Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Zegarmistrz, Jeffery Deaver
Zegarmistrz, Jeffery Deaver
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
ImageLincoln Rhyme, cyniczny, sparaliżowany kryminalistyk, otrzymuje zlecenie, które okaże się dlań wyzwaniem nie lada: gdy w grudniową noc giną dwie osoby jedyne co je łączy, to pozostawione przy ciałach, misterne zegary, odmierzające ostatnie tchnienia życia, oraz enigmatyczny wiersz o „Zimnym księżycu”.

ImageWszystko wskazuje, że jest to robota seryjnego mordercy, i że trzeba liczyć się z możliwością kolejnych ofiar. Rhyme podejmuje zadanie, choć nie jest , jak dotychczas, w komfortowej sytuacji – jego partnerka, jego medium, i jego kobieta, Amelia Sachs, prowadzi równocześnie swe pierwsze, samodzielne dochodzenie. Rhyme wie, że to dla niej  poważny sprawdzian, inicjacja, której powinna poświęcić pełny czas.

W rzeczy samej, mimo obaw Amelii, bycie przez lata prawą ręką Lincolna Rhyme’a owocuje zawziętością i pewnością siebie: samobójstwo pewnego biznesmena od początku ma dla niej wątpliwy status – gdy Sachs drąży sprawę głębiej, trafia na orbitę o niebo odległą od trzonu sprawy, bo – swoją własną: dziwnym trafem to ona, i duchy z jej przeszłości okażą się istotnym, i niebezpiecznym elementem – tak dla życia osobistego, jak i zawodowej przyszłości policjantki. A że obie sprawy muszą się zapętlić, łatwo się domyślić; może ciut irytować zbytnie rozbuchanie Deavera w tej materii, podskórnie wyczuwana niewiarygodność połączenia obu wątków – szczęśliwie jednak pisarz jest znakomitym rzemieślnikiem pióra i zawiera, w postaci tytułowego Zegarmistrza, przekonujący autokomentarz całości: od seryjnego zabójcy, przez korupcyjną aferę , do perfidnego spisku na jednego z bohaterów... ?

Gdy czytelnik zaczyna wyczuwać skrajną odległość pomiędzy tymi sprawami, i gdy już mógłby zrzucić to na niekontrolowaną fantazję Deavera – okazuje się, iż podejrzenia o niedoskonałość prowadzenia intrygi są... podstawowym tropem Rhyme’a (sic!), a płaszczyzna rozbioru dramaturgii staje się tożsama ze sposobem myślenia naszego bohatera!

Bo czeka nas wówczas jeszcze jeden, nieoczekiwany, a starannie przemyślany TWIST  fabularny. Zresztą Rhyme w Zegarmistrzu  odnajdzie przeciwnika solidnego i niebezpiecznego. Więcej, w Zegarmistrzu  będziemy świadkami prawdziwej psychomachii pomiędzy gigantami układania (Zegarmistrz) i dekonstrukcji (Rhyme) intryg – a pojedynek ten, chyba po raz pierwszy, zbliży się do ex aequo...

Poza wartką, gęstą akcją, warto ponownie zanurzyć się w samo uniwersum Deavera: mamy znów znane, sprawdzone już postaci, pojawią się także nowe. Lon Sellito, jak zwykle wymięty i ojcowski , robi za łącznika pomiędzy sprawami Sachs i Rhyme’a. Funkcjonariusz Ron Pulaski, jeszcze nowicjusz, ale już z potencjałem, szykuje się do... przejęcia pałeczki po Amelii (czy tak się stanie?...). Mignie nam w epizodzie niejednoznaczny, bardzo plastycznie przedstawiony komisarz Jefferies (czyżby jakaś analogia z … babką autora ?!). Pojawia się także agentka Katheryn Dance, kalifornijska psycholog, spec od technik przesłuchań i kinezyki. Między nią, a Lincolnem, dojdzie także do sympatycznego pojedynku w tle: Rhyme ma swe tablice, które puchną od notatek sprawy (świetnie, że Deaver „udostępnia” i stale uzupełnia je czytelnikowi, ten chwyt, faktycznie, niczym mini wersja gry role-play, pozwala osobiście pobawić się w dedukcję!), a z których nasz profiler układa całość puzzli, z enigmą wróżki czytającej z fusów. Tymczasem domeną Dance są gesty, słowa, reakcje nerwowe, intonacja – agentka „czyta” z człowieka, co dla Rhyme’a (ale to w końcu Rhyme, wybaczmy mu...) jest z początku mało przekonujące empirycznie... Dopóki agentka, drapieżnie, nie zanalizuje go na podstawie - ruchu głowy. A i potem przyda się niebagatelnie. Na tyle zresztą , iż Deaver obsadził ją juz jako protagonistkę swej najnowszej serii kryminalnej.

I jest wreszcie Zegarmistrz, misterny, przerażający w swej intelektualnej symetrii, doskonały w dalekosiężnym planowaniu. Jest też jego pomocnik, człek ułomny, obrzydliwy, w swych skrzywionych, erotycznych obsesjach sportretowany bardzo wiarygodnie... Ale – przede wszystkim jest tu świetna, rasowa gatunkowo rozrywka.  Inteligentna, dopracowana w detalach i psychologicznie przekonująca.

A na pytanie, czy rzeczywiście na duet Rhyme – Sachs przyjdą chwiejne chwile, trzeba będzie poczekać do kolejnego tomu. Warto z pewnością.
 
 






ZEGARMISTRZ

Jeffery Deaver
/The Cold Moon/
Wyd. Prószyński i S-ka , Listopad 2006
ISBN:83-7469-422-X
Stron:392
Tłumaczenie: Łukasz Praski