Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Syreny, Joseph Knox: recenzja
Syreny, Joseph Knox: recenzja
piątek, 10 marca 2017

Sex, drugs and rock’n’roll

Joseph Knox, zawodowy księgarz i sympatyk kryminałów, postanowił sam zadebiutować jako pisarz. Jeśli tak wygląda jego debiut, to nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na kolejne książki autora.

Policjant po przejściach i z niezbyt chwalebną przeszłością, Aidan Waits, kompromituje się jeszcze bardziej, kradnąc z policyjnego sejfu narkotyki. Grozi mu za to utrata odznaki. Otrzymuje jednak ostatnią szansę – ma zejść do podziemi i zostać wtyczką policji wśród narkotykowych dilerów. Jednocześnie Waits ma tam odnaleźć nastoletnią córkę wysoko postawionego polityka. Skorumpowany świat władzy, narkotykowych bossów i bezwzględnej mafii okazuje się jeszcze bardziej mroczny i niebezpieczny… Manchester po zmroku. Duszny, posępny, niebezpieczny. W tę scenerię idealnie wtapia się główny bohater książki. Policjant niestroniący od alkoholu i narkotyków, który ewidentnie, w pewnym momencie swojego życia, pogubił się. Nie jest to jednak zły człowiek. To on, dzięki narracji pierwszoosobowej, staje się dla czytelnika przewodnikiem po opisanej historii, to jego oczami widzimy to, czego w rzeczywistym świecie wolelibyśmy nie oglądać.

ImageKsiążkę określono mianem urban NOIR i jest to trafne określenie. Miasto nie jest tu jedynie tłem opowieści, a niemalże jej bohaterem. Ciemne bramy, zadymione bary, podejrzane sylwetki kryjące się za rogiem. Po zmroku Manchester diametralnie się zmienia, na ulice wychodzą cienie, które oferują narkotyki i płatną miłość, bilet do raju, który szybko okazuje się piekłem. Tu panują inne zasady, ludzie mówią innym językiem. Przykładowo „ósemka” to heroina, „h” jest bowiem ósmą literą alfabetu. Życiowi rozbitkowie, szukający w podziemiach namiastki szczęścia, szybko uczą się mówić tym językiem. Miasto jest duszne i mroczne, jest niczym czarna plazma, wypełzająca po zmroku i pochłaniająca tych, którzy i tak stoją już nad przepaścią. W książce pada stwierdzenie, iż ludzie mają wiele twarzy, jednak nie tak łatwo je wszystkie dostrzec. Miasto także ma drugą twarz, mroczną i niebezpieczną. Tę o wiele łatwiej dostrzec. I właśnie tam przebywają tytułowe syreny, kobiety, które pośredniczą w handlu narkotykami, odbierają pieniądze i dostarczają je narkotykowym bossom. Są piękne, nie wzbudzają niczyich podejrzeń. To nic, że w środku często są rozbite, na zewnątrz muszą być odważne. Jak w mitologicznej przypowieści o syrenach, które śpiewem mamiły żeglarzy i ciągnęły ich na dno, tak i te syreny kuszą i przyciągają odpowiednią klientelę, której coraz bliżej do życiowego dna.

Jest seks, są narkotyki, jest i rock’n’roll. Knox podzielił swoją opowieść na pięć części, a każdą z nich zatytułował nazwą albumu angielskiej grupy rockowej Joy Division. Motto, rozpoczynające książkę także pochodzi z piosenki tego zespołu. Nie bez powodu autor sięgnął po tę legendarną grupę. Wywodziła się ona właśnie z okolic Manchesteru, a posępny, niezwykle samotny wydźwięk ich muzyki idealnie zespala się z opowieścią Knoxa.

Joseph Knox otwiera przed czytelnikiem bramy Manchesteru po zmroku. Oferuje wszelkie możliwe pokusy, jakie niesie to miasto. Zaprasza do miejsc, w których trzeźwość zastąpiono narkotycznym odurzeniem, gdzie zamiast miłości jest płatny seks, gdzie korupcja zdeptała uczciwość, a miejsce norm i zasad zajęło bezprawie. Okładka książki informuje nas, że „Syreny” nasuwają skojarzenia z takimi filmami, jak „Infiltracja” czy „Donnie Brasco”. Ja dorzuciłabym jeszcze do tego zestawienia „Sin City: Miasto Grzechu” i „Drive”. „Syreny” to naprawdę mocny debiut!

Anna Mazur


Syreny

Joseph Knox
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2016