Advertisement
Strona główna
Aorta, Bartosz Szczygielski: recenzja
poniedziałek, 28 listopada 2016

Pruszkowskie tajemnice

Marta Guzowska, Agnieszka Krawczyk, Anna Trojan, Bartłomiej Biesiekirski, Joanna Marat, Piotr Bolc i Mateusz M. Lemberg – to uczestnicy Kryminalnych Warsztatów Literackich organizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, którzy zadebiutowali już jako autorzy powieści. Do ich grona dołączyli w tym roku Robert Małecki i Bartosz Szczygielski. O powieści „Najgorsze dopiero nadejdzie” Małeckiego już pisałam, teraz przyszła kolej na „Aortę” Szczygielskiego. Oba debiuty łączy jedno: z pewnością można je uznać za udane.

ImageAkcja powieści Bartosza Szczygielskiego toczy się w Pruszkowie. To tutaj mieszka komisarz Gabriel Byś z Komendy Stołecznej. I to tutaj właśnie ktoś zabija kobietę, w okrutny sposób masakrując jej ciało. Byś zostaje oddelegowany na pomoc lokalnej policji. Nie tylko dlatego, że „góra” chce nadzorować śledztwo; to ostatnia szansa komisarza, by po niedawnej wpadce zrehabilitować się w oczach komendanta – i własnych.

Chyba wszyscy wiedzą, gdzie leży Pruszków. Nie byłoby tak, gdyby był typowym małym miastem, jakich w Polsce wiele. Pruszków jest jednak naznaczony swoją gangsterską przeszłością – to tutaj (i w okolicy) działała w latach dziewięćdziesiątych mafia zajmująca się przemytem, haraczami, porwaniami, zabójstwami na zlecenie… To jednak przeszłość. A może nie? Zbrodnia w „Aorcie” nie jest kameralna, taka, jakiej moglibyśmy się spodziewać po małym miasteczku. Nie, tutaj zbrodnia to dopiero początek. W powieści bowiem dzieje się bardzo dużo. Może nawet: ciut za dużo. Narkotyki, prostytucja, byli wojskowi i gangsterzy, morderstwa… Na szczęście autor składa wszystkie wątki w logiczną całość, dzięki czemu historia się klei i nie pęka w szwach (choć przyznać trzeba, że niewiele jej do tego brakuje).

Tak się złożyło, że w ubiegłym tygodniu recenzowałam powieść Joanny Opiat-Bojarskiej „Niebezpieczna gra”, którą podsumowałam stwierdzeniem, że wszelkie niedociągnięcia stylu autorka wynagradza czytelnikowi fabułą. Tutaj mogłabym pokusić się o odwrotne stwierdzenie: wszelkie zastrzeżenia, które można by mieć do warstwy fabularnej „Aorty” (wspomniana już nadmiarowość czy przesadzone zakończenie), znikają pod świetnym stylem autora, pełnym czasem złośliwego, czasami ironicznego, ale zawsze inteligentnego humoru. Na dowód dwa fragmenty, w których zawiera się wszystko to, za co polubiłam „Aortę” właściwie od pierwszej strony:

Szyk to ostatnie, czego wymagano na posterunku. Im mniej funkcjonariusz rzucał się w oczy, tym lepiej na tym wychodził. Czasem na komendę przychodziły pisma pochwalne, w których pisano, że policjanci tak dobrze się maskują w co bardziej niebezpiecznych rejonach miasta, że w ogóle ich tam nie widać.

Gabriel wszedł do kuchni. Przyłożył dłoń do stojącego na kuchence czajnika, z którego płatami odchodziła emalia.
– Zimny i pusty. Jak całe mieszkanie. – Za taką kwestię powinien dostać posadę tekściarza w Comie.

Świetny styl to pierwsza zaleta „Aorty”. Druga – to dobrze poprowadzona narracja. Autor często zmienia perspektywę, dzięki czemu powieść jest bardzo dynamiczna i ani przez chwilę nie nudzi. I wreszcie trzecia – bohaterowie. Już na początku dowiadujemy się, że komisarz Gabriel Byś nie jest ani cierpliwy, ani pokorny wobec przełożonych, których poleceń słucha właściwie tylko wtedy, kiedy mu odpowiadają. Nie jest to jakaś wyjątkowa postać w kryminale – policjant, który poświęca się dla sprawy, życie osobiste odkładając na bok (nie tylko dlatego, że owa sprawa to jego zawodowe „być albo nie być”; ten typ po prostu tak ma). A jednak jest w nim coś, co go wyróżnia: to połączenie inteligencji, która sprawia, że niczym Holmes z drobnostek potrafi odczytać prawdę, z cynizmem, dzięki któremu bez trudu dogadałby się z Marlowe’em. (Jest zresztą w wizji świata kreowanej przez Szczygielskiego pewne powinowactwo z kryminałem NOIR: upadek moralny większości bohaterów „Aorty” jest niezaprzeczalny. Choć z drugiej strony – dla niektórych jest jeszcze jakaś nadzieja). Warto też zwrócić uwagę na innych bohaterów powieści, zwłaszcza kobiety: policjantkę, która przeżyła tragedię, i prostytutkę, która próbuje zerwać z dotychczasowym życiem. Wbrew pozorom łączy je mnóstwo, a żadna z nich nie jest oczywistą postacią. I tylko bandzior pozostaje w „Aorcie” w stu procentach bandziorem.

Cóż mogę napisać na koniec? Chyba tylko jedno: oby jak najwięcej takich debiutów!

Ewa Dąbrowska


Aorta
Bartosz Szczygielski
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2016