Advertisement
Strona główna
Śleboda, Małgorzata i Michał Kuźmińscy: recenzja
poniedziałek, 20 lipca 2015

Śmierć wolności

„Śleboda” to trzecia powieść Małgorzaty i Michała Kuźmińskich. Akcja dwóch poprzednich, „Sekretu Kroke” (nominowanego do Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej) i „Klątwy Konstantyna”, została osadzona w przedwojennym i wojennym Krakowie. W „Ślebodzie” przenosimy się nieco na południe – na Podhale, a konkretnie: do Murzasichla.

ImageNa urlop przyjeżdża w góry Anna Serafin, doktor antropologii z Krakowa. Nie jest całkiem obca w Murzasichlu – ma tu rodzinę, tutaj też spędzała wakacje w dzieciństwie – ale i jako niegóralka nie jest swoja. Anna chce odpocząć od swojego nudnego akademickiego życia. I udaje jej się to w stu procentach: pierwszego dnia znajduje zmasakrowane zwłoki starego górala, Jana Ślebody, a później zostaje wplątana w historię jego śmierci. Nie ma więc czasu na nudę. Tym bardziej że na trop afery wpada jej znajomy z Krakowa – bezczelny dziennikarz Sebastian Strzygoń.

Powieść ma więc dwójkę głównych bohaterów. Ale o ile Anna jest wiarygodna, o tyle Sebastian – w ogóle. To taki przerysowany, na tle górali karykaturalny wręcz obraz dziennikarza-cwaniaczka, któremu się wydaje, że świat leży u jego stóp – a który w gruncie rzeczy nic o tym świecie nie wie. To bardzo irytująca postać. Jednak Anna, choć prawdziwsza, też irytuje: sama nie wie, czego chce od życia. Wiedzą za to, czego chcą, górale. Kuźmińscy przedstawiają bardzo sugestywny obraz tej specyficznej społeczności. To grupa zamknięta na obcych, trzymająca się razem, a jednocześnie mocno podzielona. Do tego przeżarta korupcją, taka, w której układy i układziki mają się doskonale, a policjanci mogą działać, dopóki przestępcą nie okaże się syn miejscowego oligarchy. Śleboda to bowiem nie tylko nazwisko zamordowanego starca. To także słowo oznaczające w góralskiej gwarze wolność. I ta książka jest poniekąd opowieścią o góralskiej wolności – a raczej o jej powolnym zanikaniu w wyniku pogoni za dutkami.

Portrety górali – ich charakterów, zwyczajów, mowy – zajmują dużą część tej książki, zaburzając nieco proporcje między zagadką kryminalną a obyczajowym tłem. I choć nie da się nie podziwiać pracy, jaką autorzy włożyli w dopracowanie szczegółów, fragmenty pisane gwarą i opisy góralskich zwyczajów mogą chwilami nużyć i utrudniać lekturę. Nie znaczy to jednak, że sama zagadka kryminalna jest słaba. Kuźmińskim udało się bowiem stworzyć spójną historię o śmierci antypatycznego starca, historię, której korzenie sięgają dalekiej przeszłości, a przy tym mocno zakotwiczoną w teraźniejszości. Góralskiej teraźniejszości, chciałoby się dodać. Podoba mi się także sposób, w jaki autorzy podsuwają mylne tropy bohaterom – a z nimi czytelnikom. Rozwiązanie może nie szokuje, dosyć szybko staje się bowiem jasne, kto tu jest winny. Ale jest bardzo dobrze umotywowane. Tak… życiowo.

Wpadł mi w oko fragment recenzji jednej z poprzednich powieści Kuźmińskich: „Dobra, acz niewciągająca”. I dokładnie to samo mogłabym powtórzyć o „Ślebodzie”. To nie jest książka wywołująca dreszcz niepokoju na plecach, jedna z tych, które nie pozwalają się od siebie oderwać i na zawsze zostają w pamięci. A jednak nie żałuję czasu nad nią spędzonego. To po prostu przyjemna lektura – i miła lekcja góralszczyzny w kryminalnym przebraniu.

Ewa Dąbrowska

 
Śleboda
Małgorzata i Michał Kuźmińscy
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydanie I
Wrocław 2015