Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Ciotka Poldi i sycylijskie lwy, Mario Giordano: recenzja
Ciotka Poldi i sycylijskie lwy, Mario Giordano: recenzja
poniedziałek, 18 września 2017

Ach, ta Sycylia!

 Moja ciotka Poldi w dniu swoich sześćdziesiątych urodzin wyprowadziła się na Sycylię, by tam elegancko zapić się na śmierć, spoglądając przy tym na morze – tak zaczyna swoją powieść „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano. Nie sposób nie poczuć się zaintrygowanym, prawda? A im dalej, tym lepiej: plan Poldi na życie (a właściwie – na śmierć) nie wypala, ponieważ Sycylia jest skomplikowana – tu nawet umrzeć nie można tak po prostu, ciągle coś wchodzi człowiekowi w paradę. Poldi akurat wchodzi w paradę zaginięcie Valentino, młodego chłopaka, który pomagał jej przy domowych obowiązkach. A że Poldi jest jaka jest – o czym za chwilę – musi odkryć, co przydarzyło się Valentino. A przy okazji odkrywa przed czytelnikami wszystkie barwy Sycylii.

ImageKiedy zaczynałam lekturę, pomyślałam sobie, że „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” to książka idealna na lato, z jej lekkością, humorem, barwnymi postaciami i równie barwnymi opisami włoskiej wyspy. Czyli: wydawca przegapił najlepszy moment na publikację. A potem dotarło do mnie, że nic podobnego. Powieść Giordano to lektura idealna właśnie na teraz, kiedy za oknem jest szaro i ponuro. Pozwala bowiem przenieść się choć na trochę na gorącą Sycylię, poczuć gorące słońce i rozkoszować się włoskimi potrawami. Pasta alla Norma, nerello mascalese, gelato… Jakże chciałoby się ich spróbować!

Powieść Mario Giordano ma dwie bohaterki: Poldi i Sycylię. Obie barwne, obie pełne życia, choć niekiedy melancholijne. Poldi była olśniewającym zjawiskiem, uwielbiała dramatyczne występy. W ostatnich latach przybrała nieco na wadze, a alkohol i melancholia, trzeba przyznać, pozostawiły na jej twarzy pewne ślady, mimo to nadal była atrakcyjną kobietą, umysłowo w szczytowej formie, w każdym razie na ogół. Kilka niewesołych wydarzeń w jej życiu sprawiło, że popadła w melancholię. A mimo to nadal często się śmiała, kochała, ostro tankowała i po prostu nie potrafiła odpuścić, kiedy coś szło nie po jej myśli. Czyli w gruncie rzeczy zawsze. Zaś o Torre Archirafi, miasteczku, w którym toczy się akcja powieści, narrator pisze tak (dając przy tym obraz życia Sycylijczyków): jest miłą, zaspaną dziurą na wschodnim wybrzeżu Sycylii, położoną między Katanią a Taorminą, która za względu na ciągnące się kilometrami nabrzeże pełne ostrych skał z zastygłej lawy praktycznie nie nadaje się do jakiejkolwiek turystycznej eksploatacji, gentryfikacji czy oszpecenia. Tak mogłoby się przynajmniej wydawać. W istocie fakt ten nie powstrzymuje mieszkańców od pozbywania się swoich śmieci na brzegu morza, wzajemnego utrudniania sobie życia oraz latem wbijania klockowatych drewnianych platform i bud z jedzeniem między skały, gdzie całe rodziny oraz młodzi ludzie z Katanii spędzają weekendy na kąpielach słonecznych, jedzeniu, czytaniu gazet, sprzeczkach, jedzeniu, słuchaniu radia, jedzeniu i flirtowaniu, a wszystko to przy ogłuszających dźwiękach niezidentyfikowanych basów oraz odurzającym zapachu olejku kokosowego, oleju do smażenia i fatalizmu. I pośrodku tego wszystkiego – moja ciotka Poldi.

Już te cytaty pozwalają się domyślić, że kryminalna intryga często znika pod barwnymi opisami. Choć wcale nie jest zła; rozwija się powoli, ale konsekwentnie, by w zakończeniu przynieść czytelnikowi może nie ogromną niespodziankę, ale z pewnością małe zaskoczenie. Nie ona jednak gra pierwsze skrzypce i według mnie jest tylko pretekstem do pokazania piękna Sycylii i wyjątkowości jej mieszkańców. I to się autorowi udało w stu procentach.

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” to komedia kryminalna, ale nie taka, przy której co chwilę wybuchamy śmiechem. Nie, tutaj cały czas się uśmiechamy. Gdyż albowiem – jak mawia Poldi – jest gorąco, pogodnie, ludzie są dobrzy, a świat, mimo śmierci Valentino, jest piękny. Tak po prostu. Na koniec zaś dodam jedynie, że mnogość cytatów w tej recenzji jest nieprzypadkowa. Tylko w ten sposób mogłam bowiem choć odrobinę oddać ducha powieści i pokazać, jak cudowne, obfite i pełne życia są w niej opisy. Dlatego gorąco zachęcam: poświęćcie kilka godzin na dolce far niente w towarzystwie ciotki Poldi, na pewno nie pożałujecie!

Ewa Dąbrowska

 
Ciotka Poldi i sycylijskie lwy

Mario Giordano
Przekład: Agnieszka Hofmann
Wydawnictwo Initium
Kraków 2017