Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Na gigancie, Peter May: recenzja
Na gigancie, Peter May: recenzja
wtorek, 09 stycznia 2018

Powrót do przeszłości

Któż z nas choć raz nie marzył o tym, aby rzucić wszystko i uciec? Jechać bez celu, byle do przodu, byle przed siebie. Osiąść z dala od tu i teraz, z daleka od obowiązków, nakazów i zakazów, zaszyć się gdzieś w głuszy, odrzucić to, co nas ogranicza.

Taki los dla bohaterów swojej najnowszej książki przygotował Peter May. Tym razem ten szkocki pisarz i scenarzysta, znany głównie z  trylogii „Wyspa Lewis”, serwuje czytelnikom nieco inną historię, rozpostartą między Szkocją a Anglią w dwóch płaszczyznach czasowych, które dzieli pół wieku.

ImageRok 1965. Pięcioro przyjaciół, połączonych pasją do muzyki rockowej, postanawia rzucić wszystko i wyjechać do Londynu. Na ich czele stoi Jack Mackay, który namawia kolegów, aby właśnie w stolicy Anglii na poważnie zawalczyli o swoje miejsce w światku muzycznym. Kierowani nastoletnimi pragnieniami i nieco naiwnymi marzeniami wyruszają w podróż, która niestety nie zakończy się tak, jak by tego oczekiwali, a jej finał okaże się wręcz tragiczny.

Rok 2015. W obliczu śmiertelnej choroby jeden z przyjaciół prosi Jacka i pozostałych o spotkanie i wspólną podróż śladami przeszłości, w celu naprawienia zła wówczas wyrządzonego, rozliczenia się z samym sobą  i odejścia z czystym sumieniem.

Czym jest najnowsza powieść Petera Maya? Ci, którzy nastawią się na typowy kryminał, mogą poczuć lekki zawód. Owszem, autor sięgnął do najlepiej mu znanej konwencji gatunkowej, jaką jest właśnie powieść kryminalna, ale raczej tylko po to, aby na jej kanwie zbudować inną opowieść. Opowieść o powrotach. Powrotach do dawno opuszczonych miejsc, do kilka dekad temu porzuconych przyjaciół, do własnego ja sprzed pięćdziesięciu lat. Zastosował przy tym zabieg, który w ostatnim czasie upodobała sobie większość twórców tego gatunku – narrację biegnącą dwutorowo, opartą na licznych retrospekcjach, przeplatanych z wydarzeniami w czasie teraźniejszym. Przenikają się dekady, młodość miesza się ze schyłkiem życia.

Historię wzbogaca obraz życia młodych ludzi w latach sześćdziesiątych, kiedy swój rozkwit miała muzyka rockowa, chociażby z takimi osobistościami, jak wspomniany tu epizodycznie John Lennon. Autor ukazał blaski i cienie szalonego życia muzyków rockowych w dobie boomu tego gatunku muzycznego.

Warstwa kryminalna, jak już wcześniej wspomniałam, jest tu jedynie lekko zarysowana, intryga toczy się w rytmie slow, by na końcu zaserwować czytelnikowi lekko zaskakujące rozwiązanie zagadki, ale pozostawić go z innymi niż kryminalne refleksjami. Refleksjami nad małoletnią beztroską i naiwnością, nad prawami, jakimi rządzi się młodość. I nad starością, nad rachunkiem sumienia, nad potrzebą spojrzenia wstecz,  podsumowania.

Wiosna życia kontra jesień życia, młodzieńcze marzenia w zderzeniu z rzeczywistością, dobro kontra zło oraz sprawiedliwość po latach – o tym właśnie opowiada najnowsza książka Petera Maya. Fani rasowego kryminału mogą być nieco zawiedzeni, ale sympatycy kompilacji kryminalno-obyczajowo-psychologicznej powinni odnaleźć się w tej historii.   

Anna Mazur

Na gigancie
Peter May
Przekład: Jan Kabat
Wydawnictwo Albatros
Wydanie I
Premiera: 30 sierpnia 2017
Liczba stron: 400

/mat. wyd./


RECENZJE INNYCH POWIEŚCI PETERA MAYA:

Image