Advertisement
Strona główna arrow Newsroom arrow Relacja z trzeciego dnia MFK 2016
Relacja z trzeciego dnia MFK 2016
czwartek, 02 czerwca 2016

Relacja z trzeciego dnia MFK 2016

Co ma Szekspir do kryminału, jakie relacje mogą łączyć sprawcę i ofiarę, jaka jest recepta na sukces pisarzy młodych i pięknych, a w efekcie bogatych oraz co kryje w sobie „Nowy Tajny Detektyw” – tego wszystkiego (i wiele więcej) można się było dowiedzieć trzeciego dnia Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2016. Tyle za dnia, a wieczorem… Środowy wieczór należał do zespołu Tajny!

Rok szekspirowski nie mógł zostać zignorowany przez ludzi nauki, którzy podczas porannego panelu tropili ślady Szekspira w kryminale. Trzeba przyznać, że tropili wytrwale - w literaturze od czasów Agathy Christie po powieści współczesne, a i o film zahaczyli, zastanawiając się m.in. nad tym, czy X muza nadaje się do tego, by szekspirowskie historie opowiadać. W rolach prelegentów wystąpili m.in. Anna Gemra i Wojciech Kajtoch.


Tyle o poranku, a co przyniosło nam popołudnie?

 

Na przystawkę zaserwowano poprowadzony przez Sebastiana Zakrzewskiego panel „Nauka w praktyce śledczej – między sprawcą a ofiarą”. Specjalizujący się w kryminalistyce i kryminologii, profesor Maciej Szostak spotkał się wreszcie z uczestnikami Festiwalu w świetle dnia (do tej pory snuł opowieści raczej wieczorami, przy klimatycznym świetle podkreślającym mroczność owych historii). Nie zmieniło to faktu, że mrocznie pozostało. Tym razem towarzyszył mu dr Rajnhardt Kokot specjalizujący się w prawie karnym. Paneliści na dobry początek odebrali nam poczucie bezpieczeństwa, informując, że 80% ofiar zabójstw znało wcześniej swego kata, a dwie trzecie pozostawało z nim w bliskich relacjach. Często seksualnych.

Wyjaśniło się też to, dlaczego Festiwal Kryminału przyciąga tak liczne grono słuchaczy. Cóż… Ciągnie nas do tego co niebezpieczne jak ćmy do światła. Niebezpieczne bywa tożsame z interesującym. Ot, i cała prawda o nas samych.

 



Gdy spotka się dwóch znawców kryminalistyki, to tworzy się coś na kształt „neverending story”. Prelegenci chętnie odpowiadali na liczne pytania, bez względu na to, czy dotyczyły obrony koniecznej, syndromu sztokholmskiego, nagonki medialnej na domniemanych sprawców zbrodni, Ewy Tylman czy paskudnej zbrodni na dalekiej wyspie, której nazwę pewnie większość słyszała pierwszy raz w życiu.

Choć świat sprzysiągł się przeciwko uczestnikom kolejnego panelu, „Jesteśmy młodzi, piękni i bogaci”, ostatecznie spotkanie zakończyło się sukcesem. Mimo złośliwej nawigacji, Katarzyna Puzyńska dotarła do Mediateki i z wrodzoną sobie gadatliwością oraz szerokim uśmiechem opowiadała o tym, jak to jest mieć ponad  11,5 tysiąca fanów na Facebooku, ponad 2 tysiące obserwatorów na Instagramie, sześć wydanych książek w ciągu dwóch lat itp. Prowadząca spotkanie, Zofia Jurczak-Kopocińska obsypała autorkę faktami, które robią ogromne wrażenie, a Katarzyna Puzyńska opowiadała o swym pracoholizmie i wszystkim tym, co sprawia, że z dnia na dzień przybywa jej fanów. Milczała tylko o jednym. O filmie na podstawie jej twórczości. Choć chętnie przytaczała komentarze swych nielicznych hejterów, cofała się do wspomnień z dzieciństwa i pierwszej, jakże słodkiej pracy w szkolnym sklepiku, na temat filmu milczała jak zaklęta, podsycając zainteresowanie wszystkich obecnych.



Wielkim Nieobecnym panelu był Remigiusz Mróz. Jego nawigacja działa całkiem sprawnie, ale nawet ona była bezradna wobec korków na autostradzie. Co robi w takiej sytuacji pisarz, któremu zależy na spotkaniu z czytelnikami? Zapowiada: przyjadę, choćby nie wiem co. Co robią fani, którym zależy na towarzystwie ulubionego pisarza? Czekają wytrwale! Dzięki determinacji obu stron spotkanie nie tylko doszło do skutku, ale i nie było nikogo, kto opuściłby je zawiedziony.

Danie główne za nami, czas na deser.

Z Mediateki przenieśliśmy się do Starego Klasztoru, gdzie w klimatycznym, gotyckim wnętrzu Irek Grin rozmawiał z tymi, którzy „spotkali się przypadkiem i wystąpili jako support koncertu”. Prawda jest jednak taka, że przypadku w tym nie było, bo poetka Barbara Klicka i poeta oraz pisarz Jacek Dehnel znają się od wielu lat. Ich wspólna praca zaowocowała powstaniem „Nowego Tajnego Detektywa”, swego rodzaju wskrzeszenia ilustrowanego tygodnika kryminalno-sądowego  „Tajny Detektyw”, który, jak na przedwojenny brukowiec przystało, rozpalał wyobraźnię czytelników z tamtego okresu.

 


Pisarski duet odbrązawia tamten międzywojenny czas, opowiadając raczej o uzależnieniu eterem niż pięknych samochodach, o zbrodniach, a nie ploteczkach z salonów. Snute opowieści doskonale pasowały do półmroku panującego w budynku i wprowadziły czytelników w nastrój niecierpliwego oczekiwania na wisienkę środowego tortu kryminalnego.


 

Na scenie pojawił się zespół Tajny, który wedle zapowiedzi Jacka Dehnela miał sprawić, że słuchaczom będzie „chodził” organ za organem. I… tak się stało. Mocny, niski głos wokalistki, głośna muzyka i przejmujące teksty zagwarantowały udany finał trzeciego dnia Festiwalu.

Anna Rychlicka-Karbowska

Zdjęcia Max Pflegel

więcej zdjęć z trzeciego dnia Międzynarodoweog Festiwalu Kryminału