Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Wywiady i relacje arrow Wywiad z Maciejem Dobosiewiczem
Wywiad z Maciejem Dobosiewiczem
środa, 15 kwietnia 2015

Wywiad z Maciejem Dobosiewiczem

Maciej Dobosiewicz jest autorem książki „Komisarz Zagrobny i powódź”, będącej pierwszą częścią cyklu kryminalnego, którego bohaterem jest komisarz poznańskiej policji. Wydawnictwo Videograf przygotowało rozmowę z pisarzem.

Redakcja:  Panie Macieju, napisał Pan powieść , której akcja nawiązuje do autentycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w Poznaniu.  Co było inspiracją do  takiego pomysłu fabularnego?

Maciej Dobosiewicz:  Sprawa tak zwanych  „czyścicieli kamienic” bulwersowała  w tym czasie Poznań. Wiadomo, że posuwali się oni do czynów karalnych. Ja w swojej powieści poszedłem dalej. Ale inspiracją tak naprawdę była inna notka prasowa - ta o zalanych piwnicach. W ten sposób  przyszedł mi pomysł o tajemniczej serii  trupów znajdowanych w zalanych piwnicach. Czyściciele doszli później, kiedy szukałem jakiegoś mocnego finału dla całej intrygi.

Red.:  Czy  tytułowa powódź rzeczywiście zagrażała miastu?

M.D.: W pewnym momencie media mocno podgrzewały atmosferę. Podobno brakowało dosłownie centymetrów.  Nie wiem, jak to było naprawdę, ale wiem, jak odczuwali to mieszkańcy i to opisałem w książce. Żyliśmy wszyscy jak w twierdzy, pod której mury wróg podchodzi coraz bliżej i słyszeliśmy, co ten wróg zrobił z innymi miastami.

ImageRed.:  Poznań nie jest Pana rodzinnym miastem. Skąd pomysł, by osadzić akcję właśnie tam?

M.D.: Z lenistwa. W Poznaniu mieszkam i żyję, nie musiałem się więc uczyć jego topografii. Znam jego problemy. Poza tym Poznań po prostu zasłużył, by więcej książek i filmów powstawało na jego temat. Mam wrażenie, że trochę niesłusznie jest w cieniu innych polskich miast.

Red.:  W Pana powieści sprawca działa sam, gdy tymczasem tzw. „czyściciele kamienic” byli zorganizowaną grupą przestępczą.  Czy sądzi Pan, że przestępstwa związane z nieruchomościami byłyby możliwe bez pomocy prawników?

M.D.: Nie było moją intencją odnosić się do rzeczywistości zbyt mocno. Relacje właściciel mieszkania i jego najemcy to są trudne sprawy. Na pewno nie wolno kogoś zastraszać, prześladować, zalewać wodą itp. Proszę pamiętać, że ja nie pisałem reportażu, ale książkę i to mocną rozrywkową. Szukałem więc jakiegoś pasującego czarnego charakteru i czyściciele świetnie się w tej roli sprawdzili. To wszystko.  Tak jak  w przygodach Bonda zawsze ktoś musi stać po tej stronie zła.

Red.: Czy  musiał Pan zdobyć elementarną wiedzę o prawie i o pracy policji? Zgodzi się Pan ze mną, że fabuła dobrej powieści kryminalnej  nie może zawierać słabych punktów, bo wytrawni pożeracze kryminałów zaraz to wychwycą.

M.D.:  Mam świadomość, że wielu pisarzy tak robi. Szanuję ich za to. Osobiście jednak kieruję się inną zasadą. Ważne, żeby było ciekawie. Życie policjanta w dużej mierze składa się ze żmudnego wypisywania papierów, życie lekarza to też mnóstwo biurowej roboty, a na co dzień pracownik agencji reklamowej nie upija się, nie narkotyzuje i nie spędza czasu w klubach go-go. Wiem coś o tym, bo sam  pracuję w agencji reklamowej, a moja żona jest lekarzem. Jestem przekonany, że ludzie oczekują ciekawych historii, a nie tego, jak jest naprawdę. Mogę się oczywiście mylić, ale taką właśnie przyjąłem strategię pisarską.

Red.:  Pana główny bohater – tytułowy komisarz Zagrobny – jest cierpiącym na bezsenność zrzędliwym ponurakiem. Czy myśli Pan, że czytelnicy mogą polubić takiego bohatera i kibicować mu w śledztwie?

M.D.: Do tego jest typową poznańską kutwą i  lubi się pastwić nad Dobosiewiczem, swoim podwładnym. Tak, to nie przejęzyczenie. Rzeczywiście takie nazwisko nosi jeden z bohaterów książki. Co do Zagrobnego – mam nadzieję, że jednak da się go polubić, ale chciałbym, żeby to była trudna miłość. Warunkowa, albo jak kto woli - w zawieszeniu.

Red.:  Komisarz Zagrobny będzie pojawiał się w kolejnych częściach cyklu. Czy jego postać będzie jakoś ewoluować?

M.D.: Ciekawe pytanie.  Chyba tak. Zagrobny ma sporo z autora, więc pewnie będzie się zmieniać, bo to jest nieuniknione. Zamierzam w następnej powieści postawić go w sytuacji trudnej. Nawet bardzo trudnej. Zostanie mu odebrane to, co w życiu najbardziej kocha, jego praca…

Red.:  Kolejna powieść z cyklu będzie dotyczyć finałów Euro 2012. Czy  interesuje się Pan piłką w sposób szczególny, czy raczej zainspirowała Pana duża masowa impreza, która może być dobrym tłem dla zbrodni?

M.D:  Kiedyś nie interesowałem się wcale. W ogóle gardziłem sportem. Potem gdy skończyłem lat trzydzieści, koledzy namówili mnie na wspólną grę w piłkę. Źle mi szło, po kilku latach przerzuciłem się na bieganie, a ostatnio na boks. Wszystko w ramach pracy nad kondycją, a nie dla wyników, bo te są i już będą kiepskie. W każdym razie przez to granie, zaczęło mnie interesować kibicowanie. Tak więc  im jestem starszy,  tym bardziej piłką się interesuję.

Red.:  Jest Pan z zawodu copywriterem, prowadzi Pan także popularnego bloga o Chorwacji. Czy doświadczenia zdobyte przy tej pracy pomagają czy przeszkadzają przy pisaniu powieści?  

M.D.:  Pomagają i przeszkadzają. Tekst reklamowy a pisanie powieści to dwie różne sprawy. Przydaje się jednak wypracowana dyscyplina, umiejętność pracy pod presją szybkich terminów.  Gdyby nie zaprawa w agencji,  pewnie bym zwariował  podczas redagowania ostatecznej wersji Zagrobnego. Tempo było duże, czasu mało i musiałem pracować szybko, ale się udało. Przy okazji pozdrawiam moją redaktorkę Panią Sakiewicz. Bardzo pomogła mnie  i Zagrobnemu!  Dziękuję też Teresie Darmoń  z wydawnictwa Videograf, bo to ona w tym wstępnym materiale zobaczyła szansę i stwierdziła, że warto spróbować.

Red.:   Rozumiem, że za powstaniem bloga o Chorwacji kryje się fascynacja tym krajem. Czy nie myślał Pan, by akcję kolejnej powieści umieścić w tym kraju?

M.D.:  Jedną z drużyn, która podczas Euro 2012 odwiedziła Poznań byli Chorwaci. Odważna drużyna, która dzielnie „stawiała się” Hiszpanom. Niesamowici kibice, którzy przyjechali, żeby jej kibicować. Będzie więc w książce wątek chorwacki.

Red.: Nad czym Pan aktualnie pracuje?  Kiedy można się spodziewać Pana kolejnej książki?

M.D.:  Uf. Nie lubię tego pytania. Wszyscy mnie poganiają. Rodzina, znajomi, kapituła Medalu Młodej Sztuki… Wszyscy pytają, kiedy będzie następna część przygód Zagrobnego.  Pracuję już nad tym, ale nie wiem, ile to potrwa. Praca w reklamie nauczyła mnie tego, że terminy są ważne, bardzo ważne. Tylko, że potem nikogo nie będzie interesować, jak długo pisałem książkę, ale to czy jest ciekawa. Chciałbym napisać lepszą niż poprzednia. Bardziej zaskakującą. Myślę, że zabierze mi to jeszcze przynajmniej rok. Obiecuję, że dam z siebie wszystko i mam nadzieję zaskoczyć czytelników tak, jak polska reprezentacja piłkarska w meczu z Niemcami…

Red.:  Dziękujemy za rozmowę i życzymy Panu wielu sukcesów.