Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Czarne światło, Marta Guzowska: recenzja
Czarne światło, Marta Guzowska: recenzja
poniedziałek, 13 lutego 2017

Czarny… humor

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Guzowskiej nie było udane. Powieść, która jakiś czas temu trafiła w moje ręce, skończyła na półce po zaledwie kilku stronach lektury. Nie mój styl, tematyka miałka, pomysły nijakie… Dlaczego zatem sięgnąłem po „Czarne światło”? Ponieważ zaciekawił mnie opis i lubię dawać autorom drugą szansę. Czy było warto w tym przypadku? Na pewno nie żałuję, chociaż swoje ewidentne minusy i błędy powieść posiada.

ImageFabuła „Czarnego światła” kręci się wokół znikania zwłok z wykopalisk. Archeolodzy w małym miasteczku pod Warszawą w trakcie rutynowych zajęć wykopują szczątki człowieka, którego ktoś pochował tak, jak niegdyś chowano wampiry. Związane sznurkiem kończyny, kołek (czyżby osikowy?) tkwiący w sercu, wykręcone pod nienaturalnym kątem nogi… Jednak nim ktokolwiek może je dobrze zbadać, ciało znika w nocy. Tak jak cztery wcześniejsze trupy. Dziwna sprawa? Proboszczowi na pewno się nie podoba. A i winny jakiś się znajdzie, bo przecież chorujący chłopak, unikający słonecznego światła, dobrze nadaje się do tej roli. Dla dopełnienia zagadki na pobliskim cmentarzu ktoś rozkopuje groby i wypisuje na nich satanistyczne hasła. Czyżby archeolodzy obudzili jakieś zło? Profesor antropologii Mario Ybl angażuje się w rozwikłanie mrocznej zagadki…

Największym plusem „Czarnego światła” jest coś, co pozornie nie pasuje do THRILLERów, a mianowicie humor. Czarny, cięty, często wulgarny. I jeśli przymkniemy oko na elementy, które mogą budzić wątpliwości (czy naprawdę archeolodzy zostawiliby znalezione zwłoki niezabezpieczone na noc, skoro już wcześniej zniknęło ich kilka sztuk?), możemy naprawdę nieźle się bawić. Nie jest to wprawdzie thriller dla wszystkich – oscyluje gdzieś pomiędzy powagą i próbami budowania napięcia a parodią gatunku – ale można go przeczytać bez bólu, śmiejąc się co chwilę i dając czasem wciągnąć w fabułę.

Jako literackie inspiracje autorka wymienia Stephena Kinga, którego uwielbia. Niestety, do Króla Grozy z Maine jest jej bardzo daleko. Właściwie to nie znajduję tutaj żadnych podobieństw. Ale czy to zarzut? Kinga już jednego mamy (a właściwie niejednego, od kiedy jego synowie też zajmują się pisaniem powieści), a Guzowska nie jest zła. Czytając „Czarne światło” bawiłem się całkiem nieźle i chociaż wiem, że do powieści więcej nie wrócę, nie uważam, by był to czas stracony. Z pewnością znajdą się też czytelnicy, którzy tą książką się zachwycą i będą chcieli więcej. Jeśli więc lubicie lekkie, zabawne thrillery, napisane w dość prosty sposób, z pewnością nie zawiedziecie się „Czarnym światłem”. Warto czasem się pośmiać, nie gubiąc jednocześnie bardziej mrocznych przeżyć.

Michał Lipka


Czarne światło

Marta Guzowska
Wydawnictwo Burda Publishing Polska
Warszawa 2016

 

RECENZJA INNYCH POWIEŚCI MARTY GUZOWSKIEJ:

 chciwosc