Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Furia rodzi się w sławie, Krzysztof Koziołek: recenzja
Furia rodzi się w sławie, Krzysztof Koziołek: recenzja
poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wojna nad Śląskim Morzem

„Furia rodzi się w Sławie” to już dziewiąta powieść Krzysztofa Koziołka, ale jakoś nie miałam okazji poznać wcześniej twórczości tego autora. A muszę dodać, że nad powieści osadzone w czasach wojny przedkładam współczesne – trochę więc bałam się tej akurat książki. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie: wbrew temu, że „Furia…” opisuje ciężkie i nieprzyjemne czasy, to lektura lekka i przyjemna.

ImageAkcja najnowszej powieści Krzysztofa Koziołka toczy się w Sławie. To śląskie miasteczko nad Jeziorem Sławskim, zwanym Śląskim Morzem, jest w 1944 roku uzdrowiskiem dla niemieckich żołnierzy rannych na różnych frontach. Panuje tu dość swobodna – oczywiście biorąc pod uwagę czasy powolnego upadku III Rzeszy – atmosfera. Niestety, przerywa ją zbrodnia. Ktoś morduje nastolatkę, córkę polskich robotników przymusowych, zadając jej kilka ciosów nożem w brzuch. Śledztwo prowadzą asystent kryminalny Anton Habicht i szef sławskiego posterunku żandarmerii Josef Reiner. Śmierć nastolatki nie jest jednak jedyną tajemnicą rozwiązywaną na kartach powieści. W sławskim pałacu naukowcy prowadzą tajemnicze badania, które mają odmienić losy wojny. Tajemnicę skrywa też hrabina Franziska von Häften, która nie bez przyczyny wybrała Sławę na miejsce odpoczynku.

Powieść Krzysztofa Koziołka jest więc przede wszystkim opowieścią o ludziach zmuszonych żyć i działać w określonych warunkach. Wojna daje się we znaki wszystkim, wpływa na ludzkie czyny i zachowania, nie pozwalając na chwilę oddechu; trzeba nieustannie pilnować, co się mówi, a nawet co się myśli. Co ciekawe, Krzysztof Koziołek pokazuje jedynie malutki wycinek wojennej rzeczywistości, nie rozciąga swojej opowieści na przeszłość czy aspekty wojny inne niż te, które dotyczą bohaterów bezpośrednio. To czyni książkę bardziej przystępną dla czytelników takich jak ja, czyli niekoniecznie chcących czytać opowieść o wojnie, w której wątek kryminalny pojawia się tylko pretekstowo. „Furia…” jest opowieścią o konkretnych ludziach i wydarzeniach, dla których wojna jest tłem. Bardzo znaczącym i mającym ogromny wpływ, ale wciąż tłem.

Koziołek szpikuje swoją powieść mnóstwem szczegółów. Wiedzieliście na przykład, że Hugo Boss szył mundury dla nazistów? No właśnie. Kiedy bohaterzy wchodzą do jakiegoś budynku, powiedzmy sławskiego kościoła, poznajemy jego skróconą historię. Kiedy autor wprowadza jakąś postać, choćby Waltera Hörrscha, również zapoznajemy się z jej losami. Przykłady można mnożyć. Niestety, nie wszystkie „poboczne” informacje są podawane umiejętnie – niektóre, tak jak historia Hitlerjugend, sprawiają wrażenie nudnego wykładu. Nie są jednak na tyle obszerne, by całkiem odrzucić czytelnika od książki. Tym bardziej że Koziołek miesza historyczną prawdę z powieściową fikcją tak umiejętnie, że trudno je w niektórych momentach od siebie oddzielić. To oczywiście zaleta książki – mocno osadza opowieść w kontekście, sprawiając, że staje się wiarygodna.

Moim zdaniem warto przebrnąć przez te wszystkie niemieckie tytuły (Kriminalassistant, Sturmbannführer, Hauptwachtmeister… wiem, że są konieczne, bo tak przecież zwracali się do siebie niemieccy oficerzy w oficjalnych sytuacjach, ale i tak – brrr!). „Furia rodzi się w Sławie” to opowieść o ludziach ze słabościami, nieidealnych, pełnych wad – czyli takich jak my. Tyle że przyszło im żyć w skrajnie odmiennych czasach.

Ewa Dąbrowska

Furia rodzi się w sławie
Krzysztof Koziołek
Manufaktura Tekstów
Nowa Sól 2015