Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Roznegliżowane, Iva Prochazkova: recenzja
Roznegliżowane, Iva Prochazkova: recenzja
poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Słodko-gorzka knížka

Czeski literatura nie jest w Polsce zbyt dobrze znana. Owszem, słyszeliśmy o wojaku Szwejku i kojarzymy Hrabala oraz Kunderę, ale to by chyba było na tyle. Sytuację postanowiło jakiś czas temu zmienić wrocławskie wydawnictwo Afera. Wśród ich publikacji można znaleźć kryminały autorstwa Ivy Procházkovej. „Roznegliżowane” to druga część cyklu, którego głównym bohaterem jest Marián Holina, podinspektor z Pragi.

ImageTym razem on i jego zespół – w składzie: kapitan Šotolová, podkomisarz Diviš i dwie stażystki z Brna – rozwiązują sprawę zabitej wietnamskiej dziewczyny. Ktoś porzucił jej ciało (roznegliżowane ciało, odziane wyłącznie w kombinezon z siateczki) w ogrodzie chińskiego biznesmena. Kto i dlaczego udusił piękną studentkę prawa, która dorabiała sobie jako opiekunka niepełnosprawnego mężczyzny i kelnerka w nocnym klubie? Czy jej śmierć ma jakiś związek z jej pochodzeniem? A może ma wyłącznie osobiste przyczyny? I dlaczego jej ciało porzucono właśnie w takim miejscu?

„Roznegliżowane” to kryminał, ale z mocno pogłębioną warstwą obyczajową. W warstwie kryminalnej Procházková czerpie sporo z klasyki gatunku, ograniczając krąg podejrzanych do zaledwie kilku osób i każąc czytelnikowi odkrywać kolejne elementy układanki razem ze śledczymi. I choć „zbrodnia jest właściwie prostą sprawą”, jak powtarza Holina („Sprawca albo chce naprawić coś, co uznaje za krzywdę, albo próbuje zapobiec krzywdzie, która w jego odczuciu dopiero ma nastąpić”), do końca nie mamy pewności, kto okaże się zbrodniarzem – zachowano więc w powieści to, co najważniejsze dla kryminału. A jednocześnie mocno angażujemy się w życie bohaterów, autorka bowiem dużo miejsca i uwagi poświęca ich charakterystykom. Przede wszystkim samemu Mariánowi Holinie. Podinspektor jest węgierskim Słowakiem w czeskiej policji, ale nie czuje się tu obco. Ponadto wierzy w astrologię – co nie przeszkadza mu stąpać twardo po ziemi w poszukiwaniu dowodów zbrodni. Ale przede wszystkim budzi ogromną sympatię. To człowiek, w którym „ostatecznie zawsze zwyciężają małe radości” i dzięki temu nie da się go nie polubić.

Co ciekawe, Procházková nie sili się na ogólne charakterystyki Czechów (poza wypowiedzianym przez ochroniarza: „Każdy Czech ma w sobie coś ze Szwejka”), nie analizuje czeskich problemów społecznych czy kulturowych (a mogłaby, wszak śmierć Anh stanowi doskonały wręcz pretekst do analizy sytuacji mniejszości wietnamskiej w Pradze; tymczasem o praskich Wietnamczykach dowiadujemy się niewiele ponad to, że „w tym narodzie panuje jedna zasada: wszyscy chcą jak najszybciej dostać się do celu. I nie rozglądają się przy tym ani w prawo, ani w lewo”). A jednak – mimo braku ogólnikowych analiz, a dzięki wnikliwej analizie szczegółu, czyli bohaterów – autorka pozwala czytelnikowi po uszy zanurzyć się w czeszczyźnie, poczuć Czechy i Czechów całym sobą. Lektura „Roznegliżowanych” prowadzi do wniosku, że narodowa cecha naszych południowych sąsiadów to pogoda ducha. Holina potrafi zachwycić się płatkiem śniegu, „małym cudem natury”, z kolei w innej policjantce niekłamany entuzjazm wywołują… skarpetki z turmalinu. I jak tu ich nie lubić? Choć więc fabuła jest dosyć smutna – bo przecież „po każdym człowieku zostaje luka. Każdy jest niezastąpiony. Życie jest pełne luk” – powieść Procházkovej ma optymistyczny wydźwięk. To taka słodko-gorzka historia, skłaniająca do ostrożnie optymistycznej refleksji nad życiem.   

Czeska pisarka ma też zachwycający (tak, nie waham się użyć tego słowa) styl, który od pierwszych stron skojarzył się mi z powieściami Håkana Nessera. Prostota i precyzja wyrazu to jego największa siła. Bo czyż można stworzyć scenę miłosną ładniejszą niż ta: „Nachylił się. Jej usta miały smak ananasa”? I jeszcze jeden cytat: „Podziękował za herbatę, oddał pusty kubeczek i poszedł do domku Holopirka. Z komina leciały obiecujące obłoczki dymu. Mariánowi już bardzo spieszyło się do ciepełka”. Zdrobnienia podkreślają ironiczny dystans narratora wobec bohatera, ale jest też w tej scenie całe mnóstwo sympatii. A może właśnie – ciepełka?

„Roznegliżowane” to jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Podobało mi się w niej wszystko: bohater, fabuła, styl, niewymuszony, a przy tym nieco zdystansowany humor. Dlatego głośno apeluję: sięgnijcie po czeski kryminał, naprawdę warto!

Ewa Dąbrowska
 

Roznegliżowane
Iva Procházková
Przekład: Julia Różewicz
Wydawnictwo Afera
Wrocław 2017

Sylwetka Ivy Procházkovej