Advertisement
Strona główna
Rzeźnik, Tony Parsons: recenzja
wtorek, 02 maja 2017

Ubój ludzi

„Krwawa wyliczanka”, pierwszy THRILLER w karierze Tony’ego Parasonsa, autora „Mężczyzny i chłopca”, był jedną z nielicznych pozycji kryminalnych, które tak pozytywnie mnie zaskoczyły. Ciekawy klimat, mocna opowieść, wciągająca zagadka, sympatyczny główny bohater i przyjemny, lekki styl. Wszystko to sprawiło, że śmiało mogłem postawić tę powieść na półce obok dzieł takich gigantów, jak Harlan Coben. Teraz autor przedstawia nam ciąg dalszy losów detektywa Maxa Wolfe’a i robi to w naprawdę znakomitym stylu.

ImageSylwestrowa noc. Początek nowego roku zbliża się wielkimi krokami, ludzie bawią się w najlepsze, słychać śmiechy, muzykę, co jakiś czas wybuchają petardy… Jednak to nie te odgłosy żegnania minionych dwunastu miesięcy budzą nastoletniego chłopca. Ktoś jest w domu, a dokładniej w pokoju rodziców, i to, co się tam dzieje, na pewno nie należy do najprzyjemniejszych. Nastolatek wymyka się po cichu do pokoju siostry, a potem oboje przerażeni rzucają się do ucieczki. Niestety ludzie, którzy byli w ich domu, podpalają budynek. A w środku został przecież ich czteroletni braciszek! Kiedy siostra zawraca, chłopiec wie już, że nigdy więcej jej nie zobaczy. Wystarczy jednak kilka minut, by i on podzielił jej tragiczny los.

Morderstwo bogatego małżeństwa i ich dwójki nastoletnich dzieci w sylwestrową noc w domu na ekskluzywnym londyńskim osiedlu staje się prawdziwym wzywaniem dla detektywa Maxa Wolfe’a. Szczególnie gdy okazuje się, że zaginęło czteroletnie dziecko. Trzeba działać szybko, bo wraz z upływem czasu maleją szanse na jego znalezienie, a z każdą chwilą sprawa staje się bardziej zagadkowa. Zabójstwa dokonano pistoletem do uboju bydła, w przeszłości podobnych przypadków było kilka, ale tylko jeden z nich wydaje się analogiczny – zbrodnia Rzeźnika. Mordercy, który w identyczny sposób zabił ojca i trzech synów, jednocześnie zostawiając przy życiu matkę i córkę. Doszło do tego jednak trzy dekady wcześniej i zabójca pewnie już nie żyje…

Co łączy filmy Tarantino, slashery z lat osiemdziesiątych XX wieku oraz „Psychozę” Hitchcocka? Pewnie można by wymienić sporo takich elementów, ale według mnie najważniejszy jest jeden: wszystkie, choć brutalne, rzadko kiedy ukazywały przemoc bezpośrednio, choć też ani trochę jej nie unikały. Krwawe sceny były wszechobecne, ale częściej widzieliśmy zwłoki, niż to, jak giną ludzie albo jak narzędzie zbrodni wchodzi w interakcję z ich ciałami. Podobnie rzecz ma się z prozą Parsonsa – jest ona brutalna, mocna, ale nie epatuje nadmierną przemocą. Jedną z najbardziej przejmujących scen „Krwawej wyliczanki” była otwierająca sekwencja gwałtu, ukazująca bezsilność ofiary i beznadziejność sytuacji – ale autor nie pokazał samego aktu. Tak samo jest w „Rzeźniku”. Nie widzimy, co dzieje się z ofiarami sylwestrowej nocy, możemy się tego jedynie domyślać. Podobnie jest w scenie, w której ojciec wyrzuca z balkonu noworodka – dziecko spada cztery piętra w dół i… Parsons każe nam wyobrazić sobie, co dalej. Ale plastyczność jego opisów nie pozostawia miejsca na wątpliwości.

Przyznam szczerze, że wolę podobne podejście do tematu niż tryskanie krwią i nurzanie się w szokujących opisach. Brutalność bowiem szybko przestaje szokować, podczas gdy drastyczna niepewność, wsparta olbrzymim napięciem, jakie buduje Parsons, intryguje i potrafi przerazić. Do tego mamy szybkie tempo akcji, dobrze poprowadzoną zagadkę i wyważoną stronę obyczajową – czyli naprawdę smakowity i udany miks. Jeśli więc lubicie opowieści z dreszczykiem, bardzo dobre zarówno pod względem stylu, jak i samej fabuły, „Rzeźnik” oraz wcześniejsze przygody Maxa Wolfe’a to propozycja w sam raz dla was. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak polecić je Waszej uwadze i czekać na ciąg dalszy, zatytułowany „Klub wisielców”. Jestem pewien, że Parsons nie zawiedzie.

Michał Lipka

Rzeźnik
Tony Parsons
Przekład: Janusz Ochab
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017