Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Cisza. Kronika życia pewnego mordercy, Thomas Raab: recenzja
Cisza. Kronika życia pewnego mordercy, Thomas Raab: recenzja
piątek, 29 grudnia 2017

Grobowa cisza

Słyszę. Ta informacja wydaje się pozytywna. Bo oto odbieram sensorycznie świat, nie jestem wybrakowanym człowiekiem. Słyszę śpiew ptaków, śmiech dzieci, piękne tony muzyki. Słyszę też jednak hałas, krzyk, słyszę nawet ból. Słyszę za dużo, zbyt intensywnie. Nadwrażliwość słuchowa. Zmysł, który płata figle. To właśnie dotknęło bohatera „Ciszy” Thomasa Raaba. To właśnie wytyczyło ścieżkę jego życia.

ImageKarl Heidemann, już będąc w łonie matki, wykazywał nadwrażliwość na wszelkie brzmienia, nawet te delikatne. Od początku swojej egzystencji był przytłoczony przez otaczającą go zewsząd kakofonię. Z tego powodu żył w izolacji, wśród dźwiękoszczelnych murów piwnicy rodzinnego domu. Pewnego dnia stał się świadkiem samobójstwa matki, przytłoczonej codziennością, nieszczęśliwą miłością, „wadliwym” synem. Jednak zamiast szoku Karl odczuł emanujący od śmierci spokój, spłynęła na niego niczym niezmącona cisza, której tak bardzo pragnął. Śmierć nie stała się dla chłopca końcem i tragedią, a właśnie początkiem i wyzwoleniem. Odtąd była synonimem ciszy, a ta z kolei oznaczała bezwzględny spokój i szczęście. Odtąd też Karl postanowił robić wszystko, aby uzyskać ten spokój. Narzucił sobie misję: czynić śmierć.  

„Cisza. Kronika życia pewnego mordercy” Thomasa Raaba to oryginalna opowieść, zupełnie inna niż szereg historii traktujących o mordercach i zbrodniach. Nie jest to stricte kryminał czy THRILLER. Porównywana z „Pachnidłem” Patricka Süskinda, bo też traktująca o zmysłach, oraz z serią o Hannibalu Leckterze, bowiem również stanowi kronikę życia mordercy. Z pewnością jest to opowieść, która zostawia czytelnika z pytaniami. O samotność bohatera, o to, czy można go winić. Czy aby na pewno ból, który sprawiał mu głośny świat, może być usprawiedliwieniem jego czynów?

Książka została podzielona na trzy części, zatytułowane „Wiara”, „Miłość” i „Nadzieja”. I o ile początek był naprawdę pasjonujący, zachwycał oryginalnością, momentami poetyckim językiem i swoistą atmosferą baśniowości, o tyle dalej było już mniej ciekawie. Ostatecznie książka nieco mnie rozczarowała. Mogła okazać się naprawdę niesamowitą opowieścią, lśniącą na tle innych, podobnych do siebie, często wtórnych, tymczasem czegoś jej zabrakło. To jednak nie oznacza, że nie warto sięgnąć po „Ciszę”. Zaciekawia chociażby ze względu na swoją oryginalność, poza tym zbiera sporo pozytywnych opinii i – co najistotniejsze – pozostawia czytelnika z refleksjami dotyczącymi granic dobra i zła, moralności i usprawiedliwiania zbrodni. Trudne to refleksje, trudny osąd bohatera, chociaż w końcowym rozrachunku ciężko usprawiedliwiać tego typu czyny.

Wilhelm Raabe powiedział kiedyś, że „Największe cuda powstają w największej ciszy”. Z kolei Antoine de Saint-Exupéry twierdził, iż „Przestrzenią ducha – gdzie może on rozwinąć skrzydła – jest cisza”. Książka Thomasa Raaba jest kolejnym głosem dotyczącym stagnacji dźwięków, marazmu brzmień, paraliżu odgłosów. Czyny Karla Heidemanna, dokonywane w ciszy i z potrzeby ciszy, nawet jeśli były przestrzenią jego ducha, to przestrzenią pełną mroku. A już z pewnością nie były cudem. I choć opowieść o nim mnie nie zachwyciła, była lekturą na tyle dobrą, aby polecić ją czytelnikom szukającym czegoś ponad warstwę kryminalną. Przerwijcie więc ciszę szelestem przewracanych kartek i sięgnijcie do tej historii.

Anna Mazur

Cisza. Kronika życia pewnego mordercy
Thomas Raab
Przekład: Marzena Wasilewska
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017