Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Żona mojego męża, Jane Corry: recenzja
Żona mojego męża, Jane Corry: recenzja
poniedziałek, 26 czerwca 2017

Gdy przeszłość puka do drzwi

Dla niektórych czytelników w książce najważniejsza jest fabuła. Historia musi być porywająca, sensowna, oryginalna. Inni największą uwagę zwracają na styl autora. Dobrze, jeśli jest nie tylko poprawny, lecz także bogaty, plastyczny. Są też tacy mole książkowi, którzy szukają w opowieściach przede wszystkim klimatu, swoistej aury, często trudnej do określenia słowami. Oczywiście najlepiej, kiedy wszystko to można znaleźć w jednej książce. Nie jest to jednak zadanie proste, zwłaszcza dla debiutanta. Wydaje mi się, że najtrudniej stworzyć klimat. Nad stylem i fabułą można technicznie popracować, klimat zaś po prostu musi pojawić się sam, gdzieś ze środka opowieści. I tę właśnie aurę udało się stworzyć Jane Corry, dziennikarce, debiutującej historią o intrygującym tytule „Żona mojego męża”. Nawet jeśli za jakiś czas zapomnę elementy fabuły, nawet jeśli język tej powieści rozmyje się na tle innych, to z pewnością klimat tego THRILLERa pozostanie ze mną na dłużej.

ImageLily i Ed to młode małżeństwo. Ona jest początkującą prawniczką, on jeszcze niespełnionym malarzem. Lily podejmuje się swojej pierwszej kryminalnej obrony – apelacji mężczyzny, który został skazany za morderstwo narzeczonej. Ed zaś pracuje w korporacji i nie jest zadowolony ze swojego życia zawodowego. Wolałby całkowicie poświęcić się sztuce, wie jednak, że ze względów finansowych na razie nie może sobie na to pozwolić.

Jednocześnie czytelnik śledzi losy sąsiadek młodego małżeństwa – kobiety pochodzącej z  Włoch i jej dziewięcioletniej córki Carli, którą ta samotnie wychowuje. Warunki materialne tej rodziny są kiepskie, dlatego kobieta wdaje się w romans z zamożnym i żonatym mężczyzną. Związek trwa, kosztem małej Carli, która często jest zostawiana pod opieką życzliwych młodych sąsiadów – Lily i Eda. Malarz zauważa w dziewczynce potencjał i szybko staje się ona jego muzą. Tworzy portret „Małej Włoszki”. Niestety pewnego dnia kobieta z córką znikają. Mija piętnaście lat. Obraz Eda przynosi mu uznanie i spore pieniądze. I właśnie wtedy pojawia się Carla – już młoda kobieta, która wróciła, aby upomnieć się o to, co i jej należy się ze sprzedaży obrazu. Upomnina się jednak w niezbyt moralny sposób…

Wyżej użyłam określenia „thriller”, choć nie jest ono do końca adekwatne. Myślę, że „Żona mojego męża” bardziej przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym wątki obyczajowe, czy nawet obyczajowe dramaty, niż krwawe powieści grozy. Autorka – choć i elementy kryminalne wplotła w tę historię – dużo więcej uwagi poświęciła relacjom: żona–mąż, matka–córka czy też po prostu interakcjom między ludźmi. Opowieść osadzona została w dwóch płaszczyznach czasowych, w roku 2000 oraz piętnaście lat później. Czytelnik poznaje historię z perspektywy dwóch bohaterek – Lily i Carli. Lily nosi na swoich barkach ciężar przeszłości, o czym dowiadujemy się stopniowo. Dodatkowo ma problemy małżeńskie i wdaje się w niebezpieczną relację z klientem, którego broni. Natomiast Carla, nieco zaniedbywana w dzieciństwie, wraca po latach, aby bez skrupułów wedrzeć się w życie swoich dawnych sąsiadów i odzyskać to, co według niej się jej należy. Całość tych poczynań składa się na sieć intryg i pogmatwanych relacji między głównymi bohaterami.

Jane Corry udało się stworzyć dobrą powieść obyczajową, wzbogaconą wątkami kryminalnymi. Intrygujący tytuł zwraca uwagę czytelnika, zapraszając go do zagłębienia się w treść. Warto to zrobić i dać się porwać klimatowi tej opowieści, w której bohaterowie zmagają się nie tylko ze swoją teraźniejszością, ale przede wszystkim z przeszłością, która potrafi zapukać do drzwi, by upomnieć się o swoje w najmniej oczekiwanym momencie.

Anna Mazur

Żona mojego męża
Jane Corry
Przekład: Irena Kołodziej
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2017