Advertisement
Strona główna
Pierwsza brygada: Warszawski pacjent (Janicz, Piątkowski, Wyrzykowski)
poniedziałek, 03 marca 2008
ImageWydany pod koniec 2007 r. „Warszawski pacjent” okazał się głośnym wydarzeniem na polskim rynku komiksowym. Zebrał bardzo dobre recenzje we wszystkich liczących się komiksowych wortalach internetowych (Aleja Komiksu, Gildia Komiksu, Esencja, Below Radars). Równie ważny jest fakt, że komiks Janusza Wyrzykowskiego, Tobiasza Piątkowskiego i Krzysztofa Janicza został zauważony przez ogólnopolskie media (pochlebne recenzje ukazały się m.in. w Gazecie Wyborczej, Newsweeku, Przekroju, TVP Kultura), czego w kontekście niszowego charakteru komiksu w Polsce nie sposób wprost przeceniać. To duży sukces zarówno autorów, jak i ich wydawcy – oficyny Kultura Gniewu.

ImagePierwsza brygada” jest komiksem steampunkowym. Porównaniom do „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” nie widać końca, co jednak nikomu nie wychodzi na dobre. Alan Moore nie jest twórcą steampunka, również nie on pierwszy wykorzystał na potrzeby swojego dzieła postacie z istniejących już utworów literackich. Fakt, że zrobił to w sposób bardzo dobry nie oznacza wcale, że każdy komiks sięgający po podobne środki wyrazu, automatycznie powinien być oceniany – nieistotne tutaj, czy pozytywnie, czy negatywnie – poprzez porównanie z „Ligą”. Jest to tym bardziej irytujące, że między obydwoma tytułami jest zdecydowanie więcej różnic niż podobieństw, zarówno na poziomie fabuły jak i rozwiązań graficznych.

Internetowy rodowód komiksu jest sprawą dość złożoną: „Pierwsza brygada” debiutowała w sieci na stronach prowadzonego przez Krzysztofa Janicza wortalu poświęconego steampunkowi (Retrostacja), od samego początku jednak przygotowywana była z myślą o wydaniu na papierze. Zamieszczone w sieci pierwsze strony „Warszawskiego pacjenta” oraz fragmenty spin-offu serii („Nowe przygody Stasia i Nel”) pełniły przede wszystkim funkcje promocyjną. Biorąc pod uwagę intencje twórców oraz cechy formalne „Pierwszej brygady”, błędem jest traktowanie jej jako web-komiksu.  Wypada jednak zaznaczyć, że w ciągu ponad rocznej bytności wyłącznie w Internecie, komiks spotkał się z dużym zainteresowaniem internautów, co potwierdziło wysokie miejsce na liście podsumowującej polski web-komiks za rok 2006 na Alei Komiksów.

Słów kilka o stronie graficznej komiksu. Janusz Wyrzykowski operuje realistyczną kreską z tendencją do stosowania skrótów i uproszczeń. Umiejętnie różnicuje kompozycje poszczególnych kadrów oraz dobrze radzi sobie z realistycznym oddaniem otoczenia, co umożliwia prowadzenie narracji bez przeładowania komiksu słowami. Układ kadrów na stronie jest bardzo linearny, co z jednej strony czyni opowieść czytelną, z drugiej jednak – w zestawieniu z dość dużymi rozmiarami kadrów – nieco trąci nudą. Wyrzykowski stosuje kilka interesujących zabiegów stricte komiksowych – powtarzający się motyw zegarka, zlepienie kilku kadrów na jednym, wspólnym tle, teledyskowe sekwencje szybkich kadrów (absolutną rewelacją jest migawkowe zestawienie pod koniec komiksu 4 bohaterów wykonujących równolegle różne czynności!) – niestety giną one w morzu linearności i to nie one stanowią o ogólnym obrazie komiksu. A szkoda.

Jako że mamy do czynienia ze steampunkiem, warto wspomnieć o niezwykłych urządzeniach, które są bardzo istotnym elementem konwencji. Pod tym względem Wyrzykowskiemu należą się naprawdę duże brawa: może za wyjątkiem pewnego rosyjskiego cyborga, który nie do końca mnie przekonał, wszystkie wprowadzone do „Warszawskiego pacjenta” alternatywne urządzenia są znakomite. I prawdę mówią ci, którzy uważają podwójny splash-page z „Izabelą” za mistrzostwo Polski!

ImagePodtrzymując zabieg wykorzystany w internetowej wersji komiksu, autorzy zastosowali monochromatyczną gamę kolorystyczną, co uwydatniło steampunkowy klimat komiksu. „Warszawski pacjent” rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych, narysowanych w różnych odcieniach: bieżącą akcję oddano w kolorystyce sepii, natomiast opowieść Piłsudskiego w stalowo-szarej tonacji. Ułatwia to rozróżnienie teraźniejszych i przeszłych wydarzeń. Autorzy zapowiadają, że monochromatyczna kolorystyka zostanie utrzymana do końca serii.

„Pierwsza brygada” ma dwóch scenarzystów: Krzysztof Janicz odpowiada za historyczne i steampunkowe elementy historii oraz ogólny pomysł, natomiast Tobiasz Piątkowski układa te elementy w wartką akcję komiksu. „Warszawski pacjent” jako pierwszy tom serii – autorzy zapowiadają, że zamknie się ona w około 4, 5 zeszytach – wprowadza nas w całe postmodernistyczne uniwersum. Pracując nad scenariuszem Janicz przekopał się przez wiele materiałów historycznych dotyczących Piłsudzkiego oraz realiów przełomu XIX i XX w. Komiks jest znakomitą grą, do której zapraszają nas autorzy: wyobraźmy sobie Piłsudzkiego, który uciekając z syberyjskiego zesłania natyka się w środku zlodowaciałej tundry na latającą machinę parową, z której wyskakuje angielski agent – stylizowany na Jamesa Bonda Staś Tarkowski – z karabinem, którego nie powstydziłby się Terminator… co się będzie działo później, nie sposób przewidzieć: jedynie wyobraźnia twórców jest tutaj granicą, a już po pierwszym zeszycie serii można śmiało powiedzieć, że dziać się będzie niemało!

Kolejnym zabiegiem mającym na uwadze podkreślenie steampunkowego charakteru komiksu jest stylizacja języka. Pomysł sam w sobie dobry, natomiast dość niebezpieczny: w kontekście całości teksty w stylu „Panowie, nasza misja jest najwyższej wagi” nie do końca budzą moje zaufanie i mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

ImageO „Warszawskim pacjencie” można powiedzieć wiele dobrych rzeczy. Dla mnie najistotniejszą tutaj sprawą jest jego 100% mainstreamowość. O problematycznej sytuacji polskiego komiksu środka pisaliśmy już o przy okazji „Deduktora ”. „Warszawski pacjent” jest kolejnym bardzo udanym projektem, którego twórcy głośno mówią o swojej mainstreamowości. Nie jest przypadkiem, że właśnie w kontekście wydania tego komiksu, pojawiły się takie opinie jak np. Kuby Oleksaka (Below Radars): „tak się zastanawiam, czy nie dałoby się dołożyć Wyrzykowskiemu jeszcze Nowakowskiego (bardziej polskiego), Mazura z Kowalskim (bardziej europejskich) i Adlera (bardziej mangowego) i żeby powoli mówić o zaczątkach polskiej szkoły mainstreamowej po Wróblewskim ?”

Nazwa serii („Pierwsza brygada”) jednoznacznie odwołuje się do historii Polski, świadomie nawiązuje do tematu walki o niepodległość. Autorzy rozgrywają go w bardzo oryginalny sposób. Niewątpliwie właśnie to w znacznym stopniu przyczyniło się do pojawienia się informacji o „Warszawskim pacjencie” w mediach nie-komiksowych, choć gra tu też rolę tryumfująca u nas obecnie moda „retro” (Krajewski, Lewandowski, Jacek Dukaj w „Lodzie”…). Co ważne, zaproponowana przez autorów gra z historią Polski wszystkim się spodobała i nikt za nie czuje się urażony specyficznym podejściem do osoby Piłsudskiego.

Autorzy zapewniają, że ogólny zarys całości cyklu jest już gotowy. Potwierdza to przejrzysta kompozycja części pierwszej, stopniowe wprowadzanie pewnych elementów i postaci, które odegrają rolę w następnych zeszytach. Pomysłowi na „Pierwszą brygadę” wystawiam najwyższą ocenę, a pierwszy tom uważam za całkiem udany prolog: przygodowy, sensacyjny, inteligentny. Z niecierpliwością czekam zatem na ciąg dalszy.

Pierwsza Brygada - 1 - Warszawski pacjent

Scenariusz: Krzysztof Janicz, Tobiasz Piątkowski
Rysunek: Janusz Wyrzykowski
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 12/2007
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Wydanie: I
Cena z okładki: 32,90 zł