Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Klub wisielców, Tony Parsons: recenzja
Klub wisielców, Tony Parsons: recenzja
poniedziałek, 30 października 2017

Zbrodnia w imię walki… ze zbrodnią

Tony Parsons nie jest jakąś wielką gwiazdą THRILLERów. Powieści z tego gatunku jak dotychczas napisał ledwie trzy, sławę zdobył wcześniej, ale dokonaniami na polu literatury obyczajowej. A jednak jego trylogia o detektywie Maksie Wolfe to jedne z najlepszych dreszczowców, jakie czytałem od lat. Niby proste, ale przejmujące, poruszające i jakże przemawiające do wyobraźni. Niepozorne, a o niebo lepsze od dokonań czołowych twórców gatunku – i stanowiące przyjemną odskocznię od skandynawskiej fali.

ImageW powieści „Klub wisielców” wszystko zaczyna się od taksówkarza bliskowschodniego pochodzenia. Czyżby terrorysta? Nic bardziej mylnego. Mahmud Irani swoje za uszami ma, ale nie należy do zbrodniarzy. Tyle że jeden z pasażerów, którzy tego dnia wsiedli do jego samochodu, jest inny niż pozostali. Irani zostaje sterroryzowany i zabrany do pewnego miejsca, gdzie jego oprawcy wieszają go, nagrywając egzekucję. Czym zawinił taksówkarz? Twarze nieletnich, poddanych wpływowi różnych substancji prostytutek spoglądają na niego z rozwieszonych zdjęć, obserwując niewzruszenie, jak kona.

Detektyw Max Wolfe tymczasem zmaga się z kolejnymi problemami służbowymi. Cóż z tego, że policja zdołała złapać młodocianych sprawców, którzy zabili pewnego mężczyznę na oczach jego rodziny tylko dlatego, że wyszedł przegonić ich, gdy dewastowali jego samochód. Ława przysięgłych uznaje ich za winnych, ale sąd wyznacza im wyjątkowo niski wymiar kary. Detektyw nie ma jednak czasu zastanawiać się nad niesprawiedliwością, bo rzuca się w wir pracy. I wtedy w Internecie, na stronie poświęconej najsłynniejszemu angielskiemu katowi, pojawia się film z egzekucji taksówkarza. To jednak dopiero początek działań morderców – grupa porywa przestępców, których ominęła należyta kara, i na swój własny sposób wymierzają im sprawiedliwość. Śledztwo nie jest łatwe. Opinia publiczna traktuje ich jak bohaterów, a Max Wolfe sam zaczyna mieć wątpliwości co do całej sprawy. Bo trudno, nawet jemu samemu, nie przyznać racji motywom morderców…

Pamiętam, że kiedy jakiś czas temu w moje ręce przypadkiem wpadła „Krwawa wyliczanka”, pierwsza powieść o Maxie Wolfie, nie miałem większej ochoty zasiadać do lektury. Kolejny thriller? Kolejny bestseller? Moje półki uginały się od takich pozycji, które wolałbym wyrzucić z pamięci. A jednak tym razem było inaczej. Autor, który karierę zrobił, pisząc powieści obyczajowe, zdołał wywołać we mnie emocje, jakich nie potrafili wzbudzić mistrzowie gatunku. Zaczął sceną gwałtu, opisaną bez szczegółów, pozostawiającą jak najwięcej naszej wyobraźni i dzięki temu poruszającą intensywniej niż te drobiazgowo rozpisane. Potem z wyczuciem dawkował podobne elementy, wypełniając przestrzeń pomiędzy lekką w odbiorze, dynamiczną i dobrze poprowadzoną opowieścią, niestroniącą od tego, bez czego nie może obejść się żadne dzieło, niezależnie od gatunku – strony obyczajowej. I dokładnie to samo znajdziemy w „Klubie wisielców”. Parsons powiela schemat, robiąc to w identyczny sposób, ale jest to schemat, na który czekałem, sprawdzony i niezawodny.

Stylistycznie powieści Parsonsa są dość proste. Ale choć hasło to najczęściej kojarzy się z tekstami byle jakimi, takimi, które czyta się szybko i jeszcze szybciej się o nich zapomina, zupełnie jakby całość przeleciała przez głowę, nie pozostawiwszy w niej nawet wspomnienia, „Klub wisielców” (podobnie jak pozostałe powieści autora) taki nie jest. Owszem, czyta się go szybko i nie wymaga wiele zaangażowania, ale jednocześnie poszczególne sceny zapadają w pamięć. A po lekturze pozostaje niedosyt i pytanie ważniejsze niż te, które stawia w swoim dziele autor: kiedy dostaniemy w swoje ręce kolejny thriller Parsonsa? Oby jak najszybciej, bo takich dreszczowców brakuje na naszym rynku.

Michał Lipka

Klub wisielców
Tony Parsons
Przekład: Paweł Lipszyc
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017
 

RECENZJE POPORZEDNICH CZĘŚCI TRYLOGII:

Image Image