Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Zaginione, Lone Theils: recenzja
Zaginione, Lone Theils: recenzja
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Walizka pełna tajemnic

Debiuty literackie rzadko są naprawdę udane, szczególnie jeśli reprezentują popularny w danym momencie gatunek. Dlatego po pierwszej powieści Lone Theils nie spodziewałem się wiele. Sięgnąłem po nią, bo zaciekawiła mnie opowieść, w którą włączono autentyczną historię mordercy (po lekturze podaję to jednak w wątpliwość). I muszę przyznać, że bawiłem się całkiem nieźle. Owszem, „Zaginione” nie są wielką powieścią, to po prostu poprawny THRILLER, niemniej jako niezobowiązująca rozrywka sprawdzą się naprawdę dobrze, przy okazji oferując kilka świetnych momentów.

Image„Dzieci były świadkami gwałtu na swojej nauczycielce, nim same zostały zamordowane maczetami. Wyrzynano całe wioski, dopóki oprawcy nie byli już zbyt zmęczeni; ocalałych zamykano wraz z ciałami zabitych aż do następnego dnia, w którym mordowanie kontynuowano”. Duńska dziennikarka Nora Sand, która przeniosła się do Londynu, podobnych historii musi wysłuchiwać na co dzień. Nic więc dziwnego, ze jest już nimi zmęczona, a pisanie kolejnych artykułów na ich podstawie zaczyna ją wręcz odpychać. Wkrótce jednak trafia na sprawę, która pochłonie ją bez reszty. Pewnego dnia kupuje w sklepie ze starociami nieotwieraną od lat walizkę. W środku znajduje zdjęcia dziewczyn. Na jednym z nich rozpoznaje Lisbeth i Lulu, nastolatki, które zaginęły w latach osiemdziesiątych w trakcie podróży statkiem. Do dziś nikt nie poznał ich losu, chociaż sprawą żyła cała Dania. Żeby było ciekawiej, walizka ma podpis „B. Hix” – skojarzenie z seryjnym mordercą Billem Hixem nasuwa się więc samo. Zabójca został załapany, ale ciał jego ofiar nigdy nie znaleziono. Zagadka rozwiązana? Mogłoby się tak wydawać. Tyle że jedno ze zdjęć zrobiono już po uwięzieniu Hixa…

„Zaginione” to thriller napisany w bardzo sprawny i przyjemny sposób. Co poza tym ma do zaoferowania? Całkiem ciekawą zagadkę, typowo skrojonych bohaterów i realizm w ujęciu tematu pracy reporterskiej. To ostatnie wynika z zawodu wykonywanego przez autorkę, która z głównej bohaterki swojego literackiego debiutu uczyniła własne alter ego. Lone Theils, podobnie jak Nora, jest duńską dziennikarką mieszkającą w Londynie, a wśród istotnych kwestii, jakimi w swojej karierze się zajmowała, znalazł się między innymi konflikt w Kosowie – co widać na samym początku powieści, kiedy z chłodną precyzją autorka opisuje mordowanie dzieci i całych wiosek.

Niestety, im dalej postępuje akcja, tym więcej się psuje. W pewnym momencie tempo spada, a zagadka przestaje zaskakiwać. Na szczęście jednak potem wszystko wraca na właściwe tory, a sam finał oferuje kilka udanych zwrotów akcji. „Zaginione”, nawet jeśli nie zachwycają, na pewno nie nużą. To po prostu kolejny niezły thriller, który zapewni kilka miłych wieczorów fanom gatunku. Lubicie zbrodnie, zagadki i wyrazisty klimat połączony z lekkim stylem (mnie kojarzącym się z pisarstwem Faye Kellerman)? Nie zawiedziecie się.

Michał Lipka

 

Zaginione
Lone Theils
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2016