Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Sztokholm delete, Jens Lapidus: recenzja
Sztokholm delete, Jens Lapidus: recenzja
poniedziałek, 19 grudnia 2016

Przeszłość deleted?

O Jensie Lapidusie głośno, przynajmniej w świecie THRILLERów, zrobiło się całkiem niedawno temu. Autor wszedł na rynek w roku 2006, napisał tak zwaną „Czarną trylogię sztokholmską” („Szybki cash”, „Zimna stal”, „Życie deluxe”), potem zaczął kolejną, o przygodach Teddy’ego i Emelie, a w międzyczasie popełnił trzy pomniejsze publikacje. „Sztokholm delete”, środkowa część drugiej trylogii pisarza, to solidny, nowoczesny thriller. Może nie wybitny, ale gwarantujący konkretną porcję mocnej, kryminalnej rozrywki podanej w naprawdę dobry sposób.

ImageDla Tony’ego to miała być rutynowa kontrola. Ludziom często włączają się alarmy, wystarczy chwilowy brak dostawy prądu, okno, które otworzy podmuch wiatru… Właściciele nie zwrócą na to większej uwagi, pójdą spać, ale firma ochroniarska musi sprawdzić, co się zdarzyło. Tym razem jednak coś jest nie tak. Najpierw Tony mija znajdujący się w rowie samochód, zaraz potem jego uwagę zwraca niezwykła cisza. Zaczyna sprawdzać, szukać, znajduje zwłoki zmasakrowanego mężczyzny. Wtedy przypomina sobie o samochodzie, rusza do niego, a za jego kierownicą odnajduje nieprzytomnego człowieka. Czyżby to był sprawca morderstwa? Wszystko na to wskazuje.

Obrony podejrzanego podejmuje się nie kto inny, jak Emelie, ale robi to w sekrecie przed innymi. Jej nietypowy partner, Teddy, który niegdyś był gangsterem, także nie pozostaje bez znaczenia dla całej sprawy. Przeszłość upomina się o niego, a sprawa z każdą chwilą robi się coraz trudniejsza. Pozostaje też pytanie, dlaczego mężczyzna zginął. I drugie: kto go zabił, jeśli nie zrobił tego podejrzany?

Nie czytałem pierwszego tomu losów Teddy’go i Emelie, ale, co wie chyba każdy miłośnik thrillerowych serii, nie stanowi to większej przeszkody w cieszeniu się wyrwanymi z kontekstu tomami. Owszem, na pewno coś straciłem, nie czytając „VIP roomu”. Ale po prostu dobrze się bawiłem podczas lektury „Sztokholm delete”, a o to właśnie chodzi, prawda?

Co jest w tej powieści zaletą? Na pewno realizm w prezentacji bohaterów i działań. Do tego oczywiście nietypowa dwójka wiodących postaci, ciekawie rozpisana i przyjemnie zaprezentowana. I niezła fabuła: nieprzesadzona, nie epatująca nadmiarem zdarzeń, ale też nie przynudzająca zbyt małą liczbą wątków. Lapidus nie kombinuje na siłę i to trzeba mu oddać. Do tego, mimo pewnej nowoczesności, zagadką bawi się w dość klasyczny sposób. Przede wszystkim jednak pisze dobrze i choć powieść liczy ponad 500 stron (warto dodać, że zadrukowanych nieszczególnie dużą czcionką), nie znajdziemy w niej dłużyzn. Naprawdę wciąga! Dlatego też polecam ją Waszej uwadze. Ja z pewnością sięgnę kiedyś po inne książki szwedzkiego pisarza.

Michał Lipka

Sztokholm delete
Jens Lapidus
Przekład: Agata Teperek
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2016

Recenzja powieści "Szybki cash"

Wywiad z Jensem Lapidusem