Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Grimm City. Bestie, Jakub Ćwiek: recenzja
Grimm City. Bestie, Jakub Ćwiek: recenzja
czwartek, 13 lipca 2017

Miasto, które wciąga jak bagno

Jakub Ćwiek jest autorem kojarzonym przede wszystkim z fantastyką, pełnymi garściami czerpiącym z popkultury i niestroniącym od wulgarnego języka. „Grimm City. Bestie”, druga po „Wilku” powieść o mrocznym mieście, ma w sobie odrobinę fantastyki (w wydaniu urban fantasy), trochę wulgarności i nieco odniesień do popkultury, ale to przede wszystkim – kryminał w wersji NOIR.

ImageGrimm City to niezwykłe miasto. Zostało zbudowane na ciele olbrzyma, a bogiem jest tu… Bajarz. Życie to opowieść – twierdzą mieszkańcy Grimm City, dlatego słowa mają olbrzymią moc. Poza tym jednak miasto przypomina te kreowane przez twórców klasycznego noir: Los Angeles Chandlera czy Nowy Jork Spillane’a. W Grimm City rządzi mafia. Czy raczej: Grimm City rządzą dwie konkurencyjne rodziny. Miasto jest wyraźnie podzielone na lepsze i gorsze dzielnice. Obrazy tych gorszych są przejmująco smutne. W Zemljasnowej – będącej raczej krainą koszmarów niż snów – ludzie „trwali w tej widmowej dzielnicy mimo braku perspektyw, prawa innego niż prawo siły, mimo gwałtów, napaści, braku opieki zdrowotnej, mimo jęków chorych, wrzasków pijanych. Wszyscy gdzieś mieszkali, coś jedli, a dzieci znajdowały sobie rozrywki i wyglądały na tak szczęśliwe, jak szczęśliwi mogą być tylko ludzie, którzy nie wiedzą, że gdzie indziej jest lepiej”. W Fotleggur zaś „nigdy nie było autobusów. Kiedyś, dawno temu, jeździły tędy konne tramwaje, gdzieniegdzie można było jeszcze dostrzec podziurawione śrutem tablice przystanków, ale mechanicznych wozów nie było tu nigdy. I raczej nie zapowiadało się, by miały się pojawić. Nie bez nowych dróg, znaków, policjantów pilnujących ruchu. Nie bez celu, dla którego ktokolwiek mógłby czymkolwiek tu jeździć. Emeth był bowiem pewien, że nawet gdyby zapytać mieszkańców tych odrapanych domów o oknach zabitych dechami, gdyby przejść się wśród zalegających na murach pijaków, ćpunów czy walczących o każdy oddech zaawansowanych fossilików, nikt tutaj nie przyjąłby pomysłu komunikacji miejskiej z entuzjazmem. Nawet gdyby była darmowa, dopatrywano by się w tym podstępu, spisku wymierzonego w ostatnie, co im zostało: w ich kaprawą, wycudłą, ale nieograniczoną niczym prócz nędzy wolność”.

Jakby tego było mało, w Grimm City z nieba pada brudny deszcz, a budynki są czarne od sadzy. Niezbyt to przyjemny obraz, prawda? W takich okolicznościach dochodzi do zabójstwa prominentnego członka jednej z rodzin. Miasto staje na skraju wojny. Mieszkańcy śledzą losy procesu niejakiego Zwierciadełka, oskarżonego o morderstwo, i zdają się nie pamiętać o Drwalu, który porywa i zabija kobiety. Ba, sama policja go lekceważy: „czternaście ofiar to, gdy stawką są ich setki […], właśnie ofiara. Taka, którą być może będziemy musieli ponosić, dopóki nie będę w stanie oddelegować do sprawy kogoś kompetentniejszego niż ty” – słyszy od swojego szefa inspektor Evans.  Mimo to upiera się rozwikłać sprawę Drwala.

Dostajemy więc w książce dwie historie: seryjnego mordercy i procesu (i splatającą się z nimi opowieść o wędrówce Emetha Braddocka, byłego boksera zwanego Bestią, po Grimm City). Ten jednak, kto spodziewałby się pełnego obrazu obu wydarzeń, procesu i śledztwa, będzie rozczarowany. Dostajemy bowiem jedynie wycinki tych historii, przedstawiane z perspektywy różnych postaci. Alternatywna wizja systemu sądowniczego – choćby sposób doboru ławników czy ich narady – jest bardzo ciekawa, podobnie zresztą jak dążenia Evansa do złapania Drwala (pojawia się tu nawet profiler, którego odgrywa lokalny profesor). Autor jednak nie serwuje nam ani opisu samego procesu, ani szczegółów śledztwa. Ważniejsze jest tu bowiem coś innego: wspomniana już wizja niezwykłego miasta w klimacie noir (z jego brakiem dobra i zła w czystej postaci oraz cynicznymi bohaterami). No i, rzecz jasna, odwołania do baśni. Ćwiek nie ograniczył się jednak do repertuaru braci Grimm. Znajdziemy bowiem na kartach książki, jak wskazuje tytuł, Bestię (Emeth ma wiele wspólnego z ukochanym Pięknej), ale także… Szeherezadę.

Jakub Ćwiek jest  Bajarzem w stworzonym przez siebie świecie, a jego historie wciągają jak bagno, oblepiając czytelnika ze wszystkich stron. Mam nadzieję, że i wy odwiedzicie Grimm City. To niezwykłe miasto, które warto poznać.

Ewa Dąbrowska


Grimm City. Bestie
Jakub Ćwiek
Wydawnictwo SQN
Kraków 2017