Advertisement
Strona główna
Na imię mi Zack, Mons Kallentoft, Markus Lutteman: recenzja
czwartek, 31 grudnia 2015

Gdy nic nie jest czarno-białe, a jedno zło jest gorsze od drugiego

Brutalne poczwórne morderstwo i brak jakichkolwiek poszlak wskazujących na sprawcę to jeden z koszmarów każdego detektywa śledczego. Czy ma to związek z pochodzeniem ofiar? A może powodem jest „tylko” nienawiść do kobiet? Czy kryminalny zespół ze Sztokholmu poradzi sobie z rozwikłaniem mrocznej zagadki, w której pojawia się tak wielu aktorów? Ile zła jeden człowiek jest w stanie wyrządzić drugiemu człowiekowi? I dlaczego?

ImageBohaterem powieści "Na imię mi Zack" jest Zack Herry. To specyficzny nadkomisarz. Nie dość, że młody jak na swoje stanowisko (pewnie po znajomości ma!), to jeszcze w prywatnym życiu jest ciut na bakier z prawem (aż dziw, że to ostre imprezowanie nie zaszkodziło jego imponującym zdolnościom logicznego myślenia). Poznajemy jego bujną teraźniejszość przykrytą chmurą tragicznej przeszłości, która ukształtowała jego karierę zawodową (a to zawsze dość niebezpieczne połączenie). Choć jest on niewątpliwie postacią pierwszoplanową, to inni policjanci nie pozostają wyłącznie w jego cieniu – autorzy pozwalają czytelnikowi ich poznać, ale nie zagłębiają się w szczegóły ich osobowości. Także narracja jest wielopłaszczyznowa – prowadzona zarówno od strony ofiar, jak i Zacka oraz innych postaci występujących w fabule. W książce ukazano także przekrój społeczny współczesnej Szwecji – i zrobiono to tak delikatnie, że czytelnik po prostu zanurza się w przedstawionym świecie.

Ostatnio duety pisarskie zrobiły się bardziej popularne i przyznam, że większość prezentuje się całkiem wdzięcznie. Podobnie jest w tym przypadku – „Na imię mi Zack” to dziecko Monsa Kallentofta i Markusa Luttemana (śmiem twierdzić, że samo „Zack” jako tytuł, tak jak w oryginale, byłoby znacznie lepsze). Kallentoft to szwedzki pisarz i dziennikarz, który napisał już szesnaście powieści i jest doceniany oraz nagradzany w swoim kraju. Markus Lutteman także pochodzi ze Szwecji i para się jednocześnie dziennikarstwem (pracował m.in. w „Aftonbladet”, które pojawia się w książce) oraz pisarstwem. Połączenie stylów obu panów dało bardzo zgrabny efekt. Książkę czyta się błyskawicznie, bo i akcja jest zawrotna. Krótkie rozdziały potęgują wrażenie uciekającego czasu i braku przełomu w śledztwie. Brutalność opisów ma swoje uzasadnienie i nie jest przesadzona, a wszystkie elementy zagadki łączą się w logiczną całość. Dodatkowo pisarze poruszają ważne obecnie kwestie imigracji i rasizmu, które wydają się nasilać w miarę wzrostu liczby imigrantów.

Cykl tych książek ma intrygującą nazwę: seria Herkulesa. Fabuły kolejnych powieści nawiązują do dwunastu prac, które ten mityczny heros musiał wykonać.  Kolejna część z tej serii nosi tytuł „Leon” i została wydana w czerwcu tego roku w Szwecji – a ja mam nadzieję, że tłumaczenie trafi do nas szybko.

I tylko okładka zupełnie mi nie pasuje do treści książki...

Marta Zagrajek


Na imię mi Zack

Mons Kallentoft, Markus Lutteman
Przekład: Bratumiła Pawłowska-Pettersson
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2015

 
Recenzja powieści "Duchy wiatru" Monsa Kallentofta