Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Grzechot kości, Fiona Cummins: recenzja
Grzechot kości, Fiona Cummins: recenzja
piątek, 05 maja 2017

W klatce z własnych kości

Ciało dorosłego człowieka liczy 206 kości. W tyle wyposażyła je natura. Ta sama natura lubi jednak, ujmując rzecz eufemistycznie, płatać figle…

ImagePewnego dnia z przedszkolnego placu zabaw znika pięcioletnia Clara. Niedługo potem ten sam los spotyka niewiele starszego Jakeya. Policja łączy te sprawy ze zniknięciem innej dziewczyny, do którego doszło rok wcześniej. Szybko okazuje się, że sprawcą jest ten sam człowiek, bowiem wszystkie ofiary mają punkt wspólny: zniekształcony szkielet.

Fibrodysplasia ossificans progressiva – choroba zwana „syndromem człowieka z kamienia”, polegająca na postępującym kostniejącym zapaleniu mięśni. To rzadkie schorzenie genetyczne, w wyniku którego mięśnie i stawy stopniowo kostnieją, a wewnątrz organizmu rośnie „drugi szkielet”, zamykając chorego z klatce z jego własnych kości.

Na syndrom człowieka z kamienia choruje Jakey. Clarę dotknęła inna choroba, choć poniekąd pokrewna i również zniekształcająca ciało – ektrodaktylia, zwana potocznie „szczypcami homara”. Dziewczynka ma ręce pozbawione palców, przypominające właśnie odnóża tego skorupiaka.

I tu dochodzimy na postaci porywacza – człowieka, który w swojej chorej fascynacji wynaturzeniami natury celebruje wystawę z ludzkich szkieletów. Przejmuje ją po przodkach, jednak na tym nie poprzestaje. Pragnie bowiem wzbogacać ją o kolejne eksponaty. Gloryfikuje rodzinne muzeum makabry i w swoim chorym umyśle planuje odnaleźć i dołączyć do kolekcji najbardziej zniekształcony szkielet.

Często mawiamy, że dany THRILLER jest mroczny i przyprawia o dreszcze. Ten właśnie taki jest. Czyhanie na dzieci, dotknięte przez niesprawiedliwy los i chorobę, pokój preparatora, przygotowany, by zdejmować z ofiar skóry i usuwać organy, akwaria pełne żuków żerujących na zwłokach i oczyszczających kości z pozostałości mięśni i stawów. I wreszcie muzeum makabry, składające się z zamkniętych w szklanych gablotach, zniekształconych szkieletów.  To historia rodem z Simona Becketta, Francka Thillieza czy samego klasyka: Thomasa Harrisa i jego opowieści o Hannibalu Leckterze. Mnie nasunęły się także skojarzenia z amerykańskim serialem „American HORROR Story. Freak Show”, którego bohaterami byli ludzie schorowani, zniekształceni, między innymi właśnie z ektrodaktylią, na których czyhano, by umieścić ich w swoistym muzeum jako eksponaty.

Autorka „Grzechotu kości”, Fiona Cummins, to brytyjska dziennikarka, która tą właśnie powieścią debiutowała na rynku wydawniczym. Od razu zyskała sporo entuzjastycznych recenzji, a na podstawie książki powstaje już serial telewizyjny. Faktycznie, to mocny debiut, z całym wachlarzem cech, które powinien posiadać dobry thriller. Mamy tu mrok, makabrę, mamy ludzkie wynaturzenia – fizyczne, niezawinione przez biednych, dotkniętych nimi ludzi, i psychiczne – bohaterem jest przecież człowiek rozkoszujący się zniekształconymi szkieletami, kustosz muzeum makabry, który poszukuje wciąż nowych eksponatów.

Wierzcie mi, ta opowieść przyprawia o dreszcze, nawet kiedy siedzimy z książką w wygodnym fotelu, pod ciepłym kocem, w przytulnym zaciszu domowym, nawet kiedy mamy świadomość, że ta historia istnieje tylko na papierze. To chyba najlepsza rekomendacja. Dla miłośników mrocznych thrillerów ta książka to must read!

Anna Mazur


Grzechot kości

Fiona Cummins
Przekład: Maciej Nowak-Kreyer
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2017