Advertisement
Strona główna
Zabójca z sąsiedztwa, Alex Marwood: recenzja
poniedziałek, 02 stycznia 2017

Przez dziurkę od klucza

Kamienicznik jest ucieleśnieniem najgorszych koszmarów każdego wynajmującego. Skąpy, wścibski i odpychający, nie ma w sobie niczego, co wzbudza sympatię lub zaufanie. A mimo to na jego pokoje nie brakuje chętnych. Co takiego przyciągającego ma w sobie zaniedbana kamienica w szemranej dzielnicy Londynu?

ImageTo miejsce przede wszystkim daje schronienie – brak umowy najmu i płatność w gotówce sprawiają, że można z niego w każdej chwili zniknąć i nie zostawić po sobie śladu. Z możliwości tej postanowiła skorzystać Collette, uciekająca przed swoim poprzednim pracodawcą. Kobieta szybko przekonała się, że w domu przy Beulah Grove 23 każdy ma tajemnicę. Sąsiedzi unikają swoich spojrzeń, nie zadają pytań i najchętniej nie otwieraliby nikomu drzwi. Jednak pewnej upalnej nocy muszą zawrzeć sojusz. Nie wiedzą tylko, że wśród nich jest seryjny morderca i że ten wybrał już następną ofiarę.

Alex Marwood od samego początku wrzuca czytelnika na głęboką wodę. Przedstawia wątki kilku osób, z których każda może być potencjalnym zabójcą, wszyscy bowiem mają coś do ukrycia. Nie pomaga w tym ich dziwne zachowanie – niewpuszczanie nikogo do pokoju, słuchanie od rana do wieczora „Walkirii” Wagnera czy ukryta kamera we wspólnej łazience. Siedemdziesięcioletnia Vesta ma oczywiście coś z miłej, starszej pani, jednak nie można jej zaszufladkować – wiele razy zaskoczyła mnie ciętą ripostą i zdecydowanym działaniem. Młodziutka Cher jest wyjątkowo zaradna i sprytna jak na swój wiek, a Thomas to gaduła, którego nikt nie chce słuchać. Jest jeszcze Hossein, szarmancki i pomocny, milczący nauczyciel muzyki Gerard oraz Collette – nowa mieszkanka kamienicy. Dom przy Beulah Grove 23 ma też jeszcze jednego lokatora: czarnego kota o wdzięcznym imieniu Psychol.

„Zabójca z sąsiedztwa” to przykład klasycznego kryminału, z zamkniętą przestrzenią i określoną liczbą postaci. Alex Marwood postawiła na mnogość wątków i tylko dwa powiązania między lokatorami: kamienicę oraz sojusz, który musieli zawrzeć. Od samego początku uwagę zwraca realizm i znak naszych czasów: mieszkając ściana przy ścianie, nie wiemy, kto tak naprawdę śpi po drugiej stronie. Nawet jeśli znamy jego nazwisko, zawód i imiona dzieci, nie wiemy nic więcej, w większości przypadków nawet nie przestąpiliśmy czyjegoś progu. Odkąd nie musimy pożyczać szklanki cukru, więzi między sąsiadami znacznie się osłabiły. I na tym właśnie fundamencie Marwood zbudowała swoją powieść. Okazuje się bowiem, że bardzo łatwo można się wtopić w tłum i bezkarnie realizować swój morderczy plan.

Autorka zdecydowała się też stworzyć nietuzinkową postać mordercy. Jego modus operandi niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale to, co robi z ciałem ofiary, jest równocześnie fascynujące i obrzydliwe. Uważam, że już tylko z tego powodu warto sięgnąć po „Zabójcę z sąsiedztwa”, bo nigdzie indziej o tym nie przeczytacie. Trzeba też dodać, że Marwood dość szybko odkrywa karty – tożsamość sprawcy znamy na długo przed końcem książki. Dzięki temu zabiegowi moja ciekawość co do dalszych wydarzeń tylko wzrosła. I nie zawiodłam się – zwroty akcji tylko potęgowały napięcie.

„Zabójca z sąsiedztwa” to druga książka Alex Marwood, brytyjskiej dziennikarki piszącej pod pseudonimem. Za swój debiut, „Dziewczyny, które zabiły Chloe”, autorka zdobyła nagrodę imienia Edgara Allana Poe. Druga książka nie powtórzyła tego sukcesu, ale i tak warto ją poznać.

Izabela Lemke


Zabójca z sąsiedztwa
Alex Marwood
Przekład: Magdalena Koziej
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2016