Advertisement
Strona główna
Ostatni, który umrze, Tess Gerritsen: recenzja
poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Kiedy tracisz rodzinę, tracisz wszystko

Amerykańska pisarka Tess Gerritsen zasłynęła jako autorka THRILLERów medycznych. Duża ich część składa się w cykl, którego głównymi bohaterkami są policjantka z wydziału zabójstw Jane Rizzoli i patolog sądowy Maura Isles. Cykl ten stał się nawet podstawą serialu telewizyjnego, kręconego od 2010 roku, który doczekał się już siedmiu sezonów. „Ostatni, który umrze” to już dziesiąta powieść o przygodach dwóch przyjaciółek pracujących dla bostońskiej policji.

ImageAle dość już statystyk. „Ostatni, który umrze” to opowieść o trójce dzieci, które wydają się mieć ogromnego pecha. Najpierw giną ich rodzice. Później – rodzice zastępczy. One same właściwie przypadkiem unikają śmieri. Czy to bardzo nieszczęśliwy zbieg okoliczności? A może ktoś, z trudnych do pojęcia przyczyn, poluje na te dzieci? Cała trójka trafia do dobrze strzeżonej szkoły Evensong, gdzie uczą się dzieci po przejściach. Tylko czy aby na pewno będą tu bezpieczne?

Na początek istotna informacja: „Ostatni, który umrze” nie jest thrillerem medycznym. Medycznych szczegółów znajdziemy tu bowiem tyle, ile w większości kryminałów: ot, pojawia się sekcja zwłok, i to wszystko. Problemy natury medycznej nie są też głównym tematem powieści, tak jak w wielu książkach Michaela Palmera czy Robina Cooka. Ta książka to po prostu klasyczny thriller z wszystkimi typowymi dla niego cechami. Po pierwsze więc: utrzymująca się nieustannie atmosfera zagrożenia. Rizzoli i Isles wciąż mają przeczucie, że dzieci nie są bezpieczne, że może się stać coś złego – i to przeczucie udziela się czytelnikom. Złowrogi klimat podsyca miejsce, w którym duża część akcji tej powieści się rozgrywa: położona gdzieś na odludziu szkoła, otoczona dziką przyrodą. Z jednej strony zamknięta dla obcych, więc teoretycznie uczniom nie powinno tu nic zagrażać. Ale co, jeśli zło kryje się wewnątrz…?

Kolejne typowe dla thrillera elementy, które odnajdziemy w powieści Tess Gerritsen, to intrygująca zagadka (czy sprawy trójki dzieci jakoś się łączą – a jeśli tak, to w jaki sposób?) oraz częste zwroty akcji, wywołujące w czytelniku dużo emocji. I choć pewne wątki sprawiają wrażenie zbyt naciąganych (nie zdradzę jakie, bo nie chcę zepsuć lektury tym z was, którzy jeszcze nie znają tej książki), całość nie nudzi – nie znajdziemy tu zbędnych dłużyzn. Niektórym czytelnikom mogą, co prawda, przeszkadzać pojawiające się niekiedy informacje o życiu prywatnym głównych bohaterek i sceny właściwie nieistotne dla fabuły (vide scysje rodziców Rizzoli), jednak nie jest ich na tyle dużo, by zmęczyły odbiorcę. I, co ważniejsze, według mnie mają głębszy sens. Jak wspomniałam, to dziesiąta część cyklu, którego bohaterkami są Jane Rizzoli i Maura Isles; po takiej liczbie książek czytelnik odczuwa już jakiś związek z bohaterami, chce poznawać ich losy nie tylko zawodowe, ale i prywatne. Nie mam więc zamiaru zżymać się na Gerritsen za tę garść informacji o życiu osobistym Jane i Maury. Warto jednak w tym miejscu dodać, że powieść „Ostatni, który umrze” można czytać bez znajomości poprzednich części cyklu. Lektura „Klubu Mefista” i „Doliny umarłych” może nieco ułatwić zrozumienie niektórych wątków, ale i bez niej fabuła jest zrozumiała.

Ponura atmosfera, nagłe zwroty akcji, dużo emocji, zaskakujące zakończenie – wszystkie te elementy znajdziemy w powieści „Ostatni, który umrze”. Czegoż chcieć więcej od thrillera? Nie dziwi mnie wcale, że Tess Gerritsen ma tak wielu fanów (jej książki regularnie zapełniają listy bestsellerów w USA i Europie). Bardzo się cieszę, że polscy fani będą mieli okazję spotkać się z pisarką we Wrocławiu na początku czerwca – Amerykanka przyjedzie na Międzynarodowy Festiwal Kryminału, by odebrać Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru. A ja chętnie posłucham, jakie jeszcze przygody zaplanowała dla swoich bohaterów.

Ewa Dąbrowska
 

Ostatni, który umrze
Tess Gerritsen
Przekład: Jerzy Żebrowski
Wydawnictwo Albatros
Wydanie III
Warszawa 2015