Advertisement
Strona główna arrow Newsroom arrow Relacja z siódmego dnia MFK 2016
Relacja z siódmego dnia MFK 2016
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Relacja z siódmego dnia MFK Wrocław 2016

Wszystko dobre,  co się dobrze kończy. Choć największe emocje towarzyszyły sobotniej gali wręczenia Nagród Wielkiego Kalibru, nie znaczy to, że w niedzielę warto było spać do południa i nie interesować się tym, co zaplanowano na ostatni dzień Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2016.


Tego dnia można było wziąć udział w grze miejskiej mającej jakże złowieszczą nazwę „Wszyscy muszą zginąć”, a kto nie zdążył się zapisać lub lubi usiąść oko w oko z pisarzem, by dowiedzieć się o nim i jego twórczości więcej, niż to wynika z jego książek, mógł zajrzeć do Mediateki, gdzie gośćmi byli kolejno: Jens Lapidus i Chris Carter.



Jens Lapidus, którego kolejny THRILLER „Sztokholm delete” będzie miał polską premierę lada dzień, jest pisarzem bardzo rozpoznawalnym w swojej rodzinnej Szwecji. Bywa, że jest zaczepiany na ulicy. Cóż, okazuje się, że choć w Szwecji, podobnie jak w Polsce, niełatwo wyżyć z pisarskiego rzemiosła, ale twórcy literatury kryminalnej cieszą się statusami celebrytów.


Autor zdradził nam jak pracuje nad swoimi książkami. Przyznał, że te powieści, które tworzył nocą mają w sobie więcej mroku. Ciężko mu się zabrać za pisanie. Gdy siada przed pustą kartką, wynajduje sobie mnóstwo zajęć, byle tylko opóźnić moment zapisania pierwszego zdania. Nagle czuje potrzebę surfowania po Internecie, sprawdzenia poczty, wykonania telefonu do żony, sprawdzenia poczty, skorzystania z toalety, sprawdzenia… Jednak, gdy w końcu zasiądzie do pracy, to pisanie idzie mu już bardzo szybko.


Jako, że Jens Lapidus jest prawnikiem, nie obyło się bez opowieści na temat tego, jak wykonywany zawód wpływa na jego twórczość. Potencjalnych klientów szwedzkiego adwokata śpieszę uspokoić – nie ma szans, by znaleźli siebie i swój problem na kartach powieści. Literatura literaturą, ale etyka jest dla autora najważniejsza.


Na koniec zagadka: co ma wspólnego twórczość naszego Szweda i młodociana gangsterka? Otóż okazuje się, że bardzo często, gdy policja robi nalot na miejsce zamieszkania młodego gangstera, znajduje u niego dwie rzeczy. Plakat z filmu „Człowiek z blizną” i… książkę Jensa Lapidusa.

 


Gościem zamykającym tegoroczną edycję Międzynarodowego Festiwalu Kryminału był Chris Carter, znany z dynamicznego, przerażającego i zaskakującego cyklu o ogromnie inteligentnym detektywem Hunterem. Nim pochodzący z Brazylii bestsellerowy pisarz podbił rynek literacki, parał się różnymi zawodami. Pracował m.in. jako psycholog kryminalny (w USA, dlatego choć obecnie mieszka w Londynie, akcje swoich thrillerów osadza w Los Angeles, mieście, które zna z tamtych czasów), był członkiem rockowej kapeli, zdarzało mu się pracować przy „przerzucaniu” hamburgerów, a nawet w roli tancerza erotycznego.


Rolę psychologa porzucił dla rocka (dziewczyny bardziej lecą na facetów z gitarą niż zgłębiających ludzkie umysły), a rocka dla literatury. Gdy napisał pierwszy rozdział „Krucyfiksu”, podsunął go swojej dziewczynie. Ta uznała go za świetny tekst, ale autor jej nie zaufał, bo przecież swojemu facetowi z pewnością, by nie powiedziała nic innego. Podsunął więc trzy rozdziały swoim przyjaciołom. Sytuacja się powtórzyła. W końcu znalazł czytelników przez Internet i dopiero, gdy obce osoby zareagowały na tekst z entuzjazmem, uznał, że może faktycznie jego pisanina jest coś warta. Wydawca, do którego posłał tekst, oczywiście to potwierdził. „Krucyfiks” zapoczątkował całą serię książek, która będzie kontynuowana tak długo, jak czytelnicy będą chcieli ją czytać.


Co jeszcze warto wiedzieć o Chrisie Carterze? Cierpi na bezsenność, za to nie cierpi kotów (i w ogóle wszelkich zwierząt domowych, choć jego dziewczyna trzyma w ich wspólnym mieszkaniu dwa miauczące stworzenia). Jedna z jego postaci została uznana za bardziej przerażającego bohatera niż sam Hannibal Lecter. Unika pisania o mordercach dzieci. Ludzie często mylą go z imiennikiem, twórcą „Z archiwum X”. Świetnie gotuje, a jego specjalnością jest… popcorn! Radośnie wymachując rękami koronował się królem popcornu. Jeśli więc macie ochotę na ten specjał o smaku… arbuzowym, to wiecie już do kogo się zgłosić.


To był mocny akcent na zakończenie Festiwalu. I tylko jednego żal. Następna taka impreza dopiero za rok!

Anna Rychlicka-Karbowska

Zdjęcia Max Pflegel

Zobacz więcej zdjęć