Advertisement
Strona główna
Kwestja krwi, Marcin Wroński: recenzja
poniedziałek, 08 grudnia 2014

Tajemnica zakrwawionej rękawiczki

„Kwestja krwi” Marcina Wrońskiego to najnowsza, siódma już część cyklu kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim. I w pewien sposób pierwsza, przedstawia bowiem początki Zygi jako policjanta.

Rzecz dzieje się w roku 1926 w Zamościu. Maciejewski zostaje tu wysłany jako świeżo mianowany urzędnik policji i dosyć szybko ma rozwiązać pierwszą sprawę. Otóż na policję zgłosił się notariusz Bolesław Lesman (tak, ten sam Lesman, który później zmienił nazwisko na Leśmian). W ogrodzie zoologicznym, który znajduje się na terenie miejscowego gimnazjum, notariusz znalazł zakrwawioną, poszarpaną rękawiczkę. Zna jej właścicielkę – to Anna Wołkońska, uczennica Gimnazjum im. Konopnickiej – i wie, że tej od kilku dni nie ma w mieście. Czy młoda dama jest w opałach? To wyjaśni pełen ambicji i entuzjazmu Maciejewski.

ImageJest w tej powieści także – co częste u Wrońskiego – drugi plan czasowy. Mamy rok 1952. Zyga nie ma już ani ambicji, ani entuzjazmu. Pracuje jako trener bokserski Ludowego Związku Sportowego Zryw Zamość i podczas meczu piłki nożnej wplątuje się w awanturę. Jej zakończenie będzie niespodzianką – i dla Maciejewskiego, i dla czytelnika.

Znajdziemy w „Kwestji krwi” wszystko to, do czego przyzwyczaił nas Marcin Wroński. Główny bohater, choć jeszcze nie tak zmęczony życiem jak w poprzednich powieściach, już jest sobą: zadziornym, inteligentnym gliną. Inne postaci też są doskonale dopracowane. Ot, choćby wspomniany Leśmian (teraz już zawsze, sięgając po "Przygody Sindbada Żeglarza", będę widzieć hipochondryka-erotomana w aksamitnej bonżurce) albo Abram Kac, Żyd, u którego Maciejewski wynajmuje pokój: swoisty chłopek-roztropek. Nie zmienia się też dokładne przedstawianie topografii miasta, choć zmienia się samo miasto. Maciejewski oprowadza nas po „Padwie północy” – z jej odrapanymi kamienicami, brudnymi bramami, podejrzanymi spelunami.  Razem z nim poznajemy mieszkańców Zamościa; nie tylko notariusza czy profesorów z gimnazjum, ale i miejskie prostytutki. Wroński jak zwykle umiejętnie łączy fikcję z rzeczywistością, wplatając w fabułę swej powieści rzeczywistych bohaterów i wydarzenia (obok Leśmiana pojawiają się w „Kwestji krwi” Stanisław Młodożeniec i Leon Przygoda). Dba przy tym – do czego również zdążył przyzwyczaić czytelników – o odwzorowanie ówczesnego języka i realiów, przedstawiając mnóstwo smaczków z życia Polski lat dwudziestych.

Zmienia się tylko jedno, o czym zresztą zostajemy uprzedzeni już na karcie tytułowej. „Kwestja krwi” to nie czysty kryminał, a „romans kryminalny”. Nie znika oczywiście wątek kryminalny – ba, jest równie dobry jak w innych powieściach autora: rozwiązanie zagadki zniknięcia Anny zaskoczy niejednego czytelnika. Ale sporo w tej powieści szczegółów o życiu uczuciowym i seksualnym bohaterów. O tym drugim nawet więcej. Wroński, nie uciekając przed wulgarnością, pokazuje, że sprawa nie wygląda wcale tak jak w „Trędowatej” czy powieściach Rodziewiczówny: miłość to nie tylko podniosłe uczucia, wstydliwe spojrzenia, nieśmiałe uśmiechy. Miłość to także seks. Ba, czasem (i to wcale często) nie trzeba doń miłości. U Wrońskiego nie kocha nikt – za to niemal wszystkimi rządzi popęd. Dostajemy więc w swoje ręce może nie tyle romans, ile jego parodię, i to zwieńczoną morałem: ślepe podążanie za spełnieniem nie prowadzi do niczego dobrego.

„Kwestja krwi” jest więc zdecydowanie lekturą lżejszą niż poprzednie powieści Marcina Wrońskiego, bardziej humorystyczną. Jednak czy lepszą? Ja wolę Maciejewskiego na poważnie – ale nie musicie się ze mną zgadzać.

Ewa Dąbrowska

Kwestja krwi
Marcin Wroński
Wydawnictwo W.A.B.
Wydanie I
Warszawa 2014

 

Recenzje innych powieści Marcina Wrońskiego: "A na imię jej będzie Aniela" i "Pogrom w przyszły wtorek"

Posłuchaj Marcina Wrońskiego opowiadającego o "Kwestji krwi"

Jesteś komisarzem czy prokuratorem?