Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Ciemna rzeka, Arnaldur Indridason: recenzja
Ciemna rzeka, Arnaldur Indridason: recenzja
poniedziałek, 29 maja 2017

W ciemności

Zacznijmy od tego, że jeśli sięgając po „Ciemną rzekę”, będziecie oczekiwać THRILLERa jakich setki na rynku, możecie się całkiem przyjemnie zaskoczyć. Nie, Arnaldur Indriðason nie stworzył niczego, co wyróżniałoby się szczególnie w swojej grupie, ale jego książkę nie tylko znakomicie się czyta. Jest też na tyle realistyczna, że trudno tego nie docenić. I cóż z tego, że „Ciemna rzeka” to już dziewiąta część cyklu – jak zwykle w takich przypadkach tytuł można czytać samodzielnie.

ImageWszystko było zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Wyszedł z domu dopiero, kiedy nadszedł właściwy czas, żeby nikt go wcześniej nie widział, obszedł bary, wmieszał się w tłum podobnych mu wiekiem imprezowiczów, a w końcu wypatrzył idealną dziewczynę, którą kojarzył, ubraną w koszulkę z napisem San Francisco. Z dodaniem narkotyku gwałtu do jej drinka nie było najmniejszego problemu, potem oboje wyszli i…

Elinborg, policjantka współpracująca z Erlunderem, zostaje wezwana na miejsce zbrodni. W mieszkaniu znaleziono zamordowanego mężczyznę. Zabił go ktoś, kogo ten najwyraźniej sam wpuścił. Nic nie zginęło, nie ma najmniejszych śladów walki, a denat ubrany jest w kobiecą koszulkę z napisem San Francisco. Jak się okazuje, mężczyzna nie miał nigdy problemów z prawem, nie był notowany, a każdy miał o nim dobre zdanie. Kłoci się to z faktem, że w jego kieszeni znaleziono ślady rohypnolu, czyli tabletki gwałtu. A to dopiero początek. Śledztwo się komplikuje, mroczna przeszłość ofiary powoli wychodzi na jaw, ale ciemność wciąż skrywa wiele sekretów…

Ta powieść to mój pierwszy kontakt z prozą Arnaldura Indriðasona. Na szczęście – kontakt udany. Oczywiście twierdzenia o geniuszu tego autora są przesadzone, niemniej reprezentuje on poziom o wiele wyższy niż większość pisarzy tworzących pozycje stricte rozrywkowe. Dba o psychologię postaci, ciekawie nakreśla ich codzienność i nie stara się przy tym iść na łatwiznę, dlatego też relacje pomiędzy nimi wcale nie są oczywiste – widać to doskonale na przykładzie głównej bohaterki i jej kolegi z pracy. Do tego dochodzą kwestie rodzinne. Wpływ pracy na ten aspekt życia widzieliśmy już wprawdzie setki razy, podobnie jak zderzenie prawdziwej pracy policjanta z tym, co serwuje kino (w miejscu, gdzie rocznie zdarzają się może ze trzy morderstwa, trudno być herosem kina akcji), a jednak Indriðason zdołał zawrzeć w swojej opowieści jakąś prostą, ujmującą zwyczajność. Dzięki temu „Ciemnej rzece” bliżej do relacji z prawdziwych zdarzeń niż literackiej fikcji.

Jak widać, najciekawiej wypadają nie wątki gatunkowe, nie samo śledztwo i zagadka, a strona obyczajowa powieści. Autor jednak nie zapomina o tym, że tworzy kryminał. Może nie ma tutaj zbyt wielu zaskoczeń, niemniej fabuła została poprowadzona sprawnie, a klimat ma swój urok. Wśród zalet książki warto także wymienić jej niewielką objętość. Indriðason nie komplikuje nadmiernie zagadki, nie mnoży też wątków, wszystko jest idealnie wyważone, na nudę nie ma miejsca, a lektura w sam raz nadaje się na jeden weekend. Jeśli zatem szukacie udanej powieści z dreszczykiem, niewymagającej, ale i niebędącej tylko lekką, niezobowiązującą rozrywką, sięgnijcie po „Ciemną rzekę”.

Michał Lipka


Ciemna rzeka

Arnaldur Indriðason
Przekład: Jacek Godek
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2017

 

RECENZJE INNYCH POWIEŚCI AUTORA:

Image Image Image