Advertisement
Strona główna
Naśladowcy, Ingar Johnsrud: recenzja
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Złe wzorce

„Naśladowcy” to debiutancka powieść Ingara Johnsruda, norweskiego dziennikarza. Książka, planowana jako pierwsza część cyklu, którego głównym bohaterem będzie policjant Fredrik Beier, została już porównana do twórczości Jo Nesbø i Stiega Larssona. Ile w tych porównaniach prawdy – o tym za chwilę.

ImageGłównym bohaterem „Naśladowców” jest, jak już wspomniałam, policjant z Oslo, Fredrik Beier. Ze względu na konflikt z szefem i aktualną kondycję psychiczną – zdarzają mu się ataki paniki – zostaje oddelegowany do spokojnej, zdawałoby się, sprawy: zaginięcia kobiety i jej syna. Ostatnio oboje mieszkali w siedzibie sekty Światło Boga. Kiedy jednak policjanci docierają w to miejsce, zdają sobie sprawę, że w tej sprawie nic nie będzie spokojne ani rutynowe. Kilka osób, w tym założyciela i przywódcę sekty, brutalnie zamordowano, pozostali członkowie zniknęli. Uciekli sami? Zostali porwani? Fredrik Beier, Andreas Figueras i ich nowa partnerka, Kafa Iqbal, trafią w sam środek afery, której korzenie sięgają lat trzydziestych XX wieku.

Johnsrud stosuje się do rady Hitchocka: zaczyna od trzęsienia ziemi, później napięcie rośnie. W „Naśladowcach” owym trzęsieniem ziemi jest masowe morderstwo. A później pojawiają się islamiści, terroryści, płatni mordercy… Sporo jak na jedną powieść. Nie odniosłam jednak wrażenia nadmiaru czy przeładowania; Johnsrud nieźle sobie radzi z łączeniem tych elementów w całość, pasują do siebie jak kolejne elementy układanki i składają się w spójną historię. Historię miejscami brutalną, bywa nawet, że wulgarną i balansującą na granicy dobrego smaku – ale jej nieprzekraczającą.

Wspomniałam już, że Johnsruda porównuje się do twórczości Nesbø i Larssona. Coś w tych porównaniach jest. Z Nesbø autora „Naśladowców” łączy brutalny styl, opisujący brutalny świat, z Larssonem – konstrukcja tego świata jako miejsca, w którym polityka jest nieodłącznie powiązana z przestępczością, jest brudną grą, w której wygrywają nie najsilniejsi, a pozbawieni skrupułów. Johnsrud nie jest jednak naśladowcą (!) tych słynnych pisarzy. Owszem, kreuje podobny świat w podobny sposób, ale jego powieść to nie kopia bez polotu. To po prostu kolejna wizja brutalnej, nieprzyjemnej, pełnej przemocy rzeczywistości, w której żyją współcześni Norwegowie. Najbardziej chyba sztampowym elementem tej wizji jest policjant: po przeżytej tragedii Fredrik Beier rozwiódł się, teraz tkwi w związku bez sensu i przyszłości, do tego jest skonfliktowany z przełożonym i cierpi na ataki paniki. Mało to oryginalne, ale mimo to da się tę postać lubić. Również konstrukcja powieści nie jest szczególnie wyjątkowa: Johnsrud przeplata fragmenty opisujące przedwojenną i wojenną przeszłość oraz wątki współczesne. Dla czytelnika jest oczywistością, że w pewnym momencie historia i teraźniejszość się splotą, a sprawy z przeszłości okażą się źródłem współczesnych problemów. Tej prostoty konstrukcji nie uważam jednak za wadę, wprost przeciwnie: gdyby do mnogości kontrowersyjnych tematów serwowanych przez autora (z przeszłości: kwestię higieny rasowej i norweskiego nazizmu, ale i jakże aktualny temat islamskich terrorystów) dodać jeszcze komplikacje stylistyczne, całość mogłaby stać się niestrawna. A tak norweski pisarz przedstawia fascynującą rzeczywistość, nie dając czytelnikowi czasu na nudę, wciąż komplikując fabułę kolejnymi wydarzeniami i tropami. Mogę więc śmiało napisać, że „Naśladowcy” to powieść, po którą warto sięgnąć – ale lepiej miejcie pod ręką kostkę (a może i całą tabliczkę) czekolady, by osłodzić gorzką wizję świata, w którym przyszło nam żyć.

Ewa Dąbrowska


Naśladowcy

Ingar Johnsrud
Przekład: Maria Gołębiewska-Bijak
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2016