grozy, Jeffery Deaver

{mosimage} We wstępie do tomu Deaver pisze: „Opowiadanie przypomina pocisk wystrzelony przez snajpera. Szybki i porażający”. I opowiadania pisarza takie właśnie ...

09 stycznia 2009

RECENZJA

Dwunasta karta, Jeffery Deaver

{mosimage} I właśnie ten ostatni element w Dwunastej karcie powoduje, że jest mi smutno. Bo poprzednia część przygód Rhyme’a Mag dowiodła, że autor ten w ...

15 lutego 2008

RECENZJA

Spirale strachu, Jeffery Deaver

{mosimage} Wszystkie nowelki – na tle samego zbioru być może miejscami nierówne - na tle gry suspensem w literaturze gatunkowej są bez wyjątku pierwszorzędne. ...

04 stycznia 2008

RECENZJA

Lekcja jej śmierci, Jeffery Deaver

{mosimage} Są w „Lekcji jej śmierci” wszystkie elementy, które przyniosą w niedługim czasie sławę Deaverowi. Począwszy od suspensu, przez pogłębioną ...

29 listopada 2007

RECENZJA

Śpiąca laleczka, Jeffery Deaver

{mosimage}Antagonistą będzie tym razem – choć do takich „nawiedzonych” szaleńców Deaver me przecież predylekcję – Daniell Bell, samozwańczy ...

24 sierpnia 2007

RECENZJA

Mag, Jeffery Deaver

{mosimage} Zaryzykuje tezę, że „Mag” to najlepsza - a przynajmniej najbardziej wyrafinowana - powieść Jeffery’ego Deavera. Nie tylko z powodu pomysłu, ...

24 sierpnia 2007

RECENZJA

Zegarmistrz, Jeffery Deaver

{mosimage}Zimny Księżyc stoi w pełni, w jego blasku ziemi trup. Czas wędrówki się dopełnił, drogi kres wyznacza grób.

23 kwietnia 2007