Advertisement
Strona główna
Prokurator, Paulina Świst: recenzja
środa, 09 sierpnia 2017

Crime Love story

Wiem, że już wiesz, Drogi Czytelniku, że to nie będzie recenzja, w której padną same superlatywy pod adresem Pauliny Świst, autorki „Prokuratora”. Ale choć spodziewasz się najgorszego, to nic fatalniejszego od pomylenia konwencji pisarce się nie zdarzyło i nie ma powodu, by wydać o tej powieści negatywną opinię, bo jest to rzecz pomyślana dobrze i napisana sprawnie. Problem w tym, że firmująca książkę szumna okładkowa zapowiedź, że „jeszcze żadna nowa gwiazda nie eksplodowała z taką siłą na firmamencie polskiego kryminału”, jest wzruszająco i zabawnie naiwna. Świst nie stworzyła bowiem powieści genialnej i zapierającej dech w piersiach, napisała przyzwoity utwór, w którym jednak nie pojawiają się, także obiecywane na okładce, „ostry seks, ostry język, ostra jazda”. Ktoś tu wyraźnie powinien przemyśleć strategię marketingową, bo sądząc po tych teaserach, czytelnik zapewne oczekuje czegoś skandalizującego. A dostaje apetycznie opakowany klasyczny romans z elementami kryminalnymi i niebanalną narracją.

ImageDlaczego romans, a nie kryminał? Bo konstrukcja powieści oparta jest przede wszystkim na schemacie romansowym (i żaden postmodernizm tego nie zmieni), realizowanym w modelu Pięknej i Bestii. Nie wierzysz, Czytelniku? Sprawdźmy! Matryca fabularna Pięknej i Bestii obejmuje chociażby motyw mężczyzny pod wpływem miłości ulegającego znaczącej metamorfozie. U Świst mamy mocarnego, lubiącego przygodny seks prokuratora i konfrontującą się z nim na gruncie emocjonalnym i zawodowym prawniczkę, Kingę Błońską. Początkowo wyłącznie erotyczna fascynacja zamienia się w krystalicznie czyste uczucie, zwieńczone happy endem. Ten punkt odhaczony! Ponadto refleksy schematu Pięknej i Bestii pojawiają się często między innymi jako motyw narzuconego przez splot okoliczności partnerstwa czy przymusowego współdziałania. Mamy to! Ta dwójka się sprzymierza i – co więcej – musi pozostawać przez pewien czas w izolacji. Zgadza się ze schematem? Pewnie, że zgadza! Do tego mamy początkową niechęć i wzajemne niezrozumienie motywacji, docinki, złośliwości, nieporozumienia – wszystko podszyte wyraźną dawką zauroczenia. I owszem, wątki kryminalne też się pojawiają, ale nie dominują. Zresztą w wielu fabułach romansowych zdarzają się elementy sensacyjne czy kryminalne, lecz ich funkcją jest zbudowanie sytuacji, w której mężczyzna może wykazać się opiekuńczością (jest!), zaradnością (jest!), siłą charakteru (mamy to!) czy siłą fizyczną (to także w powieści się znalazło), zaś kobieta poświęceniem (też jest!), uporem (aha!) i inteligencją (jakże by inaczej, też jest!). I to są niewątpliwe zalety tej powieści, bo Świst prowadzi narrację bardzo sprawnie, bardzo przekonująco kreśli portrety bohaterów, a sceny intymne opisuje tak pięknym językiem i w tak elegancki sposób wplata je w fabułę, że wielu doświadczonych pisarzy mogłoby się nauczyć tego i owego. Nie ma tu żadnej wulgarności, żadnego zbędnego opisu, jest za to wspaniale pokazane przejście od erotycznego pociągu do pełnowymiarowego uczucia, pozbawione niepotrzebnego melodramatyzmu.

Siłą tej powieści jest przede wszystkim sposób narracji, genialny w swojej prostocie. Otóż historia pokazana zostaje z dwóch perspektyw – tytułowego prokuratora, Łukasza i adwokatki, Kingi. To, w jaki sposób jedno szacuje intencje drugiego, jak zmienia się język wypowiedzi w zależności od tego, kto właśnie przejął narrację, sposób oglądu świata – jest po prostu wspaniałe. Jest to znakomita strategia narracyjna, którą autorka posługuje się bez wysiłku, co znacząco wpływa na odbiór fabuły i postaci. Z tego zresztą względu intryga kryminalna pozostaje na drugim planie, bo ten pierwszy dominuje rewelacyjnie pokazany dwugłos narracyjny. Przypuszczam, że Świst, która potrafi skonstruować tak dynamiczną relację, na pewno jeszcze nie raz udowodni, że warto czytać jej powieści.

Ksenia Olkusz


Prokurator
Paulina Świst
Wydawnictwo Akurat
Warszawa 2017