Advertisement
Strona główna
Wyspa powrotów, Peter May: recenzja
poniedziałek, 14 marca 2016

Powrót do przeszłości

Szkocki pisarz, dziennikarz i scenarzysta Peter May jest autorem ponad dwudziestu powieści kryminalnych i THRILLERów. Akcja części z nich toczy się w Chinach, inne reprezentują gatunek zwany tartan NOIR – czyli noir wzbogaconego o szkocki koloryt, przestrzeń i bohatera. W najnowszej wydanej w Polsce książce pisarza, „Wyspie powrotów”, znajdziemy niektóre z tych elementów, ale tartan noir nazwać jej nie można. Z prostej przyczyny: akcja powieści rozgrywa się w głównej mierze w Kanadzie.

ImageBohaterem „Wyspy powrotów” jest detektyw Sime Mackenzie z Montrealu. Zostaje oddelegowany do śledztwa w sprawie śmierci najbogatszego mieszkańca wyspy Entry w Zatoce Świętego Wawrzyńca. Dla wszystkich rozwiązanie jest proste: to żona ofiary, Kirsty, miała na sobie zakrwawione ubranie, tylko ona znajdowała się w domu, w którym doszło do zbrodni, do tego miała motyw. Sime ma jednak wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że od pierwszej chwili Kirsty wydaje mu się znajoma – choć nigdy wcześniej jej nie spotkał. Pobyt na oddalonej ponad tysiąc kilometrów od domu wyspie jest dla bohatera także próbą ucieczki od problemów codzienności. Niestety, nieudaną. Bezsenność dopada go również tutaj. Krótkie chwile snu, podczas których niepokoją go majaki splatające przeszłość z teraźniejszością, nie przynoszą ukojenia.

Śledztwo prowadzone przez detektywów na wyspie Entry nie jest jednak jedynym wątkiem powieści. Drugi wątek stanowią fragmenty pamiętników przodka Mackenziego, po którym detektyw odziedziczył imię. Przenoszą nas one do dziewiętnastowiecznej Szkocji, w której starszy Sime się wychował i z której musiał w wyniku splotu różnych okoliczności uciekać do obcej Kanady. W tych właśnie partiach można dostrzec pewne elementy tartan noir: autor opisuje surowe krajobrazy szkockich wysp, przybliża też mało znane epizody z historii kraju, kreśląc przy okazji portret typowego Szkota: silnego, odpornego na przeszkody przynoszone przez los.

Muszę się do czegoś przyznać: zaczęłam czytać tę książkę w tramwaju i mnie znużyła. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w „Wyspie powrotów” najważniejsza jest atmosfera, a kwestia „kto zabił” ma drugoplanowe znaczenie. Zrozumiałam to, kiedy kontynuowałam lekturę późną porą, pod kocem, z kubkiem herbaty w dłoni. Wtedy powieść Petera Maya mnie urzekła i nie pozwoliła się już od siebie oderwać. Na jej specyficzny klimat wpływ mają dwie sprawy. Przede wszystkim: główny bohater, cierpiący na bezsenność – jego półsenne majaczenia momentami sytuują akcję na pograniczu jawy i snu. Tę nierzeczywistą, klaustrofobiczną wręcz aurę podsyca miejsce akcji. Wyspa Entry jest bowiem odcięta od świata nie tylko z przyczyn naturalnych. Sami mieszkańcy chętnie się izolują – mówiąc po angielsku (pozostała część Zatoki Świętego Wawrzyńca jest francuskojęzyczna) i tworząc własne zasady. Jak mówi jeden z nich: Na tej wyspie nie ma stróżów prawa ani niczego takiego. Ludzie sami wymierzają sprawiedliwość. Jesteśmy wolni.

Nie znajdziecie w „Wyspie powrotów” pędzącej na łeb, na szyję akcji czy zapierających dech w piersiach zwrotów. Nie. To powieść bardzo spokojna, wręcz statyczna. Co wcale nie oznacza, że nudna: wszystkie trzy historie przedstawione na jej kartach zostawiają w Was mocny ślad, jeśli pozwolicie im się porwać. Tak, trzy: historia Sime’a starszego, zmuszonego do podróży do Kanady okrętem pustoszonym przez zarazę, historia Sime’a młodszego dręczonego przez zmory przeszłości, próbującego dojść do ładu z własnym życiem, wreszcie historia Szkocji. Czy bardziej: bolesny fragment jej historii, dotyczący rugowania wiosek i głodu ziemniaczanego, który pozbawił życia ponad milion ludzi. Wszystkie te elementy tworzą spójną, nieco przygnębiającą, nastrojową całość. Czy powieść kryminalną – mam wątpliwości. Jeśli już, to powieść obyczajową, w której wątek kryminalny staje się pretekstem do opowieści o człowieku, jego bólach, tęsknotach, próbie zrozumienia siebie i swoich związków z odległą nieraz przeszłością. Nie mam za to żadnych wątpliwości, czy jest to powieść, po którą warto sięgnąć. Warto!

Ewa Dąbrowska

Wyspa powrotów
Peter May
Przekład: Jan Kabat
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2016